Archive for November, 2011

Jak kiedys wrocilem z Syberii…

http://www.tvwalbrzych.pl/site/2009/05/29/gosc-dnia-dariusz-mikulski-2/

Advertisements

Shabyt 2011 w Astanie, Kazachstan

Własnie wróciłem z Miedzynarodowego Konkursu Muzycznego Shabyt 2011 w Astanie – stolicy Kazachstanu.

Od początku podróż nie układała się najlepiej – miałem wylecieć 2.11.2011 z Warszawy, ale po tym kiedy Kapitan Wrona wylądował bez podwozia – lotnisko zostało zamknęte na 2 dni i wszystko się poprzestawiało.

Najpierw ogłoszono w Warszawie zamknięcie Okęcia – jasne – rozumiemy i cieszymy się dla wszystkich, którym udało się szczęśliwie wylądować

Lataj jak orzeł – ląduj jak Wrona… BRAVO

Ale ja nie małem szans aby wylecieć z Warszawy… Oficjalnie ogłoszono że lotnisko będzie zamknięte – wszystko rozumiem – problem w tym, że linie lotnicze nie opublikowały informacji o tym, że przeloty zostały odwołane a be tego nie ma możliwości aby przebukować bilety…

Po nieprzespanej nocy spędzonej przy telewizorze i komputerze w końcu udało mi się znaleźć rozwiązanie – przełożyłem podróż o cały dzień i postanowiłem wylecieć 3-go.

O.K. – jest perfekt, jestem trzeciego na lotnisku, samoloty latają, podróżni się spieszą szczęśliwi faktem, że Polska ma kapitana Wronę – wsiadłem do samolotu, lecę do Astany przez Monachium i Frankfurt. Ze szczęścia usypiam. Po chwili ktoś mnie szarpie – whou – jestem we Monachium? Nie to cały czas Okęcie… Mój samolot się zepsuł i … niepolecę…

Miła Pani z Lufthansy obwieściła mi, że nie ma opcji abym doleciał dziś do Astany przez Frankfurt – tłumaczę, że MUSZĘ być w Kasachstanie – robię najpiękniejsze oczy i … działa. Lecę do Astany. Przez Moskwę. Jeszcze nie chę wierzyć, dobiegam do samolotu i LECĘ.

Po kilku godzinach na Szeremietievo jestem w kolejnym samolocie – AirAstana do Astany. Ufff. Kilka godz. snu i wylądowaliśmy. Na walizkę się niestety nie doczekałem… Po złożeniu odpowiednich dokumentów i ośwadczeń jedziemy do hotelu. Godzina snu, śniadanie i na konkurs. Do pracy w JURY.

Masakra, 5 godz. różnicy, brak snu, brak walizki – słucham i zasypiam…

Drugiego dnia jest już trochę lepiej. Dochodzę do siebie. Trzeciego dnia przerwa w przesłuchaniach a dla mnie mnóstwo pracy – rano masteclas a po południu próba z orkiestą. Dyryguję Mozarta i gram na waltorni – trochę głupio bo cały czas bez swojej walizki… Ta dojechała na czwarty dzień – właśnie wtedy, kiedy byłem już ze względu na swój pech bardzo popularny…

Następnego dnia jury, próba i koncert. Whow… później obowiązkowa kolacja

od l. ja, Daniel Bortholossi, Gudni Emilsson, Lior Shambadal

Ale… co tam – ważne, że zimno nie bylo – tylko  -15…

Przeżeliśmy konkurs, koncert, i walizka przejechała..

Na koniec jeszcze tylko przejażdżka po mieście i zwiedzanie banków… – każdy z nas otrzymał coś w rodzaju zwrotu kosztów w kazachskiej walucie, z którą póki co, nie zawiele da się w Polsce zdziałac – próbowaliśmy ją wymienić… W astańskich bankach nie było nigdzie więcej niż 300 – 400 EUR i nie wolno nam było się rozdzielać – jeździliśmy więc wszędzie razem… osiem godzin… można było się dobrze poznać

To radość kiedy wszystko się szczęśliwie skończyło

Do następnego razu,

Darek

Praca nad przyszloscia

przez ostatni rok mialem duzo czasu na przemyslenia i poukladanie wlasnych wartosci…

Po skonczonej pracy w Walbrzychu ukladam moje zycie, dorobek, nagrania i marzenia.

Niech ten blog bedzie dowodem na to ze trudne wydarzenia w zyciu, chociaz czasem ich nie rozumiemy, sa poczatkiem lepszego…

%d bloggers like this: