Archive for October, 2012

KUPA (W) GAZET(Y)

dzis wielki dzien!!! – ja, ze reguly sledzacy wiadomosci tylko w elektronicznych mediach w internecie – (to nie moje skapstwo, ale wymogi praktyczne – nie mam do nich dostepu w Berlinie a bedac w PL mam dom na TAKIEJ wsi, ze w najblizszym sklepie oddalonym o nie mniej niz 2 km – do nabycia droga kupna jest tylko lokalny tygodnik i kilka rozrywek dla poddajacych sie na codzien czarowi telewizyjnych seriali – naszym kochanym rodakom… i ekscytujacym sie najnowszym doniesieniom opiniotworczych dziennikow takich jak “FAKT” czy “SUPEREXPRESS” albo na odwrot… – do tej grupy rowniez nie naleze…) –

– wspomoglem finansowo kilka koncernow prasowych – zarowno polskich jak i zagranicznych – wzbogacilem swoja swiadomosc o KUPE PRASY…

Ech, jakiez elektryzujace bylo moje pelne napiecia oczekiwanie na to, az nastapi ta wspaniala chwila i otworze pachnaca gazete;

– przeczytam jakis pelen optmizmu, piekna, cichej reflekcji czy zadumy artykul;

– kiedy poczuje zauroczenie dziennikarza wybranym przez niego tematem, poznam jego tezy czy antytezy, zastanowie sie nad sposobem i kierunkiem jego argumentacji;

– kiedy dowiem sie o pramierze teatralnej, poznam blizej jakiegos autora spektaklu operowego;

– przyblizona mi zostanie sylwetka solisty czy dyrygenta koncertu symfonicznego;

– przeczytam wywiad z poeta ktory wlasnie wydal tomik swoich wierszy;

– dowiem sie o odkryciach i pracy polskich naukowcow;

– poczytam o przelomie w medycynie i nowym rewolucyjnym i wyjatkowo skutecznym, wprowadzonym na masowym skale sposobie leczenia bardzo groznej, do tej pory, w przewazajacej mierze – smiertelnej choroby

– bede dumny z kolegow lekarzy za stworzenie do tej pory nieznanej szczepionki groznej choroby wirusowej

– o nowo skomponowanej polskiej operze;

– o polskich koncernach, ktore podbijaja wlasnie swiatowe rynki i zatrudniaja coraz wiecej pracownkow;

– o nowej marce polskiego samochodu, ktory staje sie europejskim hitem ze wzgledu na swoja innowacyjnosc, pryktycznosc, solidnosc, jakosc etc;

– gdzie poczytam o tym jak w W-wie buduje sie 6-sta linie metra, we Wroclawiu 3-cia sie odkopuje (malo kto wie, ze przed wojna kolej poddziemna we Wroclawiu bardzo dobrze funkcjonowala – m.in. ze wzgledu na ten fakt Festung Breslau mogl tak dlugo opierac sie sowieckeij ofensywie), w Poznaniu i w Gdansku 2-gie etc;

– gdzie dowiem sie o tym, ze bezrobocie osiagnelo wlasnie poziom bledu statystycznego;

– gdzie pozycja Polski w Europie gwarantuje to, ze “nic o EUROPIE bez NAS”;

– gdzie marzeniem wiekszosci mlodych ludzi w Europie jest to aby studiowac przynajmiej na trzecioligowej polskiej uczelni wyzszej, gdzie zajecia odbywaja sie w roznych jezykach, gdzie zakwaterowanie i warunki do nauki i uprawiania sportu w domach studenckich sa na swiatowym poziomie;

– gdzie szpiedzy znanych koncernow “poluja” na absolwentow polskich uczelni wyzszych aby ofiarowac im najlepsze i “pewne” warunki zatrudnienia

etc, etc…

… Jak sie domyslacie moja inwestycja okazala sie …OFIARA…FLOP-em…

Nie bede Was zanudzal tym co przeczytalem – wiecie sami… Najwazniejsze jest to, ze nie bylo tam TEGO, na co czekalem i w co zainwestowalem…

(O tabloidyzacji pisalem TUTAJ – “Na przekor TABLOIDOWEMU SPOLECZENSTWU”)

Na zakonczenie i na “gut mood” pragne sie podzielic z Wami “szklanka do polowy pelna” – Polska sie bardzo rozwinela przez ostatnie 20 lat!!!

Stwierdzam to z pelna odpowiedzialnoscia jako osoba, ktora przewozila przez Polsko-Niemiecka granice w Zgorzelcu malutkie – spiace dziecko (moje wlasne oczywiscie) i bezczelny urzednik widzac tyle paczek (wracalismy do Niemiec po spedzonych w Polsce Swietach Bozego Narodzenia) postanowil “przetrzepac” nam samochow, zagladac do paczek, toreb, (do pieluche zajzec sie nie odwazyl), postraszyc, kazac czekac na mrozie z placzacym w nieboglosy (wcale sie nie dziwilem…) malutkim dzieckiem – kiedy to ON – Pan i Wladca w czapce (celnik – nie bylo znaczenie z ktorej strony Odry – zalezalo od “szczescia”) mial swoje pol godziny – nudzil sie “skurczony byk…” – a na jego nude wplywalo dodatkowo to, ze dalem mu dokumenty “bez wkladki”…

Dzis malo kto w te historie chce wierzyc – “…a ci ZLI to na pewno nie byli nasi…”!!! – chcialyby wykrzyczec niektore polskie ugrupowania polityczne – odpowiedzia na to jest niestety TA 3-cia prawda (1. moja prawda, 2. Twoja prawda, 3. g…. prawda – to wlasnie TA!!!)

Ze swojej perspektywy zareczam, ze bez inwestycji w nauke, kulture (artystyczna, fizyczna, zywieniowa, spoleczna), etyke (nie RELIGIE – RELIGIA to sprawa OSOBISTA kazdego czlowieka i drugiemu NIC do tego – zakladajac oczywiscie ze Panstwo dopuszcze te religie jako legalnie wyznawana), swiadomosc spoleczna, wiare w sukces, prawde, dobro, przyjazn – nigdy nie uda mi sie kupic gazety, ktora dalaby mi swiadomosc dobrze zaiwestowanych srodkow…

Inaczej dojdzie do tego, ze tolerowane i premiowane beda postawy kombinatorskie, kumoterskie, skurczono-bykowskie, skorawo-synowskie itp… a tego nie chce przeciez nikt z NAS…

Nastepna inwestycje planuje wykonac w KUPE PRASY za 3 tygodnie.

Myslicie, ze do tej pory cos sie zmieni? Ja wierze ze TAK!!!

A teraz – SMACZNEGO i dobrej niedzieli !!!

PS. mam nadzieje, ze zaliczyliscie juz dzis codzienna przebiezke i/albo gimnastyke, jestescie w przewazajacej mierze wegetarianami – nie jecie zupy z plywajacym “okiem” i nie pijecie alkoholu – jest niezdrowy!!!

Wiem- bo probowalem… 🙂

Advertisements

First snow this autumn…

I really d’not like could wether, frost and problems typical for winter – You know – frozen glasses, frozen fingers, travel problems etc.

But… I have to say – the first snow has something really romantically – everything is so white, so intact…

There is a space for something new – like a new beginning…

Instead be upset about the wether – better try to use it for a “new opening” – for a trying to create a new era, new capital of Your live – it gives a calm mood and optimism for the future…

Please, d’not forget about warm clothes before walk for You and many also for Your animals if You have ones 🙂

Enjoy Your live and snow in autumn 🙂

Brawo Krzysztof Kaminski!!! Bravissimo MEASTRO!!!

To byl nadzwyczajny koncert w Filharmonii Lodzkiej – mial on dwoch dyrygentow, wspanialy zespol Filharmonikow Lodzkich ale tylko jednego bohatera – byl nim Krzysztof Kaminski.

Wystapil on w potrojnej roli – jako solista fagocista, dyrygent i jeszcze jakby tego bylo malo – jako jubilat… – swietowal bowiem w gronie osob najbardziej sobie bliskich – muzykow z orkiestry, absolwentow i oczywiscie rodziny i przyjaciol;  w miejscu do ktorego wydaje sie byc stworzony – na scenie – 30-sto lecie swojej pracy artystycznej.

Mistrz przed przerwa wystapil w roli soisty i wykonal z charakterystycznym dla siebie wyczuciem smaku, barwy i perfekcyjna –  perlista technika, dwa wczesnoklasyczne koncerty na fagot z towarzyszeniem orkiestry – J. N. Hummel’a : “Koncert F-Dur” i C. Stamitz’ a: “Koncert na fagot”.

Orkiestrte poprowadzil w pierwszej czesci koncertu znany lodzki dyrygent – Marcin Wolniewski.

Dalo sie wyczuc, ze ten mariaz dwojga wspanialych artystow – solisty i dyrygenta – doskonale sie rozumie i czyta zarowno muzycznie jak i emocjonalnie. Wyczucie tempa i dynamiki, natychmiastowe reakcje na zmiany charakteru muzyki, dawaly nam sluchaczom wrazenie wspanialego monolitu wykonawcow.

Troche zabraklo mi continuo z klawesynem, ktory moglby byc dodatkowa barwa muzyczna jakze charakterystyczna dla dziel pisanych w tym okresie – no coz, artysci podjeli decyzje aby wykonac ten rodzaj muzyki w sposob bardziej wspolczesny – to ich decyzja, wiec nie mnie to oceniac – w obecnych czasach zarowno wersja z continuo jak i bez sa juz klasyka, radowalem sie wiec niemniej goraco wersja bez cembalo.

Zadko kiedy mozemy sluchac na zywo w Filharmonii, nie tylko Lodzkiej, tyle wspanialej muzyki na fagot i orkiestre – a w szczegolnosci tej, z okresu kiedy instrument solowy traktowany byl w sposob tak wirtuozowski. Kameralny sklad orkiestry “concertante“, przeplatajacy motywy tematow solowych na przemian z elemantami czysto akompniujacymi, z charakerystycznym – rytmizujacym podkladem harmonicznym, jest ideanym douzpelnieniem dla instrumentu solowego, ktory niczym tenor w operze wloskiej nadaje ton, tembr i melodyczna linie – jako podstawe do realizacji mysli dramaturgicznej kompozytora.

Dzis wieczorem, sluchajac tego swietnego wykonania, zamknawszy oczy i koncertrujac uwage wszystkich zmyslow na odbiorze audio – mialem wrazenia egzystencji w zupelnie innym swiecie, innej wrazliwosci – w epoce jakze dalekiej od otaczajacej nas realnosci i tzw. “problemow” – bardziej albo mniej realnych, kreowanych przez wspolczesne media  – kompletnie bez znaczenia dla przyszlej historii, sztuki, tworczosci i geniuszu…

W drugiej czesci koncertu, po przerwie, wysluchalismy III Symfonie a-moll op. 56 Felixa Mendelssohn’a-Bartholdi’ego “Szkocka”. Ten programowy utwor w czterech czesciach jest remiscencja artystyczna kompozytora, ktora zainspirowana zostala jego podroza po Szkocji.

Intermezzo pierwszej czesci w postaci spokojnego Andante con moto mogace przywolywac obrazy nieograniczonego niczym horyzontu, ozywione zostaje przez jakze specyficzny dla Mendelssohn’a obraz optymistycznej euforii radosci – Allegro un poco – osiagnietej przez niego nawet w tonacji “moll“. Nie dziwi wiec, ze wlasnie Mendelssohn stal sie symbolem kulturowym okresu Wiktorianskiego w Zjednoczonym Krolestwie – jako genialnym kompozytorem katalizujacym emocje tamtych czasow – euforie, optymizm, wiare, radosc i zwrocenie uwagi na piekno i otaczaczajaca czlowieka nature.

To przeplatanie sie bardzo klasycznych srodkow wyrazu z elementami szkockiej muzyki ludowej, widocznej – slyszalnej w kazdej czesci symfonii, zostalo przez prowadzacego orkiestre Maestro Krzysztofa Kaminskiego w mistrzowski sposob wyeksponowane. Skoncentrowal sie on w swojej interpretacji na precyzji wykonawczej orkiestry, konstrukcji formy dziela i odzwierciedleniu poprzez dozowanie emocji jego ksztaltu dramaturgicznnego. Nie przesadzal z tempami, dzieki czemu solisci instrumentalisci mieli szanse na realizacje swoich partii w sposob czytelny, pozbawiony elementow niepotrzebnego chaosu czy nieprecyzyjnosci wynikajacych z niedostosowania temp do mozliwosci technicznych poszczegolnych instrumentow czy grup instrumentalnych. Brawo!!!

Po skonczonej symfonii owacjom nie bylo konca. Artysci zostali wrecz zmuszeni do bisu. Uslyszelismy final IV-tej czesci symfonii, CODA w tonacji A-Dur. Ten prawie zolnierski, optymistyczny motyw, ktory w charakterze swoim przypomina nam z nadzieja i duma spogladajacy w przyszlosc narod, jest muzycznym uwienczeniem podrozy Mendelssohn’a po Szkocji. Najpierw spokojnie ale dostojnie, pozniej coraz mocniej i zywiej; by dotrzec w koncowcu do finalu finalow ze zblizajacymi sie do koncowki swoich skal waltorniami i trabkami w wysokim “in A”, grzmiacymi kotlami i “szalejacymi” w radosnych pasazach smyczkami, byl fantastyczna kulminacja tego jakze udanego koncertu w Filharmonii Lodzkiej z Maestro Profesorem Krzysztofem Kaminskim jako niepodzielnym bohaterem wieczoru. BRAWO!!!

Po koncercie nie obylo sie bez kwiatow, lez wzruszenia, gratulacji, podziekowan i serdecznych usciskow zarowno od Dyrektora Filharmonii Tomasza Bebna jak i przyjaciol, kolegow muzykow, absolwentow i moze, a wlasciwie przede wszystkim przedunmej malzonki Maestro – Pani Beaty Kaminskiej – znakomitej harfistki, rowniez nalezacej do wspanialego zespolu Filharmonikow Lodzkich.

Drogi Krzysztofie, wspanialy Maestro, niezastapiony pedagogu!!! – dolaczajac sie do gratulacji, podziekowan i zyczen, prosze w imieniu swoim i tych wszystkich, ktorzy byc moze nie maja tyle smialosci aby osobiscie wyrazic swoj dla Ciebie podziw – o duzo wiecej takich wspanialych i niezapomnianych wrazen artystycznych!!!

Z gory dziekuje i serdecznie pozdrawiam 🙂

W kolejce po … VISA

Generalnie nie powinno nas to dziwic, ze aby pojechac do jakiegos kraju, ktory nie jest TYM krajem ktorego paszportem sie legitymujemy, powinnismy posiadac odpowiednia wize.

A jednak…

Jesli sie nad tym “fenomenem” zastanowic to dla wiekszosci z nas – ludzi ktorzy podrozuja po Europie z dowodem osobistym i nie pamietaja czasow (ja jeszcze pamietam) kiedy paszport dostawalo sie na czas wyjazdu i oddawalo po powrocie jest w tym cos dziwnego i niezrozumialego.

Do wielu krajow, ktore ostatnio odwiedzalem kupuje sie “VISA on arrival”  – na lotnisku badz nie potrzeba jej w ogole. Sa jednak takie jak Rosja, USA, Japonia czy Kazachstan, gdzie o VISA musimy prosic w konsulacie danego panstwa w Polsce albo odpowiednim konsulacie w innym kraju – dla mnie bardzo czesto sa to Niemcy i Berlin.

I niby nie ma w tym nic dziwnego, to taka procedura… – oddasz paszport z odpowiednimi dokumentami na tydzien, przy czym dodac nalezy, ze zostawiajac paszport z reguly nie otrzymasz zadnego potwierdzenia ani zadnego swistka, ktory uprawnialby cie do zgloszenia sie po jego odbior…

W nudnej literze prawa VISA jest prawem a nie obowiezkiem; tzn panstwo o ktorego VISA sie starasz ma prawo ci ja udzielic ale nie ma takiego obowiazku i moze ci tego prawa odmowic nie wyjasniajac obsolutnie zadnych przyczyn tejze odmowy.

Wiekszosc przecietnych Mikulskich wyjezdza za granice na wakacje albo w celach dyplomatyczno-sluzbowych; w tym przypadku takie zalatwianie VISA to sprawa nalezaca do biura podrozy albo odpowiedniej jednostki administracyjnej – nawet tego nie zauwazymy… Jest jednak, wcale nie mala grupa tych, ktorzy podrozuja w celach artystycznych – to takie pomieszane cele sluzbowe, prywatne i turystyczne – potrzebne jest specjalne pozwolenie, poniewaz z reguly zarabiamy przy okazji jakies honoraria badz “zadoscuczynienia”… I tu zaczynaja sie “schody” – poniewaz zarabiasz – potrzebujesz VISA do pracy i uwierzcie mi – malo ktory urzednik w konsulacie ma ochote wydac VISA na tydzien “do pracy”…

Ale to tez mozna jeszcze przezyc gdyby nie fakt, ze prawie wszystkie konsulaty “wojujacych narodow” maja wiele wspolnych cech: wszedzie czeka sie na ulicy bez zadaszenia pod ktorym moznaby sie schronic przed deszczem; nigdzie nie mozna usiasc; ciezko w okolicy zaparkowac samochod; czekajace towarzystwo zapomnialo co to mydlo ale w zamian za to jest zupelnie swiadome tego, iz aby przezyc trzeba dziennie wypalic co najmniej 60 papierosow nie robiac miedzy jednym a drugim przerw dluzszych niz 3 minuty; rozmawiac notorycznie przez telefon (albo pisac sms-y), nie golic sie od kilku dni; chetnie zabrac na rece glosno placzace dziecko etc – wszyscy zas, z zazdroscia godna podziwowi wspanialej baleriny (co najmniej tanczacemu “Czarnemu Labedziowi” z “Jeziora” Piotra Czajkowskiego) wpatruja sie w tego PIERWSZEGO w kolejce, ktory z uchem przycisnietym do malego glosniczka przy domofonie oczekuje na cichy i niewyrazny glos od czasu do czasu sie z niego wygobywajacy:  “…jedna osoba…” – i nie pomylilem sie nie piszac PROSZE…

Jakaz to wielka nasza radosc, kiedy ten tajemniczy glos przemow do NAS… ech…

I z tym jakos sobie poradzilem…

Moje najwieksze jednak niezrozumienie, mimo swiadomosci historycznie uksztaltowanemu podzialowi Europy dotyczyl mojego pobytu i koncertu na Ukrainie, ktory mialem przyjemniosc prowadzic z Filharmonia we Lwowie (Lviv). Otorz okazalo sie, o czym wczesniej nie wiedzialem, ze mimo iz ja na Ukraine wizy nie potrzebowalem to obywatele Ukrainy aby wjechac do Polski juz TAK.

To bylo okropne uczucie… Spytalem muzykow w jakim jezyku zycza sobie abym prowadzil proby – moglem to zrobic w kilku – odpowiedzieli mocniej niz energicznie, z wyrazem nieudolnie ukrywanego oburzenia ze “… oczywiscie po polsku!!!”

I tak – mowilismy tym samym jezykiem, pracowalismy nad ta sama muzyka, wspolnie tworzylismy sztuke – mimo to, w swietle obowiazujacego prawa bylismy ludzmi (obywatelami) roznej kategorii…

Nie jestem politykiem, nie znam sie na kononach wspolczesnych kulisowych badz zakulisowych standartow europejskich ale wiem jedno – po tym co przezylismy, co odczuwamy i co wspoltworzymy – nie ma ani miejsca ani czasu na antagonizm. Prowadzi on do kulminacji zlej energii i zlych uczuc ktore niec nie buduja…

TAK!!! – Chetnie ustawie sie jeszcze raz w kolejce po VISA – VISA jako przepustka do wspolnego tworzenia, wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Dobranoc

PL (krotko) w dobrych czynach “zlo” lubi przeszkadzac

moi drodzy blogoczytacze,

czy zauwazyliscie ze swiat zawsze dazy do rownowagi?

Mam wrazenie, ze nigdy nie jest tak, ze ktorakolwiek ze stron – dobra albo zla (te zla zarowno jak te dobra mamy oczywiscie w sobie i obie sa odzwierciedleniem naszego stanu ducha i umyslu) doza  do tego aby stworzyc swoista rownowage?

Jezeli zdarza sie nam cos bardzo dobrego to podaza jak cien za TYM dobrym cos wrecz odwrotnego?

To temat na szersza dywagacje – nie bede sie teraz nad tym rozpisywal. Rozpoczalem watek z bardzo prozaicznego powodu – od jekiegos czasu regularnie biegam, albo jak kto woli uprawiam jogging… Wstalem wczesnie rano z odwaznym postanowieniem porannej rozgrzewki na swierzym powietrzu. I wyobrazcie sobie, ze chwilke potem zaczal padac ulewny deszcz…

Postanowilem dac mu sie wypadac – to tak, jakby komus albo czemus zlemu zal bylo mnie wypuscic na swierze, zdrowe powietrze…

Cytujac mistrza: “… nie ma do biegania zlej pogody talko zle dobrane ubrania…”

I tam optymistycznym akcentem koncze udajac sie na lono sportowej przygody zyczac Wam wszystkim pieknosci i dobrego dnia!!!

Mozart and … Ladies

before a couple of years, when I was much younger then now…,  I had an idea to make a concert program about Mozart.

For the persons with knows me it’s nothing new… I love Mozart music and if it’s possible I always do Mozart…

This time it should be a spacial program with “The Lady” like a special character – like a person with is described with the music. I don’t know any other composer, with could make it so perfect like Wolfgang Amadeus.

We begin with “Le nozze di Figaro” KV 492

Could You imagine better music description for a “Countess” (Gräfin, Contessa) from the “Wedding of Figaro” (Figaros Hochzeit, La nozze di Figaro)? A Countess – a Lady, with know exactly about her position like a wife – maybe no more so attractive like Susanna (her maid, fiancee of Figaro), but still loves her husband (The Count) and trying to win his love back…

Roma Handke – Jakubowska (Countess): Aria “Porgi amor”

Or later, the famous letter-scene “Su L’Aria” from the third Act, where this two ladies – Countess and Susanna are planning an intrigue for the Count…

Roma Handke – Jakubowska (Countess) and Agnieszka Hauzer (Susanna): Duet “Su L’Aria”

Or this very characteristic portrait of Susanna from the 4-th Act, where is she dressed in Countess clothes, waiting for the Count and dreaming about to be in a better life – the life of the Countess…

Agnieszka Hauzer (Susanna): Aria “Giunse alfin il momento”

“Don Giovanni” KV 572

In this genius Opera, Mozart shows us a drama of Don Giovanni, who such sure about his power want to with the God and His rules… Of course Don Giovanni can not win, but before he loses, he made a lot of bad things – one of that is killing the father of Donna Anna. In this moment, when she learns about Don Giovanni’s crime, promises him revenge – “vendetta”…

Agnieszka Hauzer (Donna Anna): Aria “Or sai chi l’onore”

“La Clemenza di Tito” KV 621

Since Annio and Servilia, unbeknownst to Tito, are in love, this news is very unwelcome to both…

Aleksandra Resztik (Annio) and Agnieszka Hauzer (Servilia): Duet “Ah, perdona al primo affetto”

And now two operas in German:

“Entführung aus dem Serail”

Blonde repulses the rough lovemaking attempts of Osmin, and threatens to scratch out his eyes.

Aleksandra Resztik (Blonde): Aria: “Durch Zärtlichkeit und Schmeicheln” – “With smiles and kind caresses”

“Die Zauberflöte” (“Magic flute”)

The opera was the culmination of a period of increasing involvement by Mozart with Schikaneder’s theatrical troupe, which since 1789 had been the resident company at the Theater auf der Wieden. Mozart’s participation increased with his contributions to the 1790 collaborative opera Der Stein der Weisen (The Philosopher’s Stone), including the duet (“Nun liebes Weibchen”, K. 625/592a) and perhaps other passages. Like The Magic Flute, Der Stein der Weisen was a fairy-tale opera and can be considered a kind of precursor; it employed much the same cast in similar roles.

The Queen of the Night now appears. She tells Tamino that the girl in the portrait, Pamina, is her daughter, who has been captured by her enemy, Sarastro. She demands that Tamino go to Sarastro’s temple and rescue Pamina, promising that he can marry Pamina in return.

Anna Terlecka (Quin of the night) Recitative and aria: “O zittre nicht, mein lieber Sohn” (“Oh, tremble not, my dear son! You are innocent, wise, pious”)

Monostatos approaches and gazes upon Pamina with rapture. (Aria: “Alles fühlt der Liebe Freuden”) He is about to kiss her sleeping face, when the Queen of the Night appears and frightens him away. She wakes Pamina and gives her a dagger, ordering her to kill Sarastro with it.

Anna Terlecka (Quin of the night): Aria: “Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen” (“Hell’s vengeance boils in my heart”).

And now, like an encore, the most difficult things for sopranos – Concert arias

Apart from only denoting loose arias for singer and orchestra, the term is also used to indicate arias which were specifically composed for insertion into already-existing operas, either as additions to the score or as substitutions for other arias. These are sometimes performed in concerts because they are no longer required for their original purpose, though they were not, strictly speaking, composed for performance in concert.

The concert arias which are most commonly performed today were written of course by Wolfgang Amadeus Mozart…

Popoli di Tessaglia! , KV 316, for soprano, with its two famous G6’s (ie, the G above high C, or 1568 Hz by modern concert pitch – according to the Guinness Book of Records the highest musical note ever scored for the human voice) that come shortly before the end. This aria was composed in order to be inserted into Gluck’s opera, Alcesteand also specifically to showcase the superlative vocal skills of Mozart’s sister-in-law, Aloysia Weber who was only 18 at the time. However sopranos who are able to cope with the aria’s demands have been few and far between, and the aria is usually omitted from performances of Alceste . It has been therefore redesignated a concert aria, to be presented in concerts by such rare singers as are able to deliver its fiendishly difficult coloratura.

And now really the last encore:

Hope You enjoyed… 🙂

Na przekor “tabloidowemu spoleczenstwu”

– uczmy sie jezykow kochani!!!

Obserwujac coraz dalei idaca tabloidyzacje polskiego spoleczenstwa, sledzac bardziej albo mniej regularnie, to co dzieje sie w polskich mediach – zarowno tych ze srodka, bardziej z lewej badz bardziej z prawej strony, dochodze do wniosku, ze kreatorzy spoleczenstwa probuja NAS coraz bardziej stabloidyzowac. Wiadomosci i hasla z “jedynek” ogolnie mowiac “powaznych gazet i tygodnikow, coraz mniej mniej roznia sie od tych mniej powaznych; swoimi haslami i coraz bardziej cietymi (im mocniej tym lepiej) skrotami myslowymi, zajmujac sie sprawami godnymi zainteresowania towarzystwu spod osiedlowego sklepu 24h, sugeruja nam, iz nasza percepcja powinna byc ograniczona do rzeczy najwazniejszych – czyli tych NAJMNIEJWAZNYCH! Czytamy o (w sumie w skali kraju i Europy) drobnych kombinatorach, wrzuconych nielegalnie do sieci zdjeciach, glupotach seksistowskich wypowiadanych przez (niby)powaznych politykow, para-Polskich premierach etc…

Nie bylo by w tym nic zlego gdyby informacje te ukazywaly sie w tradycyjnie nazywanych tabloidach, ale w momencie, kiedy czytamy o tym wszystkim w wydawnictwach, ktore probuja uchodzic za “powazne”, kiedy sluchamy o tym we wszystkich ogolnopolskich telewizjach i stacjach radiowych – wtedy sytuacje staje sie powazna. Mozna ulec wrazeniu, ze zyjemy w Matrixie, gdzie nic nie jest “na powaznie”, gdzie wszystko jest “para…”

Nie poczytamy w mediach o kulturze wyzszej – premierach spektakli teatralnych i operowych, koncertych symfonicznych, wydarzeniach ze swiata literatury, o poezji juz nie wspominajac… Nie obejrzymy relacji telewizyjnych z premier teatralnych, przygotowan do nich, genezy powstania dziel, wywiadow z tworcami…

Czy w Polsce nie ma tworcow? czy nikt nic nie tworzy? czy wszyscy zaja w zamknietych enklawach – komunach, gdzie wstep maja zarezerwowany tylko nieliczni wybrani? Otoz NIE!!!

W Polsce duzo sie tworzy i duzo kreuje – nie tylko w W-wie jak moglo by sie zdawac z bardzo nielicznych, jedynie dostepnych “100-tek” medialnych.

Nie dowiemy sie o wspolpracy nauki z businesem, nauki z medycyna (pomijajac 10-cio sekundowe fajerwerki, kiedy to nasi specjalisci bez pomocy rzadu uczestnicza technicznie w wyprawie na Marsa), nie dowiemy o realnej sytuacji na polskich uczelniach…

Nie pozwolmy sie ztabloidyzowac!!!

Uczmy sie jezykow obcych, poznawajmy inne kultury i historie innych panstw – chociaz tych europejskich. Pozwoli nam to zrelatywizowac to wszystko, czym jestesmy “karmieni medialnie” na polskim poworku.

W obecnych czasach, w dobie internetu, mediow spolecznosciowych i mozliwosci jakie daje daje nam wolnosc i demokracja, smiem pokusic sie o teze, ze naszym OBOWIAZKIEM jest sledzic to, co publikuje sie (nie tylko o Polsce i Polakach) w zagranicznych mediach. To wcale nie jest trudne – nie musimy szukac specjalnie wyszukanych artykulow – wystarczy sledzic np: na Twitterze najpopularniejsze dzienniki, czasopisma i telewizje zagraniczne.

Swiadomosc tego, iz polskie media nie sa wyrocznia i “jedyna prawda” pozwoli nam zbudowac swoj wlasny, oparty na bogatszej wiedzy punkt widzenia; pozwoli stawiac tezy, ktore nie beda bazowaly na opinii tego albo innego, ciszej albo glosniej, bardziej albo mniej wulgarnie wypowiadajacego sie polityka, ksiedza z ambony, znajomego spod sklepiku, czy podchmielonego przy niedzielnym obiedzie wujka…

Na przekor “tabloidowemu spoleczenstwu” – uczmy sie jezykow!

Dobrej niedzieli 🙂

%d bloggers like this: