Archive for November, 2012

zniknal mi internet…

kochani, niesamowite – dzis na pol dnia zniknal mi internet… bez kontaktu, bez FB, TT, MS and Co…

Ku niedowiarkom – czulem sie bardzo  dobrze – bedac w PL, na zapomnianej przez tzw. Boga wsi dotarlo do mnie, ze jestem naprawde ZAPOMNIANY – i co? i NIC…

Nic sie nie stalo – bylem w lesie, pobiegalem, pocwiczylem na waltornii, poczytalem listy Mozarta i internet wrocil – nie wiem czy sie cieszyc czy smucic…

Zycie nasze i tworczosc to wynik wielu zdarzen – niemieckie przyslowie “Mann weisst nich wofür es gut ist” sprawdza sie jak malowanie – politycy niech sobie gadaja ale dla nas, zwyklych zjadadczy chleba nie ma to zbyt wielkiego znaczyenia…

Jutro bedzie znowu o Beethovenie 🙂

Dobrego wieczoru !!!

Advertisements

“…Raz na wozie – raz na wozie…”

na dobra sprawe wszystko jest bardzo proste – “raz na wozie – raz pod wozem…”

Kazdy z nas “przerabia” to kazdego dnia…

I nie byloby w tym nic dziwnego – oprocz tego, ze sprobuje WAS namowic do potrzegania w znaczenieu “raz na wozie – raz na wozie” 🙂 – poniewaz wszystko co nas spotaka jest bardzo pozytywne i bardzo tworcze.

Chwilowy brak osiagania (siagniecia) zamierzonych efektow nie jest, nie powinien byc byc, nie moze byc spostrzegany jako porazka badz kleska! – to tylko swoisty zart losu 🙂 –

Jest w niemczech takie przyslowie: “Man weisst nicht wofür es gut ist” – sprawdza sie jak najbardziej rowniez w polskiej mentalnosci – czasami po prostu nie wiemy “dlaczego jest to dobre…”

Nos do gory – wszystko ma swoj sens – a to, ze dzisiaj tego nie rozumiemy o niczym nie swiadczy 🙂

Nasze sukcesy sa tak samo wazne jak nasze porazki – cialo czlowieka stworzone jest w ponad 70-ciu procentach z wody – woda dazy do rownowagi – im wiecej w nas i naszym zyciu sukcesow – tym wiecej bedzie porazek – wszystkiego po rowno 🙂

Przezywacie? radujecie sie? smucicie? – nikt WAS nie rozumie? – BRAWO!!! tak ma byc – dajcie sie poniesc emocjom i uczuciom – wzloty i upadki sa naturalne – nie wstydzcie sie Waszych porazek i swietujcie sukcesy – w obu przypadkach jestem z WAMI 🙂

Moi drodzy blogoczytacze – zecze WAM pieknego wieczoru i dobrego nastroju na reszte tygodnia

Komentujmy kochani – komentujmy IMIENNIE…

od jakiegos czasu zaczalem spisywac swoje przemyslenia na blogu – dostaje wiele Waszych opinii i komentarzy na privat – dziekuje 🙂 – ale mam ogromna prosbe: komentujcie kochani i piszcie o swoich (rowniez niezgodach) oficjalnie!!!

Zyjac w “kieracie” – zamurowanym wielometrowym murem  – srodowisku – mamy wrazenie, ze nie mamy na nic wplywu – wykonujemy nasze codzienne zadania majac wrazenie “dobrze spelnionego obowiazku”…

Prawdopodobnie JA, bardziej niz ktokolwiek z WAS, wiem co to znaczy szantaz realny, szantaz emocjonalny, szantaz spoleczny czy jeszcze jakis inny… szantaz…

Nie bojmy sie wypowiadac naszych mysli – nasz glos nie tylko sie LICZY ale jest KLUCZOWY!!!

Tak dlugo jak NIC nie mowimy, nie piszemy, nie publikujemy, nie komentujemy – tak dlugo nie zabieramy glosu w debacie publicznej…

Dlatego prosze 🙂 – nos do gory!!! pioro w dlon!!!

Niech NAS widza, niech NAS slysza!!!

A C-Dur podane przez waltornie w pierwszej symfonii Brahmsa jest CZADEM!!!

Kocham Muzyke, Sztuke, Mozarta i WAS 🙂

L. v. Beethoven – baaaardzo przystepnie :)

„Charakterystyczną cechą wielkich kompozycji Beethovena jest fakt, że są one prawdziwymi poematami, że usiłują przedstawić jakąś realną treść. Otóż główna przeszkoda w ich rozumieniu polega na trudności, jaką sprawia odczytanie tej treści. Beethoven był nią tak całkowicie pochłonięty, że jego najwybitniejsze utwory prawie wszystko jej zawdzięczają. Zaprzątnięty bez reszty jedną myślą nie uważał za stosowne dodawać komentarza do tematu ujętego już przez kompozycję” 

(R. Wagner 1852r.)

W ciągu swego 57-letniego życia Beethoven dokonał dwóch rzeczy na pozór niemożliwych do osiągnięcia. Po pierwsze mimo najdotkliwszego kalectwa, jakie może spotkać muzyka – głuchoty, zdołał przezwyciężyć załamanie i nie przestał komponować, tworząc w miarę dojrzewania emocjonalnego coraz doskonalsze dzieła. Po drugie zaś, w epoce, w której ciągle jeszcze muzyk traktowany był niemal na równi ze służbą dworską, Beethoven zdołał wyzwolić się od poniżającej zależności, a nawet zmusić dumnych arystokratów do okazywania mu szacunku należnego artyście. Ten wielki człowiek i zarazem nieszczęśliwy samotnik swoje niespełnione uczucia przelewał na papier nutowy, dzięki czemu dziś możemy podziwiać pełne żaru i miłości sonaty, kwartety, koncerty i symfonie. Dzięki zachowanej korespondencji dowiadujemy się, jak bardzo bolała go ta samotność, ale odnajdujemy tam też inne cechy jego charakteru – dobroć, poczucie sprawiedliwości, a niekiedy nawet nieco sarkastyczne poczucie humoru.

Beethoven – kompozytor zrewolucjonizował większość form, jakie pisał, bądź to wprowadzając nowe, nie stosowane dotąd instrumenty, bądź rozbudowując poszczególne części cyklu sonatowego, czy w końcu zwiększając ich liczbę powyżej przyjętych powszechnie czterech. Kompozytorzy romantyzmu mieli zatem ułatwione zadanie w dziedzinie tworzenia takich form, jak poemat symfoniczny, uwertura programowa, miniatura fortepianowa czy symfonia wokalno-instrumentalna, gdyż w nich i wielu innych przysłowiowy „kamień węgielny” położył Beethoven.

Dzieła Beethovena doczekały się niezliczonych interpretacji, tradycyjnie zmierzających w kierunku ukazania romantycznej osobowości kompozytora, wyrażającego w swej muzyce idee wolności i miłości. Z drugiej strony, wskazuje się również na związek estetyki Beethovena z XVIII-wiecznym uniwersalizmem i klasyczną logiką budowy form pomimo zmian, jakie w nich wprowadzał.  Stąd  twórczość Beethovena, aczkolwiek klasyfikowana w obrębie klasycyzmu muzycznego, daleko wykracza poza granice tego nurtu, zapowiadając nadejście epoki romantyzmu.

Przemiany w zakresie formy i stylu najlepiej prześledzić na przykładzie ewolucji symfonii, jaka dokonała się w dziełach tego kompozytora.

Dwie pierwsze symfonie – C – dur op.21 i D – dur op.36 wskazują na styl klasyczny, ale nie tak do końca, gdyż w II Symfonii w miejsce Menueta ( cz. III ) pojawia się po raz pierwszy Scherzo. Co prawda do Menueta powraca jeszcze w IV i VIII Symfonii, jakby chciał przypomnieć, że korzeniami mocno tkwi w epoce klasycyzmu. Zastępując Menueta formą Scherzo nadał swym symfoniom bardzo głęboki i wyraźny rys dramatyczny. To już nie salonowy, dworski taniec, ale ogniwo niosące w sobie niezwykły ładunek emocjonalny.

Kolejną symfonią wyłamującą się schematowi klasycznemu jest VI F – dur op.68 Pastoralna. Tu kompozytor posunął się jeszcze dalej rozbudowując cykl i tworząc 5 – częściowe dzieło o charakterze programowym, w którym czynnik kolorystyczny i dźwiękonaśladowczy odgrywa ważną, acz nie najważniejszą rolę. Beethoven znów „gra” na emocjach i uczuciach, a to przecież zabieg typowo romantyczny.

Jednak spośród wszystkich dziewięciu symfonii na szczególną uwagę zasługują trzy   ( nota bene najsłynniejsze ): III Es – dur op.55 Eroica, V c – moll op.67 (zwana Symfonią losu ) i IX d – moll op.125. Właśnie te dzieła wyróżniają się nowatorskim podejściem kompozytora do formy, harmonii, instrumentacji, kolorystyki i pracy tematycznej.

Tak naprawdę to nie VI, a właśnie III Symfonia zasługuje na miano prototypu symfonii programowej, gdyż ideą form programowych nie jest naśladowanie  odgłosów przyrody za pomocą odpowiednio dobranego aparatu wykonawczego – to tylko środek do osiągnięcia tego celu. Istotą form programowych jest pozamuzyczny program, który jest jedynie inspiracją dla kompozytora, a dla słuchacza ma stanowić przyczynek do uruchomienia wyobraźni. I taka jest właśnie III Symfonia – powstała dla uczczenia pamięci wielkiego człowieka, który okazał się marną istotą ludzką, pazerną na władzę i nie liczącą się z głoszonymi wcześniej ideałami. I choć w zakresie elementów dzieła muzycznego nie ma takich pojęć, to uczucia i emocje są tu czynnikiem formotwórczym i pierwszoplanowym. Niezwykle bogatą paletę barw uzyskuje tu kompozytor za pomocą doskonale dobranego aparatu wykonawczego, w którym istotną rolę odgrywają instrumenty dęte – zwłaszcza dęte blaszane. Po raz pierwszy w tej właśnie Symfonii Beethoven zwiększył ilość waltorni do trzech i zrobił to nie po to, aby uzyskać większą potęgę brzmienia, lecz głównie z powodu Tria w części trzeciej, które powierzone zostało jedynie tym instrumentom. Co za niezwykła pomysłowość – dzięki temu prostemu zabiegowi zyskuje chwilowe odprężenie, wprowadza pastoralny klimat przywodzący na myśl dalekie echa polowań. A może wręcz przeciwnie, nawołuje do walki, a sygnał rogów jest zapowiedzią wymarszu? Na tym właśnie polega programowość tej Symfonii, nic nie jest dopowiedziane do końca i każdy może przedstawić sobie taki obraz zdarzeń, jaki mu nasuwa wyobraźnia.

V Symfonia c – moll op.67 przez potomnych nazwana  Symfonią Losu czy też  Symfonią Przeznaczenia ze względu na czterodźwiękowy  motyw, który jest osnową wszystkich jej części. Tu znów zderzamy się z genialnym, nowatorskim potraktowaniem cyklu symfonicznego. Po raz pierwszy już nie jedna część, ale cała symfonia wywodzi się z tego najsłynniejszego na świecie motywu, za każdym razem poddanego innym przekształceniom, innej harmonii, instrumentacji i agogice.

Ostatnia symfonia – IX d – moll op.125 wymyka się wszelkim schematom z powodu zupełnie nowego potraktowania formy. Co prawda Beethoven trzyma się schematu czteroczęściowego, ale zamienia kolejność środkowych części, a w ostatniej wprowadza czterech solistów – wokalistów oraz czterogłosowy chór mieszany śpiewający tekst Ody do Radości F. Schillera.

Czegoś podobnego współcześni kompozytorowi słuchacze nie mogli się spodziewać, stąd uznali, że IX Symfonia to utwór nie nadający się do grania i słuchania. Pomimo wyjątkowo entuzjastycznego przyjęcia prawykonania dzieła w Wiedniu, IX Symfonia jeszcze długo potem spotykała się z obojętnością i niedowierzaniem. I potrzeba było całych stu niemal lat, aby Wagner i Liszt udowodnili Niemcom i światu, że Dziewiąta to nie dziwactwo głuchego kompozytora, lecz dzieło ponadczasowe i genialne.

Symphony No. 9 in D Minor, Op. 125: I. Allegro ma non troppo, un poco maestoso,
Dariusz Mikulski – Dirigent, Sudeten Philharmonie

Dobrego dnia z Beethovenem 🙂

Uczymy, uczymy… ale jak?

do napisanie tego artykulu – a wlasciewie komentarza – sprowokowal mnie raport, ktory ukazal sie na lamach Gazety Prawnej, ktorego fragmenty w dalszej czesci (ukosna czcionka) cytuje.

Zarowno moj komentarz jak i cytowany przeze mnie tekst sa uzupelnieniem danych o sytuacji na polskich uczelniach wyzszych, publikowanych w ostatnim czasie przez Gazete Wyborcza i inne media – dotyczacych pozycji polkich uczelni wyzszych w rankingach swiatowych dotyczacych szkolnictwa wyzszego.

Mysle, ze warto zastanowic sie nad powodem tej sytuacji, mozliwosciami podwyzszenia poziomu i znaczenia poslkiego szkolnictwa – jako kraj mamy przeciez wspaniale tradycje siegajace jeszcze czasow Jagiellonow…

Piszac ten artykul powoduje mna rowniez, a nawet przede wszystkim, troska o przyszlosc szkolacych sie w Polsce studentow – ich dalsza szanse rozwoju i dzialania w srodowisku europejskim – jestesmy przeciez czlonkami EU – musimy, moim zdaniem, nawiazywac do najlepszych, czerpac od nich wzorce pozytywne, rozwijac te dziedziny w ktorych mamy realna szanse osiagnac zamierzony – swiatowy sukces.

“…Obcokrajowcy stanowią zaledwie nieco ponad 1 proc. studentów uczących się na polskich uczelniach. To najmniej wśród wszystkich krajów UE – wynika z raportu  Studenci Zagraniczni w Polsce 2013.

Polska, obok Chorwacji, jest pod tym względem najmniej umiędzynarodowionym krajem Unii Europejskiej – informuje w raporcie Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

Obecnie w Polsce studiują ponad 24 tysiące studentów zagranicznych z 141 krajów. To prawie 4 tysiące więcej niż w roku 2011, jednak nadal stanowią oni zaledwie 1,1 proc. wszystkich studentów.

„To nie tylko znacząco mniej niż w najwyżej rozwiniętych krajach Zachodu czy w Chinach, ale też mniej niż u naszych sąsiadów: w Czechach, na Węgrzech, Słowacji, Słowenii, Litwie, Łotwa, Estonii, a nawet w Bułgarii i Rumunii” – informuje w przesłanym PAP komunikacie Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

Jak podają autorzy raportu, Polska pozostaje, obok Chorwacji, najmniej umiędzynarodowionym krajem członkowskim UE i jednym z najniżej umiędzynarodowionych w OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Można jednak zauważyć pewną poprawę w tej dziedzinie, bo jeszcze pięć lat temu stanowili oni zaledwie 0,6 proc. wszystkich studentów.

Najwięcej studentów zagranicznych przyjeżdża na polskie uczelnie z krajów sąsiedzkich – Ukrainy (6321) i Białorusi (2937). Kolejne miejsca zajmują Norwegowie (1514), Szwedzi (1162) i Amerykanie (970).

„Dynamicznie rosnącą grupą studentów zagranicznych na polskich uczelniach są Hiszpanie. W tej chwili studiuje ich w naszym kraju 1177. Najchętniej wybierają oni studia techniczne” – czytamy w przesłanym PAP raporcie.

W porównaniu ze średnią światową, w Polsce uczy się niewielu studentów z Azji, w dodatku ich liczba ciągle spada. W Polsce studiuje tylko 565 Chińczyków, 533 Tajwańczyków, 215 Hindusów i 197 Wietnamczyków.

Za to wciąż rośnie liczba studentów z Ukrainy na polskich uczelniach. Polska, obok Rosji i Niemiec, jest najchętniej wybieranym krajem przez studentów z tego kraju. Od 2000 roku liczba ich wzrosła ponad dwukrotnie.

„Na świecie ponad 4 miliony studentów wybiera studia poza granicami swojego kraju. Do roku 2020 liczba ta ma się podwoić. Ponad połowa międzynarodowych studentów to Azjaci. Znakomitą większość studentów z zagranicy goszczą uczelnie krajów OECD. Spośród nich najchętniej wybierane są: Stany Zjednoczone, Australia, Wielka Brytania, Niemcy i Francja. Do tych krajów trafia ponad połowa wszystkich studentów zagranicznych w skali globu” – informuje Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

W skali globalnej, rynek studiów międzynarodowych przynosi krajom goszczącym studentów zagranicznych około 80-90 miliardów dolarów rocznie. W Polsce – podają przedstawiciele fundacji – szacunkowy wkład studentów zagranicznych dla gospodarki, to w tej chwili około 100 milionów euro rocznie.

Raport „Studenci zagraniczni w Polsce 2013″ oparty jest na niepublikowanych danych GUS a także na danych OECD, UNESCO i Eurostat. Publikacja powstała w ramach wieloletniego programu promocji polskich uczelni za granią „Study in Poland”, prowadzonego wspólnie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Fundację Edukacyjną Perspektywy…)

Jako nuczyciel akademicki pracujacy m.in. w Polsce, jako osoba studiujaca i mogaca poszczycic sie dyplomami wyzszych uczelni z Lodzi, Stuttgartu i indeksem Mozarteum z Salzburga, jestem zywo zainteresowany jak najwyzszym poziomem ksztalcenia i wyksztalcenia mlodziezy studiujacej na polskich uczelniach.

Wydaje mi sie, ze statyski probuja przekazan nam pewne przeslanie mowiace o tym, ze konieczna jest dyskusja na temat podniesienia poziomu i jakosci tegoz szkolenictwa – dokladanie nam – wykladowca – coraz wiecej “pracy papierkowej”, obowiazkowych sprawozdan i moim zdaniem, zupelnie niepotrzebnych rubryk do wypelniania nie przeklada sie i nigdy nie bedzie przekladac na jakosc prowadzonych przez nas seminariow…

Oczywiscie zawsze mozna stwierdzic ze “nauka jest niedofinansowana” – to truizm – mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze “WSZYSTKO jest niedofinansowane”…

Ale czy dodatkowy mld. na nauke (przeznaczony w przewazajacej mierze na wynagrodzenia dla wykladowcow) bedzie mial bezposredni wplyw na poprawe jakosci szkolenia? Czy tylko podniesienie zarobkow wykladowcow, ktorzy sa oczywiscie niedofinansowani, bedzie mial wplyw na statystki polskich uczelni?

Oczywistoscia jest rowniez fakt, ze bez odpowiednio wysokich nakladow na badania i publikacje – bez odpowiedniej infrastruktury – osiagniecie zamierzanego efektunie jest po prostu niemozliwe.

Czy nasz polski system szkolenia oparty przede wszystkim na rozbudowanym do niespotykanych gdzie indziej rozmiarow metodach sprawdzania – egzaminow, kolokwiow, przesluchan, testow etc jest tym, ktory sprawdza sie w praktyce? – jak pokazuja statystyki – JUZ NIE…

Czy przypadkiem fakt, ze aby uzyskac w Polsce tytul PROFESORA trzeba ukonczyc lat 50, gdzie nie sa wazne umiejetnisci, wiedza i osiagniecia wykladajacychw kontekscie ich awansu akademickiego nie sa czynnikiem demotywujacym? – Znam w innych krajach euopejskich doktorow i profesorow w wieku lat dwudziestu kilku… – jakos nikomu to nie przeszkadza – jezli sa DOBRZY i maja OSIAGNIECIA to dlaczego ich blokowac…???

Zastanowmy sie rowniez nad teza czy przypadkiem SWIAT naukowy nie wyprzedzil Polski w podejsciu do STUDENTA? – to przeciez ON powinien byc podmiotem STUDIOW… Czy przypadkiem nie byloby zasadne zastanowic sie nad struktura zarzadzania, organizowania i finansowania polskiego szkolnictwa? Sposobem rozdzielania dostepnych srodkow? Slynne jez wystapienie Premiera D. Tuska i wspolna z Kanclerz A. Merkel konferencja prasowa na ktorej wypowiedzial teze “MADRZE WYDAWAJ” wyrazona w kontekscie gospodarowania przez Polsce srodkami unijnymi nie powinna miec zastosowania rowniez w kontekscie EDUKACJI?

Bede bardzo wdzieczny za Panstwa komentarze i zabranie glosu w dyskusji – przeciez tylko dzieki wspolnym pomyslom i zaangazowanej pracy jestesmy w stanie spelniac godnie nasza misje sluzenia spoleczenistwu i pracy na rzecz jak najlepszego ksztalcenia mlodych pokolen…

Dobrej soboty WAM zycze i serdecznie pozdrawiam 🙂

A ja sie bardzo ciesze z Dreamliner’a!!!

jak wiekszosci z WAS, rowniez i mnie nie umknela wczorajsze, MEGA-reklamowana informacja medialna o wyladowaniu na Warszawskim Okeciu pierwszego polskiego (i poki co pierwszego europejskiego) Dreamliner’a.

Skala promocji tego zdarzenia moze troche zaskakiwac – przerwane programy informacyjne, relacje “na zywo” prawie we wszystkich mediach – komentarze licznie przybylych na bankiet do hangaru oficjeli i celebrytow etc. – przywolywac moze na mysl jakies wielkie swieto wagi co najmniej SWIATOWEJ… – no coz, z ta promocja to moze troche przesadzono ale w koncu Polska moze sie pochwalic czyms, co w chwili obecnej jest (jeszcze) PIERWSZE i NAJNOWSZE w Europie…

Oczywiscie stwierdzenia, ze Polska flota lotnicza (moim zdaniem nie slusznie nazywana “narodowa”) posiada najnowoczesniejsze maszyny lotnicze w Europie jest grubo przesadzone – np: Airbus A 330 (ktorych Polska nie posiada…) wcale nie ustepuje tak bardzo pod wzgledem technologicznym czy ekonomicznym Dreamliner’owi – “jedna jaskolka wiosny nie czyni”… – to jednak wydaje mi sie, ze po trosze rozumien zachwyt i troche na wyrost kierowane do opini publicznej slowa reporterow, przedstawicieli LOT-u i komentatorow.

Przyzwyczajeni przez dziesiatki lat do przyslowiowej, polskiej bylajakosci czy trzecioligowosci – tak bardzo kibicujemy jednak naszemu Malyszowi, Wlodarczyk, Radwanskiej, czy Blachaczowi – tu, w Warszawnie na Lotnisku im. Fr. Chopina, w barwach Polskich Linii Lotniczych LOT – mamy w koncu nasza technologiczna “JEDYNKE” 🙂

Nie zapominajac oczywiscie o naszych polskich “NIE – CZYNIACYCH – WIOSNY – JASKOLKACH” swiadomy jestem tego, ze permanentny brak SUKCESU w swerach spolecznej, ekonomicznej, kulturowej, technologicznej, naukowej, poziomu PKB, ilosci orkiestr symfonicznych (np: Polska – 26, Niemcy – 400), ilosci teatrow dramatycznych, poziomu teatrow operowych, miejsca zajmowanego w renomowanych rankingach przez wyzsze uczelnie, wydatkow na ochrone zdrawia na glowe mieszkanca, kilometrach autostrad, kilometach szybkich linii kolejowych, pozycji polskiej pilki noznej na pozikomie zarowno klubowym jak i narodowym, licznych aferach i swiadomosci ogolnego “kolesiostwa” czy “kumoterstwa” i braku profesjonalizmu na poziomie sprawowania wladzy panstwowej czy sluzby urzedniczej etc, etc – powoduje prawie automatycznie wprost euforyczne szczescie i niezwykla radosc z (przynajmniej) ZAPACHU tegoz SUKCESU…

Bardzo ciesze sie z Dreamliner’a!!! – byc moze tylko nieliczna grupa czytajacych ten blog bedzie miala w najblizszym czasie okazje do tego aby nim poleciec – uwazam jednak, ze kazdy krok, nawet ten pierwszy, nawet ten najmniejszy jest niezwykle wazny – to krok w dobra strone – krok w strone poprawy jakosci, komfortu, wizerunku a przede wszystkim bezpieczenstwa podroznych.

…Tym bardziej nie rozumiem malkontetow krytykujacych tylko i wylacznie po to aby (na sile) krytykowac cos co jest po prostu DOBRE 🙂

Na koniec zycze polskiemu rzadowi z Prezydentem i Premierem na czele aby na przekor i tak wiecznie niezadowolonej opozycji zakupili w koncu PORZADNE – nowoczesne, wygodne i bezpieczne (nie NAJTANSZE!!!) samoloty rzadowe!!!

Bo nijak sie ma do JAKOSC, POZIOM i KLASA DREAMLINER’A do swiadomosc tego, ze “najwyzsze glowy” w Panstwie Polskim podrozuja podstarzalymi “liniowkami”…

POWODZENIA!!!

Coffee

Time for a coffee 🙂 enjoy
Sometimes it’s enought 🙂

Have a good day

%d bloggers like this: