Archive for April, 2012

Euro 2012 w Polsce – swieto frytki i hamburgera

I tu prosze o wyrozumialosc wszystkich bardziej lub mniej fanatycznych kibicow pilki noznej, zawodnikow polskiej druzyny narodowej i wszystkich kibicujacym druzynie nie tylko “biedronki” – nie mam zamiaru WAS orazac, ani tez umniejszac waszym sportowym i narodowosciowym ambicjom.

Myslac o minionych swietach sportu jakimi sa bez watpienia Mistrzostwa Swiata czy Mistrzostwa Europy w pilce noznej mam przed oczami wspaniale wydarzenia nie tylko tylko sportowe – ale rowniez bardzo wiele imprez okolofutbolych zwiazanych z kultura, jej propagowaniem i rozwojem – ktorz z nas nie ma w pamieci wspanialego koncertu trzech tenorow – Carerasa, Dominga i Pavarottiego w Termach Caracali w Rzymie czy setek – jezeli nie tysiecy koncertow, spektakli, wystaw i innych imprez plenerowych – niekoniecznie zwiazanych z kopaniem pilki badz wypijaniem hektolitrow zlotego trunku podczas mistrzostw z roku 2006 w Nimczech ???

Oprocz Mistrzostw Europy w pilce noznej ogromnym wydarzeniem sportowym czekajacym na nas w niedalekiej przyszlosci sa Igrzyska Olimpijskie w Londynie. W stolicy Wysp Brytyjskich imprezie sportowej towarzyszyc beda tysiace imprez kulturalnych – koncerty muzyki klasycznej – nie liczac wystepow lokalnych, bardzo licznych orkiestr angielskich, przyjezdza m.in. Orkiestra Symfoniczna Simona Bolivara z Wenezueli ktora wystapi pod batutą Gustavo Dudamela; mnostwo koncertow z gatunku pop, hi-hop, jazz; wystawy, plenery etc. Podsumowujac – swieto nie tylko na stadionie ale rowniez, albo przede wszystkim, wielki KULTURFEST!!!

Jestem rozzalony swiadomoscia tego, iz w moim ukochanym kraju ktos zapomnial albo nie potraktowal powaznie faktu, iz oczy calego swiata zwrocone beda podczas Euro 2012 na Polske!!! – ze nieswiadomie badz co gorsze swiadomie zostaje zmarnowana szansa na promowanie Polski poprzez kulture… – ze teatry w W-wie zamiast grac z potrojnie intensywna moca bede zamkniete ze wzgledu na “strefy kibica”!!! – ze srodki finansowe przeznaczone na organizacje tychze stref sa “ucinane” z budzetow zaplanowanych na instytucje kultury!!! – ze Warszawska Opera Kameralna – jedyna w Polsce instytucja kultury przedstawiajaca wszystkie dziela sceniczne Wolfganga Amadeusza Mozarta musi troskac sie o swoj byt materialny bo KTOS wpadl na pomysl obciecia jej budzetu w sposob, ktory nie daje szans na dalsze prowadzenie odpowiedzialnej programowo i artystycznie dzialalnosci!!! – ze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w swoich wspanialych programach nie przewidzialo srodkow na dzialania zwiazane z odpowiednim promowaniem Kultury Polskiej i Dziedzictwa Narodowego podczas EURO 2012… etc, etc…

Nie wszystko jest takie niepozytywne – we Wroclawiu podczas EURO odbedzie sie MEGA-WIDOWISKO z G. Verdiego “Balem maskowym” – co prawda sztuka to malo “polska” ale mino wszystko “bedzie sie dzialo”; z informacji ktore posiadem wiem ze Opera Poznanska wspolpracuje z EURO “udostepniajac” kilka artystek baletu do roli “cheerleaderek” na stadionie podzas meczow…

Najwiekszym chyba sukcesem moze pochwalic sie restauracja McDonald´s, ktora w czasie EURO 2012 w Polsce otwiera w Warszawie gigantyczna restauracje… – cos jednak turysci podczas pobytu w Polsce zapamietaje… mam nadzieje, ze bedzie to nie tylko SWIETO FRYTKI I HAMBURGERA… 🙂

MOZART – nie dla Polski… nie dla Polakow ???

nie ma, nie bylo i jeszcze dlugo nie bedzie w dziedzinie sztuki artystycznej tak znaczacej – genialnej postaci jaka byl, jest i pozostanie Wolfgang Amadeus Mozart.

Jego opera i pianistyka pozostawila nam, potomnym obraz osoby tak genialnej, ze wszyscy znani mi interpretatorzy i kompozytorzy, nie pozostawiaja cienia watpliwosci co do tego, iz wprost nieziemska sile geniuszu wielkiego mistrza zostawia daleko za soba wszystkich tych, ktorzy w jego geniusz powatpiewac sie odwarzali…

Wokalisci powiedza:

– to jest balsam dla glosu

– to jest abecadlo wokalne

– to jest podstawa podstawy

– to jest nieskonczonosc w geniuszu

Instrumentalisci ogranicza sie raczej do stwierdzenia:

– klasycznosci

– kontrolowanej klasyczna doskonaloscia wirtuozerii

– swiadomoscia wyrazowa trescii artystycznej

– doskonaloscia klsycznej formy w konfrontacji ze swiadomoscia mozliwosci wykonawczych i interpretacyjnych zalozen programowych i brzeniowych danych partii grup instrumentalnych…

Tych teoretycznych dywagacji moge snuc jeszcze wiele – obawiam sie jednak, ze w miare rozwoju mojego (bardzo niemojego) jezyka teoretykow muzycznych, tracil bede na czytelnosci tego felietonu – koncze wiec pokornie 🙂

Moi drodzy przyjaciele i krytycy – piszac ten felieton, wypowiadam sie w swoim imieniu, majac na uwadze tylko i wylacznie nasz wspolny – i tu nie zartuje NARODOWY interes!!! – nie ma narodu na swiecie i spolecznosci kulturowej – kulturalnej, ktora w dziedzinie sztuki klasycznej nie uznaje wielkosci Wolfganga Amadeusza Mozarta!!!

Jestem oburzony tym, iz Polska, szczycac sie wspanialymi osiagnieciami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ktorych to w najmniejszym stopniu krytykowac nie mam zamiaru, pozwala na degrengolade programowa w postaci zaprzestania, badz przyzwolenia na zaprzestanie finansowania tak kluczowych dla utrzymania poziomu i rozwoju swiadomosci spolecznej, artystycznej i narodowosciowej istytucji kultury jaka sa Warszawska Opera Kameralna czy inne artystycznie ukierunkowane szkoly muzyczne badz instucje kultury o programowo podobnym profilu!!!

NIE, NIE, NIE!!!

Nie macie do tego prawa Panowie Ministrowie i wybrani demokratycznie sprawujacy prawo i wladze w Polsce!!!

Macie obowiazek – nawet w sytuacji, kiedy nie pozwala WAM na to wasz “swiadomy” punkt widzenia – uszanowac DOGMATY kultury europejskiej.

Obsceniczne stawianie na jednej linii Berlina, w rozumieniu potocznym NIEMIEC w ktorych funkcjionuje prawie 400 Orkiestr Symfonicznych – nie liczac innych – detych i regionalnych (W POLSCE DLA POROWNANIA jest ich prawie 30) czy MOSKWY (z ponad 1.000 teatrami) jest bezczelnym oszukiwaniem narodu, godzacym w najprawdziwsze i najszczersze uczucia – nieprzyzwoitym oszustwem!!!

Jedynym sposobem na rozwoj zycia kulturalnego w Polsce jest inwestowanie w kulture, talent mlodych ludzi i MOZARTA!!!

Nie ma kultury bez MOZARTA!!!

Jedynym Teatram Operowym w Polsce, ktory przedstawia wszystkie jego dziela operowe jest Warszawska Opera Kameralna!!!

Zamach na jej egzystencje jest dowodem na brak swiadomosci tych “wielkich” ktorzy o jej egzystencji na poziomie finansowym decyduja!!!

Nie ma kultury bez MOZARTA!!!

PS.: W porownaniu ze srodkami przeznaczanymi na populistyczne EURO – wydatek bardzo niewielki – natomiast w perspektywie rozwoju (badz jej braku) kultury polskiej – o priorytetowym znaczeniu!!!

MOZART – nie dla Polski… nie dla Polakow???

PRZYZWOITOSCI :) !!!

Od dzis, albo co dla niektorych juz od wczoraj rozpoczal sie w Polsce tzw. dlugi weekend.

Wspaniala wiadomosc – szczegolnie dla tych wszystkich, ktorzy zmeczeni powtarzalnym zyciem w miastach, zatrudnieni w korporacjach – maja kilka wolnych od pracy dni, w ktorych maja okazje wyjechac poza miasto, pooddychac swierzym powietrzem, pospacerowac, przypomniec sobie o dziecku lub dzieciach – w szczegolnych przypadkach nawet o rodzinie albo przyjaciolach…

Supermarkety wabia specjalnymi ofertami troche starszego ale ciagle, dzieki specjalnemu oswietleniu i kolorowym – tlustym zalewom, niezle wygladajaca karkowka na grila, badz innym kilbasianymi badz kielbasianopodobnymi przysmakami… Ech bedzie sie dzialo !!!

Na twitterze czy fb czatammy o specjalnych przygotowaniach nie przekraczajacych 140 znakow – “…kupilem 3 zgrzeweczki, wodeczka na lodzik w zamrazareczce, kielbaska w sosiczku, zoneczka w …iczku…”

PRZYZWOITOSCI 🙂 !!!

Ja, w przeciwienstwie do wyzej opisanych grup spolecznych staram sie byc bardziej romantyczny – poniewaz moje zycie to jedne wielkie wakacje – bo jakze inaczej nawac moja pseudo prace… – postanowilem zabrac na dlugi weekend troche Aufgaben… – pracuje nad programami koncertowymi na “za dwa lata” i odswierzam kontakty personalne z ludzmi, ktorych od lat nie widzialem i prtawdopodobnie przez nastepnych kilka lat nie zobacze 🙂

Rozpoczalem wspaniale od rana – wstalem przed siodma, zaparzylem kawe, spojrzalem na wschodzoacy dzien i wiedzialem, ze dzis bedzie pieknie!!!

Jakiez bylo moje zdziewienie, kiedy na zamieszkalej przeze mnie, polozonej idyllicznie i skladajacej sie z kilku zabudowan wiejskiej metropolii – u moich sasiadow pojawili sie goscie…

Ciocie, cioteczki, kuzyni i kuzyneczki, dzieciaczki, zabaweczki, koteczki, pieseczki, pileczki, skakaneczki, herbateczki, lodziki etc  – dla mojej tzw. koncepcyjnej pracy wprost wymorzone ambiente :)))

PRZYZWOITOSCI 🙂 !!!

Przyznam z uderzeniem we wlasna piers, iz nachodzily mnie w zwiazku z tym rozne kreatywne mysli – pomyslalem nawet przez chwile, ze byc moze, dla propagowania kultury wyzszej i wlasnej czystosci fizyczno-artystyczno-wykonawczej sprawa kluczowa mogloby byc rozpakowanie waltorni, otworzenie okna i udostepnienie publicznosci lokalnej mozliwosci posluchania wprawek na WALTORNIE-SOLO… Zrezygnowalem jednak z tego jakze humanistecznego pomyslu na poczet dobrze rozumianej sasiedzkiej i ludzkiej PRZYZWOITOSCI 🙂 !!!

Majowy dlugi weekend w Polsce to nie dla wszystkich czas sielanki i odpoczynku – do najbardziej zapracowanych osob zaliczam moja ksiegowa… fakt skladania rocznych zeznan podatkowych to srednia przyjemnosc…  – grzebanie w rachunkach, odtwarzanie “kilometrow”, szukanie zapodzianych listow z PIT-ami… Biedna ksiegowa… – musze kupic jej troche slodyczy – wygladala jak gdyby od tygodnia nic nie jadla – zapewniam Was, ze to nie tylko z mojego powodu… a moze???

PRZYZWOITOSCI 🙂 !!!

Najlepsze jednak zdarzylo mi sie pod koniec dnia – wracajac od w/w ksiegowej sluchalem w radio audycji z udzialem dzwoniacych do redakcji sluchaczy o wdziecznie brzmiacym temacie: PRZYZWOITOSC 🙂 !!!

Bardzo cenie takie audycje – po pierwsze sa one na tyle energetyczne, ze zmeczonemu po dniu spedzonym w towarzystwie nieplanowanych sasiadow czlowiekowi w zadnym wypadku nie pozwalaja zasnac za kierownica; po drugie – daja przecietnemi “Mikulskiemu” wrazenie tego, iz wspolczesna AGORA przeniosla sie z rynku do massmediow i poprzez udzial w audycji radiowej i szanse realnej wypowiedzi (opoznionej o 1 sekunde w stosunku do czasu realnego) ma on szanse wypowiedziec sie na antenie; po trzecie – jest szansa na to, iz ktos (a nie jest to ani pies ani kot ani niesluchajaca go zona),  w koncu GO poslucha…

PRZYZWOITOSCI 🙂 !!!

Jak wielka byla moja radosc kiedy na tamat dawania przykladow PRZYZWOITOSCI 🙂 !!! wypowiadali sie swiadkowie tychze:

– to wspaniala PRZYZWOITOSC 🙂 !!! kiedy mlodzieniec ustapil w autobusie miejsca osobie starszej;

– to wspaniala PRZYZWOITOSC 🙂 !!! kiedy ktos pomogl komus przejsc przez jezdnie;

– to wspaniala PRZYZWOITOSC 🙂 !!!  kiedy ktos oddal znalezione dokumenty i pieniadze

– to wspaniala PRZYZWOITOSC 🙂 !!!  kiedy ktos za oddanie tychze dokumentow i pieniedzy podziekowal

– to wspaniala PRZYZWOITOSC 🙂 !!! kiedy stwozycby w Polsce warunki do nieskrepowanego rozwoju zasad zdrowego kapitalizmu

Postanowilem nie przelaczyc stacji i sluchas dalej mimo tego, iz myslalem, ze dotachczas usluszane to raczej NORMALNOSC a nie nic nadzwyczajnego o czym warto byloby wspominac na antenie…

Obudzilem sie z zamyslenia i zasluchanego letargu, kiedy jeden z rozmowcow stwierdzil, iz ogromna NIEPRZYZWOITOSCIA jest zaobserwowany przez wypowiadajacego sie przypadek, kiedy to w pogodny i sloneczny (upalny) dzien, kobiety bezwstydnie zdejmuja z siebie grube spodnie, kurtki, plaszcze, futra i czapki – prezentujac swoje nagie ramiona i bezponczosze nogi!!! Poza tym rozmowca twierdzil, iz ogromnym hamstwem jest to, ze kobieta swiadoma swoich walorow, ktore sa z kolei sa motorem rodzinnej i ludzkiej prokreacji, podsyca jeszcze te energie, kiedy bedac w towarzystwie swojego slubnego naraza sie na spojrzena innych samcow powodujac tylko i wylacznie sytuacje dwuznaczne i stresogenne…

PRZYZWOITOSCI 🙂 !!! Drogie KOBIETY!!! – badzcie prosze swiadonme swojej MOCY i hormonalnej wladzy – nie narazajcie na zbyt wielki stres swoich wybrankow!!! – szkoda chlopakow :))))

PRZYZWOITOSCI 🙂 !!!

Justus Frantz i nasz koncert w Walbrzychu – Beethoven: Koncert na fortepian orkiestre nr 5 “Cesarski”

spedzając kilka wolnych chwil z moją córką Alexandrą w Schwarzwaldzie (niedaleko Stuttgartu – miejsca jej zamieszkania) włączyłem radio i uslyszałem wspaniałe wykonanie koncertu fortepianowego R. Schumanna. Wysłuchałem go do końca ciekaw nazwiska interpretatora. Okazal się nim Justus Frantz, jeden z największych i najsławniejszych niemieckich pianistów we wspaniałym nagraniu z orkiestrą Konzerthaus Zuerig. Postanowiłem natychmiast do niego zadzwonić i pogratulować – znamy się od ponad 15 – stu lat, zagraliśmy razem więcej niż 50 wspólnych koncertów…  Odebrał po kilku sygnałach i – typowo dla niego – mówi/krzyczy (po polsku): Panie Dariuszu! a później po rosyjsku – chociaż mówię natywnie po niemiecku często rozmawiamy po rosyjsku (dlaczego ???) „…U mienia tepier repeticja, posluszajtie mnie i pozwontie potom…“

Cały Justus – nic się nie zmienił. Podczas próby ze swoją orkiestrą (jest założycielem i dyrektorem) Philharmonie der Nationan (Orkiestra Narodów) ma właczony telefon i w momencie kiedy ktoś dzwoni po prostu odbiera i dzwoniący ma okazję posłuchać próby

„… to mój wkład w rozwój kultury i próba umuzykalniania społeczeństwa…“ – mówi Justus.

Dzwonię do niego wieczorem, gratuluję mu, rozmawiamy o różnych żeczach, wspominamy. W pewnym momencie wpadam na (wydawało mi się mało realny pomysł) i zapraszam Justusa na koncert do Wałbrzycha. Pyta mnie jeszcze raz dokąd ma przyjechac. Mówię mu WAŁBRZYCH. Trochę trudno mu wymówic… W końcu umawiamy się na lotnisku w Dreźnie – z tamtąd to tylko trzy godziny jazdy samochodem. Te informacje mu wystarczyły.

1.11.07 okolo godz. 13:15 odbieram Justusa z lotniska w Dreźnie. Towarzyszy mu Jutta von Harmstoft.

jedziemy samochodem w strone Zgorzelca – czuje sie trochę jak za dawnych czasów, kiedy to wspólnie z Justusem koncertowaliśmy i przemierzaliśmy wspólnie tysiące kilometrów. Zbliżamy się do granicy. W końcu Justus pyta: – Panie Dariuszu, to dokąd my właściwie jedziemy?

– do Wałbrzycha, do Waldenburg.

– a gdzie to jest?

– niedaleko od Wrocławia.

-A czy zna Pan Kreisau (Krzyżowa)? To koło Schweidnitz.

– Nie dokładnie, coś słyszałem – za raz sprawdzę. (Dzwonię do mojego kierowcy i dowiaduje się jak tam dojechać – to faktycznie obok Świdnicy).

Okazało się że Justus Frantz pochodzi w prostej linii z rodziny von MOLTKE – przedwojennych właścicieli Krzyżowej, z której to znaczna część została wymordowana przez SS – manów jeszcze w czasie wojny, po nieudanym zamachu na Hitlera, którego organizatorem był dziadek Justusa – generał von Moltke.

Jedziemy prosto do Krzyżowej – w międzyczasie powiadomiłem zarządców o naszym przybyciu. Czekano na nas i przyjęto bardzo życzliwie.

Justus mówi: „…Panie Dariuszu, tu jest ładniej niż za moich czasów! Pamiętam jak w dzieciństwie bawiliśmy sie na tych drzewach…“

Opowieściom nie było końca. Koncert zgodnie z oczekiwaniami okazał się wielkim sukcesem i historia zatoczyła krąg. Potomek von Moltke z Kreisau (Krzyżowa) przyjechał na tereny w których sie wychowywał, opowiadał o przedwojennych wizytach jego rodziny w Książu – wspólnie tworzyliśmy również poza sceną charmoniczną i dobrze nastrojaną RODZINĘ!

Odpowiedzialnosc – PO POLSKU…

z ogromnym zainteresowaniem i lekkim, co nie znaczy malo sarkastycznym usmiechem, przegladalem ostatnie doniesienia prasowe w polskich mediach. Jestem nimi, nie po raz pierwszy, do gorzkich lez “rozbawiony”… – ktos ubiera kogos w turban, ktos zaprasza kogos do powrotu do opuszczonej partii, ktos sie obraza, ktos podaje kogos do sadu za to ze opublikowal COS…

To jeszcze wszystko NIC w porownaniu ze swiadomoscia tego, ze coraz czesciej slyszymy o tym, ze spolki prawa handlowego odpowiedzialne z rozwoj polskiej infrastruktury – budowa drog etc. zglaszaja do sadow akcesy o zatwierdzienie upadlosci…

Dlaczego? Jak to mozliwe? Czy jest to przypadek, wypadek, swiadome dzialanie czy moze nieudolnosc i niedoskonalosc systemu?

Jako prosty “zjadacz chleba” nie rozumiem… a moze nie chce dopuscic do swiadomosci najbardziej logicznych wnioskow, myslac, ze to przeciez NIEMOZLIWE!!! abysmy tyle lat po transformacji ustrojowej ciagle zyli w kraju oszustow, kretaczy, kombinatorow, przestepcow i …CUDOW…

Czy ktos jest za to odpowiedzialny? Czy ktos za to odpowie? – nie wiem… domyslam sie, ze raczej NIE…

I na dobra sprawe dla mnie – przyslowiowego MIKULSKIEGO – nie ma to wiekszego znaczenia… bo nie mam na to zadnego wplywu… Ja potrafie, albo tak mi sie przynajmniej wydaje, zroznicowac to co jest biale, co czarne, co sciemnione a co “chore”.

O wiele bardziej martwie sie o “mlode”, mlodsze ode mnie o generacje pokolenie. Mlodym ludziom, gimnazjalistom, licealistom czy studentom jestesmy zobowiazani poswiecic szczegolna uwage i troske. Nie mamy prawa ich oszukiwac ani wykorzystywac ich czystosci i nieswiadomosci. Ciazy na nas obowiazek dawania dobrego, najlepszego przykladu – prawdy, uczciwosci, czystosci i wiary w to, ze dzieki pracy, nauce, swiadomosci, umiejetnosciom moga osiagnac przyslowiowy sukces.

Jako wykladowca akademicki, majac na codzien kontakt z mlodymi ludzmi, buntuje sie przeciwko takiej skrzywionej i chorej – przedstawianej przez prawie wszystkie i podsycanej przez tanie media rzeczywistosci. Mlodym ludziom nalezy sie specjalne zainteresowanie i “parasol ochronny” przed tymi wszystkimi podlosciami.

Jasne, iz mozna zaryrykowac teze, ze w swiecie artystycznym wszystko jest artystyczne, bajkowe i piekne – nic bardziej mylnego… Swiat artystyczny nie rozni sie zasadniczo od swiata brukowcow i (nie)parlamentarnego jezyka niektorych, ktorzy w polskim parlamencie zasiadaja. Zazdrosc, zlosc, zlosliwosc i zle uczucia sa tutaj tak samo na porzadku dziennym jak w kazdej innej sferze spolecznej.

Tym bardziej, majac te wiedze i swiadomosc, nie mozemy pozwolic na gegrengolade tych wartosci kulturowych na ktorych zbudowana jest nasza demokracja i swiadomosc europejska.

To NASZA odpowiedzialnosc.

Nie mamy prawa, czerpiac przyklad z mediow, zrzucac odpowiedzialnosci na “NIEOKRESLONE”…

– … w przeciwnym razie przykladali bedziemy sie do rozwoju znaczenia kolejnego sarkastycznego chasla:

“ODPOWIEDZIALNOSC PO POLSKU…”

galeria-galerianki-kultura-obstkultur

galeria-galerianki-kultura-obstkultur

es könnte schwer zu glauben sein, dass zu heutige Zeitpunkt so viel einer Person der Genration unserer Elter zu miedest ein wenig fremd oder komisch erscheinen wird wie die heutige Begriff GALERIE zu verstehen wird…

Mir, als jungen Menschen (so beschreibe ich mich immer noch), ist der Begriff GALERIE als einen Ort wo man die Kunst beobachtet und begeistern kann im Erinnerung geblieben ist. Und dort sieht man die Kunstwerke der Autoren zu Begeisterung präsentiert wird. Leider, die meisten davon leben nicht mehr… Man kann die nicht befragen was die über der Ort finden…

Mich schreckt es total, dass eine Galerie zu jetzigen Punkt nicht ein Ort der Kultur sondern ein Verkaufsplatt ist – eine kulturchen Stelle…

Da kommen die Menschen nicht um die Kunst zu beobachten, sondern um die Künstchen zu kaufen, verkaufen…

Die Familien Gruppen mit der ganzen Familien suchen nach Unterhaltung und Eis. Nach Hot-Dog und Pizza… und vielleicht nicht nach ein bißchen POP-Music und Kino…

Habe nichts gegen, Pizza, Kino oder Globalisierung – würde mich aber wünschen, dass die Kunst sein richtigen Platz in unsere Gesellschaft findet und es nicht gegen der Popkultur verliert…

Das würde ich mir vom ganzen herzen (und ihr auch) wünschen…

Und jetzt – eine gute Nacht :):):)

Gipsy? No!!! – musician…

Next day on the way…
A few days ago was in Paris, then my lovely students on the Music Academy in Lodz (Poland); yesterday Lodz – Berlin by car; today Berlin – Stuttgart by car – about 700 km…
Rehearsal, concert, masterclass…, meating friends, listening music…, talking…
It’s really unusual but…
When I am staying at home for a longer (to longer) time – feel like in a prison… and looking with love to my travel bag…

Am I gipsy?
No!!! – just a musician… 🙂

“Malyszomania” w kulturze

nie znam doroslego czlowieka w Polsce, ktory nie pamietalby sukcesow Adama Malysza – skoczka narciarskiego – jednego z najwybitniejszych sportowcow w historii polskiego sportu. Nota bene – Pan Adam osiagnal status legendy jeszcze za zycia co w przypadku artystow, folozofow i sportowcow nie czesto sie zdarza…

Oprocz Malysza w dziedzinie sportu mozemy w chwili obecnej pochwalic sie jeszcze kilkoma innymi osobowosciami – Justyna Kowalczyk, Agnieszka Radwanska czy Robert Kubica (przepraszam wszystkich, ktorych pominalem) …

Mozna pokusic sie o teorie, ze polski sport ma sie znakomicie – mamy osobowosci, ktore zdobywaja swiatowe wyroznienia, pierwsze strony gazet i zasluzone miejsce w sercach kibicow – sa wizytowka Polski – symbolem norodowym.

Podobnie rzecz ma sie w kulturze – mamy wspanialego i niedoscignionego mistrza Krzysztofa Pendereckiego, geniusza fortepianu Chrystiana Zimermana, Bartlomieja Niziola, zdobywce pierwsuej nagrody na Konkursie Chopinowskim Rafala Blechacza, Wielkanocny Festival Beethovenowski w W-wie, Festival Filmowy “Era Nowe Horyzonty” we Wroclawiu, OFF-Kamera w Bydgoszczy i kilka innych…

WHOUUUUU!!!

Nasuwa sie STWIERDZENIE ze POLSKA to KULTURLNE MOCARSTWO!!!

Moi drodzy blogoczytacze i krytycy – zapewniem WAS, ze niestety nie jest ONO prawdziwe…

Pisze o tym nie po to aby kogokolwiek krytykowac, lecz po to, aby zachecic wszystkich do jeszcze bardziej wytezonej pracy nad propagowaniem kultury, nauki i historii.

Lecz prosze… – nie w sposob powierzchowny!!!

Jestesmy zobowiazani do przyblizenia mlodziezy zwiazkow przyczynowo-skutkowych roznych pradow filozoficznych i spolecznych, ktore to z kolei, powiazane sa scisle i maa ogromny wplyw na rozwoj dziedzin artystycznych, socjalnych i naukowych;…

– nie byloby “Swietego Cesarstwa Rzymskiego” ze stolica w Wiedniu bez Kultury Greckiej czy Egipskiej;

– miejmy swiadomosc mniej lub bardziej tajnej wiedzy naukowej Faraonow, utajniania jej przez Cesarstwo, Templariuszy, Kosciol Rzymski i innych (wielu twierdzi, ze wiedza ta przetrwala, przekazywana jest z pokolenia na pokolenie – i to, ze znajacy ja zadza swiatem…)…

– ze wszyscy dotychczasowi Krolowie i Krolowe Wielkiej Brytanii jak rowniez prezydenci Stanow Zjednoczonych pochodza z jednego drzewa genealogicznego

– ze nie byloby opery klasycznej bez cantus firmus, dramatu grackiego, kontrapunktu Bacha czy polichoralnosci Monteverdiego;

– nie byloby Verdiego “VIVA-VERDI” bez Napoleona Bonaparte:

Moi drodzy, naszym obowiazkiem jest propagowanie historii prawdziwej, pokazywanie realnych zaleznosci politycznych i geopolitycznych; historii filozofii powiazanej z przemianami spolecznymi i kulturowymi; wplywem masonerii (NEWTON, MOZART, MONIUSZKO i wielu innych) na rozwoj nauki i kultury.

Tylko swiadome poznawanie, rozumienie i zaakceptowanie historii prowadzic bedzie do zacierania roznic swiatopogladowych i kulturowych z innymi narodami i kulturami. Tylko swiadomosc miejsca i roli Polski i Polakow w progresie historycznym Europy i europejskiej filozofii pozwoli wyzbyc sie kompleksow i czesto niczym nie uzasadnionej dumy pseudonarodowosciowej, wojny polsko-polskiej i zupelnie niproduktywnych wewnetrznych napiec…

Do nastepnego razu…

“…Czym rozni sie kobieta od muzyki ?…”

tymi slowami prowadzacy – Janusz Janyst, rozpoczal druga czesc koncertu Orkiestry Symfonicznej Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczow w Lodzi pod dyrekcja Marcina Wolniewskiego –  zorganizowanego wspolnie przez Lodzkie Towarzystwo Naukowe i Akedemie Muzyczna, odbywajacego sie w dniu 18.04.2012 roku, w sali koncertowej Filharmonii Lodzkiej.

“…- tym, ze muzyke mozna sluchac dluzej niz kobiete 🙂 🙂 :)…”

i (faktycznie) sluchalismy wspanialej muzyki dluzej niz … dwie godziny…

Wiele analogii do slow pana Janusza znalazlo odzwierciedlenie w programie wieczoru  – zdominowana przez plec piekna orkiestra AM wykonala utwory skomponowane tylko i wylacznie przez osbnikow, ktorym nie dane bylo sie tak “pieknie narodzic” w dodatku pod dyrekcja ubranego stosownie do sytuacji we wspanialy frak dyrygenta – (rowniez plci niepieknej) Marcina Wolniewskiego, ktory nota bene, pomiedzy proba generalna a koncertem (perfect timing) zdazyl zostac ojcem swojego (niestety nie wiem jakiej plci) dziecka – GRATULACJE!!!

Zebrana w sali wypelnionej niestety nie “po brzegi” publicznosc (byc moze dlatego, iz organizatorzy w obawie przed przepelnieniem sali, zdecydowali sie zamiast “wstepu wolnego” na system zaproszen uprawniajacych do wejscia) mieli okazje przekonac sie o tym, iz studiujacy jeszcze, nazwani przez pana Janysta (z czym osobiscie sie nie zgadzam) “nieprofesjonalni muzycy”, udowodnili, ze nie tylko dyplom ukonczenia studiow kwalifikuje ich do miana artystow muzykow.

W pierwszej czesci koncertu znalazly sie dwie pozycje – Tadeusza Bairda “Colas Breugnon” – suita w dawnym stylu na orkiestre smyczkowa i flet; jak rowniez Antoniego Salieri´ego – koncert na flet, oboj i orkiestre C-dur. Partie solowe wykonaly (a jakze) dwie panie – Sonia Kusiak (flet) i Patrycja Lesnik (oboj).

Tadeusz Baird skomponowal swoje “Colas Breugnon” jako muzyke do filmu/serialu. Premiera miala miejsce przed 60-ioma laty, rowniez w sali Filharmonii Lodzkiej. Kolejne wykonanie nastapilo przed 20-stoma laty – widzimy wiec pewien proces skracania interwalow w wykonywaniu tego utworu – wedlug tej tezy nastepne wykonanie nastapi juz za lat 10!!! 🙂 🙂 :)… Ale na powaznie – utwor bardzo dobrze zagrany, z zachowaniem proporcji brzmieniowych poszczegolnych grup instrumentalnych jak rowniez metrycznych, pomiedzy poszczegolnymi czesciami. W dodatku zadyrygowany “na pamiec” przez swietnie przygotowanego do koncertu dyrygenta.

“… chodza plotki, jakoby Antonio Salieri mial przyczynic sie bezposrednio do smierci W. A. Mozarta…” – taka teze przytoczyl pan Janyst w krotkim intermezzo pomiedzy dwoma utworami w pierwszej czesci koncertu – zostawiajac nas (publicznosc) sam na sam z ocena artystycznej wartosci wspomnianego koncertu podwojnego na flet, oboj i orkiestre. W obecnym klimacie polityczno-historyczo-spoleczno-religijnym-medialnym teza to dosyc … niebezpieczna… – katastrofy, zamachy, spiski i zdrady – to w ostatnim czasie dosyc czesto serwowane nam stwierdzenia… – na szczescie zarowno TAM – mam nadzieje, ze rowniez i TU – do tej pory nie znalazly i mam nadzieje, ze nie znajda potwierdzenia niczym niepodwazalnymi dowodami…

Jednak wracajac do muzyki, pan Janusz moze miec troche racji – historia slusznie osadzila bardzo popularnego w 18-stym wieku Salieriego. To co “uderzylo mnie” jako pierwsze w tej muzyce to dobor instrumentow detych w orkiestrze – do delikatnego i subtelnego brzmienia instrumentow solowych i orkiestry smyczkowej, kompozytor dodaje brzmiace bardzo “konkretnie” dwie trabki i ratujace ten ostry kontrast dwie waltornie… Cos czuje, ze na Mozarcie ta instrumentacja nie zrobila by wiekszego wrazenia… Poza tym jeszcze tresc muzyczna i forma dziela… Naliczylem w sumie 6 akordow!!! (prosze nie lapac mnie za slowka i nie bawic sie w ksiegowa – mozy bylo tych akordow 8 albo nawet 9 🙂 – domyslam sie, ze Salieri napisal ten utwor na zamowienie i “zadbal” o to, aby dalo sie go wykonywac bez zbyt duzej ilosci niezbednych do osiagniecia najwyzszego mozliwego poziomu artystyczno-wykonczego prob. Nasi studenci poradzili sobie z nim w sposob wysmiety – nie pozastawiajac nam jednak zludzen co do tego, iz nie kazdy moze byc Mozartem… – utwor generalnie bez klarownej formy, koncentrujacy sie raczej na nieskomplikowanych technicznie walorach brzmieniowych instrumentow solowych z rytmiczno-agogicznym akompaniamentem orkierstry.

W przerwie koncertu obowiazkowa kawa – trzeba przygotowac organizm do drugiej, bardziej ambitnej czesci koncertu…

W koncu 3 dyskretne dzwonki i jestesmy w sali. Na scene wychodzi orkiestra, stroi instrumenty, Pan Janusz zartobliwie konferansjerujac zapowiada (oczywiscie) kolejna przedstawicielke plci pieknej grajaca nie na kontrafagocie – bo po coz fagot kontrowac – fagocistke, swiezo “upieczona” doktorantke AM – Dorote Cegielska. W jej wykonaniu Carl´a Stamitz´a, przedstawiciela szkoly maanheimskiej – koncert na fagot i orkiestre F-dur. Orkiestra gra introdukcje i wkrotce… piekne, bardzo delikatne brzmienie tegoz jakze szlachetnego instrumentu drewnianego… BRAWO!!! Bezblednie intonacyjnie wykonany koncert – po utarczkach Salieriego z talentem (albo jego … cieniem) w koncu slyszyma klasyczna forme i mistrzowskie potraktowanie przez kompozytora partii solistycznej. Piekne, proste kadencje i ogromny aplauz publicznosci. Byl to moim zdaniem, najlepszy punkt w programie koncertu.

Troche na “deser” mlodziencze dzielo wielkiego mistrza W. A. Mozarta – symfonia nr 29 A-dur, KV 201. To czteroczesciowe dzielo nie pozostawilo zadnych zludzen co do tego, ze wielu juz probowalo ale jednemu sie tylko udalo – Wolfgang Amadeus mimo mlodego wieku oczarowuje!!! – prostota i genialnoscia formy, mistrzowskim budowaniem frazy i napiecia dramaturgicznego.

Podsumowujac – bardzo udany koncert!!! Nasi studenci jak zwykle staneli na wysokosci zadania, udowadniajac, iz ich swiadomosc artystyczna rowija sie w bardzo dobrym kierunku, zas wrazliwosc muzyczna nie pozostawia zludzen co do tego iz sztuka jest ogromna sila!!!

Zyczyc moznaby sobie wiecej tak interesujacych programow – laczacych ze soba dziela roznych kompozytorow – operujacych roznym jezykiem komunikacji muzycznej i dramaturgicznej – poczawszy od raczej opisowej ekspresji Tadeusza Bairda, poprzez “bardzo mlodziencze” dzielo Salieriego, wspaniale wykorzystanie solo-fagotu w koncercie Stamitza az po nieskonczona genialnosc Mozarta…

Brawo dyrygent, solisci, orkiestra i organizatorzy!!!

Do nastepnego razu 🙂

Paryz (dla mnie) po raz … kolejny… i nie ostatni…

XV-sty Miedzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Jean´a Francaix byl okazja do mojej piatej ( i mam nadzieje – nie ostatniej) wizyty w Paryzu.

Moj przyjaciel i fantastyczny pianista – Bertrand Giraud, ktoremu mialem przyjemnosc kilkakrotnie akompaniowac z roznymi orkiestram kiedy w sposob zupelnie niepowtarzalny interpretowal koncerty na fortepiam i orkiestre Mozarta, Beethovena, Czajkowskiego czy Brahmsa – zaprosil mnie do pracy w Jury kegoz konkursu.

Z zadowoleniem przyjalem propozycje – uwielbiam Paryz, francuska kulture, kuchnie, jezyk – sama swiadomosc prtybywania w miescie – kolebce kultury europejsciej, mysli filozoficznej, tworczosci malarzy, muzykow, pisarzy, filozofow… ech… Podroz z Lodzi do W-wy i nastepnie do Paryza uplynela bez wiekszych niespodzianek. PARYZ Powialo historia, kultura, filozofia, poezja, malarstwem, muzyka…

 

Zapachnialo jedzeniem, croisant´em, bagietka, serem… Chodzilem i jezdzilem po miescie przez dlugie godziny. Przypominalem sobie ten Paryz, ktory znalem, odkrywalem ten, ktory otwieral dla mnie swoje podwoje. Zdalem sobie sprawe z tego iz do tej pory poznawalem to miasto bez swiadomosci historii jego kultury, historii, nie znajac jezyka… Wszystkie moje dotychczasowe odwiedziny Paryza (ostatnie 2003) byly (nieswiadome) artystyczne – szybka podroz, szybki koncert, szybki powrot albo (nieswiadome) turystyczne – widzialem kilka miejsc opisanych w przewodnikach, zrobilem kilka bardziej lub nmiej udanych zdjec i … to wszystko…

Moi drodzy, przyjmijcie prosze moja rade – zanim pojedziecie do Paryza (a nie macie zamiaru chwalic sie znajomym, ze zwiedziliscie CALE miasto przez 2 dni) – pojdzcie najpierw do dobrej ksiegarni, kupcie i przeczytajcie kilka ksiazek – historie Polakow w Paryzu, Chopin, Rousoau, Debussy, Sklodowska-Curie, Rubinstein, Napolen, historia kosciola, Rewolucja Francuska i moze jeszcze kilka – te juz do waszego wlasnego wyboru… – znajdzcie czas aby posiedziec nad Loara i porozmawiac ze starym antykwariuszem w ksiegarni polskiej – nie “pchajcie sie” konciecznie tam, gdzie stracicie godziny aby “zrobic sobie” albo bardziej “dla znajomych” jakas fotke – pijcie kawe bez mleka – nauczcie sie planu metra – porozmawiajcie z kelnerem lamana francuszczyzna – sprobujcie rybe (polecam Salmon), steka, nalesnika, watrabke, formaggio…

Jezeli doczytaliscie do tad to JESTESCIE WIELCY!!! i jestem przekonany, ze PARYZ bedzie dla WAS tam czym byl i jest dla mnie – jedna ze STOLIC EUROPY bardziej pasuje do okreslenia z jezyka niemieckiego HAUPTSTADT (w tlumaczeniu GLOWNE MIASTO) – uwierzcie – nie ma ich w Europie wiele – i nie wszystkie stolice polityczne europejskich panstw zasluguja na to miano…

Ale o tym juz w innyn artykule 🙂

%d bloggers like this: