Archive for April 25th, 2012

Justus Frantz i nasz koncert w Walbrzychu – Beethoven: Koncert na fortepian orkiestre nr 5 “Cesarski”

spedzając kilka wolnych chwil z moją córką Alexandrą w Schwarzwaldzie (niedaleko Stuttgartu – miejsca jej zamieszkania) włączyłem radio i uslyszałem wspaniałe wykonanie koncertu fortepianowego R. Schumanna. Wysłuchałem go do końca ciekaw nazwiska interpretatora. Okazal się nim Justus Frantz, jeden z największych i najsławniejszych niemieckich pianistów we wspaniałym nagraniu z orkiestrą Konzerthaus Zuerig. Postanowiłem natychmiast do niego zadzwonić i pogratulować – znamy się od ponad 15 – stu lat, zagraliśmy razem więcej niż 50 wspólnych koncertów…  Odebrał po kilku sygnałach i – typowo dla niego – mówi/krzyczy (po polsku): Panie Dariuszu! a później po rosyjsku – chociaż mówię natywnie po niemiecku często rozmawiamy po rosyjsku (dlaczego ???) „…U mienia tepier repeticja, posluszajtie mnie i pozwontie potom…“

Cały Justus – nic się nie zmienił. Podczas próby ze swoją orkiestrą (jest założycielem i dyrektorem) Philharmonie der Nationan (Orkiestra Narodów) ma właczony telefon i w momencie kiedy ktoś dzwoni po prostu odbiera i dzwoniący ma okazję posłuchać próby

„… to mój wkład w rozwój kultury i próba umuzykalniania społeczeństwa…“ – mówi Justus.

Dzwonię do niego wieczorem, gratuluję mu, rozmawiamy o różnych żeczach, wspominamy. W pewnym momencie wpadam na (wydawało mi się mało realny pomysł) i zapraszam Justusa na koncert do Wałbrzycha. Pyta mnie jeszcze raz dokąd ma przyjechac. Mówię mu WAŁBRZYCH. Trochę trudno mu wymówic… W końcu umawiamy się na lotnisku w Dreźnie – z tamtąd to tylko trzy godziny jazdy samochodem. Te informacje mu wystarczyły.

1.11.07 okolo godz. 13:15 odbieram Justusa z lotniska w Dreźnie. Towarzyszy mu Jutta von Harmstoft.

jedziemy samochodem w strone Zgorzelca – czuje sie trochę jak za dawnych czasów, kiedy to wspólnie z Justusem koncertowaliśmy i przemierzaliśmy wspólnie tysiące kilometrów. Zbliżamy się do granicy. W końcu Justus pyta: – Panie Dariuszu, to dokąd my właściwie jedziemy?

– do Wałbrzycha, do Waldenburg.

– a gdzie to jest?

– niedaleko od Wrocławia.

-A czy zna Pan Kreisau (Krzyżowa)? To koło Schweidnitz.

– Nie dokładnie, coś słyszałem – za raz sprawdzę. (Dzwonię do mojego kierowcy i dowiaduje się jak tam dojechać – to faktycznie obok Świdnicy).

Okazało się że Justus Frantz pochodzi w prostej linii z rodziny von MOLTKE – przedwojennych właścicieli Krzyżowej, z której to znaczna część została wymordowana przez SS – manów jeszcze w czasie wojny, po nieudanym zamachu na Hitlera, którego organizatorem był dziadek Justusa – generał von Moltke.

Jedziemy prosto do Krzyżowej – w międzyczasie powiadomiłem zarządców o naszym przybyciu. Czekano na nas i przyjęto bardzo życzliwie.

Justus mówi: „…Panie Dariuszu, tu jest ładniej niż za moich czasów! Pamiętam jak w dzieciństwie bawiliśmy sie na tych drzewach…“

Opowieściom nie było końca. Koncert zgodnie z oczekiwaniami okazał się wielkim sukcesem i historia zatoczyła krąg. Potomek von Moltke z Kreisau (Krzyżowa) przyjechał na tereny w których sie wychowywał, opowiadał o przedwojennych wizytach jego rodziny w Książu – wspólnie tworzyliśmy również poza sceną charmoniczną i dobrze nastrojaną RODZINĘ!

%d bloggers like this: