Archive for November, 2012

Sehr interessant

Es ist sehr interessant, wie die “point of wiew” ändert sich mit der verschiedenen Orten wo wir uns gerade befienden – ich schlage unsern Offiziellen vor – viel mehr zu Reisen – Verreisen 🙂

Advertisements

Odpoczynek

minal mi dzien bez wpisu na bloga…

I bardzo dobrze – poswiecilem go na odpoczynek… Nie od WAS moi blogoczytacze – na odpoczynek swiadomy – weekendowy – odpoczynek od mediow – od TV, wiedomosci, polityki i skorumpowanej swiadomosci…

Jekze potrzebny – odbudowujacy – ten bez wiedzy na temat kolejnych “wrzutek” medialnych o tragediach, zamachach, oskarzeniach i insynuacjach polityczno-historyczno-obyczajosciwo niespelnieniach na kanwie narodowosciowych niezadowolen spolecznych…

Tworzenie to droga ku rozwojowi – droga do rozwijania wlasnych wartosci i kreowania postaw tworczych mogacych nas przeniesc do swiata w ktorym tworzymy jako ludzie WOLNI od naciskow i sresu otoczenia – mogac kreowac wlasna plaszczyzne idealnosci – czystosci w najczystszym slowa znaczeniu – bez zlych emocji, ukrytych komleksow czy zachamowan…

Niech weekend bedzie dla NAS odpoczynkiem zrealizowanym na SPORT, FIZYCZNOSC, ZDROWOSC i zdrowa WOLNOSC – platworma zozwoju DUCHA i SAMOKSZTALCENIA!!!!

Dobrego, swiadomego i kreatywnego weekendu WAM zycze :)))

Ruszamy sie!!! – opuszczamy “skorupe”

jakze czesto, bedac zamkietym w kregu codziennosci albo przyslowiowej machanicznosci wykonywanych – mniej albo bardziej waznych – obowiazkow dnia codziennego, mam (mialem) swiadomosc powtarzalnosci – skonczonosci wykreowanego przeze mnie i okolicznosci swiata w ktorym przyszlo mi zyc i funkcjonowac…

Jakze ciezko jest sie z tego swiata “wyrwac” – zmienic otoczenie, sposob myslenia, przwyczajenia – zburzyc swoje (pozorne oczywiscie) bezpieczenstwo i zaczac TWORZYC…

Czasami wystarczy tylko rozmowa z kims (dla nas) waznym – dyskusja merytoryczna,co nie znaczy nieemocjanalna – niestety to “czasami” zdarza sie bardzo zadko…

Znacznie czesciej potrzebujemy czegos innego – wazniejszego, wiekszego, bardziej ekstremalnego, intrygujacego… – czegos, co pozwoli zostawic “plecak” niepotrzebnych codziennosci i pozwoli wyrwac sie myslom z zamknietej orbity i powedrowac tam, gdzie sluchac bedziemy tylko naszej intuicji, nie zmaconej przyziemnoscia stereotypow…

Jako male dziecko ogladalem czasami w tv program o znanej parze polkich podroznikow – niestety nie pamietam jak sie nazywali… – zastanawialem sie wtedy nad tym “jak im sie chce”? Czy nie maja nic innego (lepszego) do roboty? Jak mozna spedzac zycie jezdzac po swiecie? Fotografowac i filmowac ludzi, zwierzeta, plemienia, kultury, cuda natury etc.

Wtedy nie rozumialem…

Dzis wiem, ze przywiazanie do skonczonej codziennosci jest ogromnym ciezarem. Zycie wg. stereotypow, gdzie pozycja, statut spoleczny czy wykonywany zawod i wynikajaca z tego iluzja bezpieczenstwa jest kompletna utopia…

Energia i sila tworcza ktore sa w NAS, podczas naszej pozycji podleglej (komus, czemus, urzednikowi, bankowi, tesciowej, toksycznemu partnerowi etc) jest tlamszona, duszona, zabijana i przestaje byc tworcza. Nie jestesmy w stanie tworzyc kiedy jestesmy BRUDNI – nasza tworczosc, praca, rodzina czy zwiazek tez takie beda – BRUDNE i SKREPOWANE.

To nie tworzenie tylko walka o zgnily kompromis – ktory na poziomie tworzenia zawsze jest porazka…

Szczypta goryczy, ktora przemawia przeze mnie w tym artykuje jest tylko i wylacznie odzwierciedleniem odrobiny zalu, ktory wynika z tego, ze tak pozno dane bylo mi to dostrzec… Tym bardziej, czuje sie zobowiazany aby o tym napisac – byc moze pozwoli to komus z Was moi blogoczytacze zastanowic sie nad niektorymi faktymi ktore spotkaly Was w zyciu i sobie wszystko na nowo poukladac…

Tworzmy wiec swobodnie, latajmy wysoko, badzmy dobrzy – szczegolnie dla tych, ktorzy nas nie rozumieja, wystrzegajmy sie zlych mysli i zlych emocji, kochajmy naszych antagonistow – to jedyna droga aby poczuc sie wolnymi i tworzyc rzeczy PIEKNE.

I tego wlasnie, z calego serca WAM zycze 🙂

Mozart und Beethoven – cosi, cosi :)

vor ein Paar Wochen hatte ich ein Buch ĂĽber Beethoven fertig gelesen, und zum meiner Freude war dort (in diesem Buch) die gegenseitige Verhältnis zwischen Beethoven und Mozart (oder umgekehrt) von einer sehr interessanter Seite beschrieben – die beiden Herrschaften haben selbstverständlich von sich gehört und angeblich auch getroffen – der junge Beethoven hatte Mozart vorgespielt – ein oder zweimal – so super genau kennen wir das nicht feststellen.

Und, auch wenn die Mozart-Biografen beschäftigt das Thema BEETHOVEN nicht so sehr, umso mehr Platz und Bedeutung geben die Beethoven´s Biografen Herrn Mozart…

Fast zur Legende ist schon die Geschichte geworden, wonach Beethoven auf einem Spaziergang mit seinem pariser Freund – einem sehr bekannten damals Klaviervirtuosen – sehr gut gelaunt auf einmal die Töne vom Mozart´s Piano Concerto No 22 Es-Dur, K. 482, dem II Satz Andante gehört hatten.

Beethoven anhielt sofort und swingte seinem Freund zuzuhören. In der Mitte der zweiten Satz, komponiert in c-Moll gibt es einen Teil, wo Mozart ganz plötzlich ein “liebes Duet” in C-Dur eingewickelt hat – im Orchester das “duettino” vom Flöte und Fagott  – dann kommt wieder das nachdenkliche Erzählen der Klavier mit Begleitung des Orchesters.

Finale des Konzertes ist das typische fĂĽr Mozart Rondo in einem 6/8 Takt – aber das haben die Herrschaften nicht mehr gehört… Wie die Biografen vom Beethoven bestätigen, sollte sich Ludwig ziemlich geärgert haben – zur Anfang seiner Zeit in Wien war der junge Beethoven noch sehr “klassisch” – und SO EINEN plötzlichen Tonart- und Charakterwechsel war ihm vielleicht etwas zu viel gewesen…

In diesem Konzert gibt es noch Etwas wovon Beethoven nicht wissen könnte – nämlich in den dritten Satz gibt es eine mittlere Teil, wo Mozart fĂĽr seine “Cosi fan tutte”  K. 588 studierte. Mit der Holzbläsern und Hörnern, 6/8 Takt fĂĽgt ein Cantus-firmus ein, was wir auch in dem selben Besetzung, Tonart und Art-und Weise am Schluss vom Ersten Akt “Cosi fan tutte” sowie im zweiten Akt: “Duetto Con Coro Guglielmo, Ferrando “Secondate, Aurette Amiche” oder von der berĂĽhmten “Arie – Rondo” der Fiordiligi “Per PietĂ , Ben Mio, Perdona” hören können.

Zweifellos werden wir nie eine Antwort wagen, wonach zu erkennen wird unsere Sympathie zu einem oder anderen Komponisten – die Meistern sind einfach nicht zu vergleichen. Meine Meinung nach bleibt es aber sehr interessant, wie die Meisterwerke sich mit der Zeit und mit der Entwicklung der musikalischer Stilrichtung ändern…

Immerhin ist es Beethoven nie gelungen von seinen Opern zu 100 % zufrieden zu sein – bestimmt nicht ohne Bedeutung war seine Krankheit… Von der anderen Seite, war Beethoven der erste, der in der Geschichte der Musik so fantastisch mit einem Motiv arbeiten könnte, und nur mit ein Paar Töne die ganzen Sinfonien komponieren könnte ohne einen Kompromiss auf der Seite der Dramaturgie angehen zu wollen – wie wir auf dem Beispiel der Neunten oder noch genauer der FĂĽnften Sinfonie sehen, oder besser gesagt – hören können.

Mozart und Beethoven – cosi, cosi 🙂

Wild Eastern? NO!!!!!

my dear Friends, not everyday i do have the possibility to share with You my thoughts – specially about the live and work like a musician, like an artist in eastern Europe and Asian.

Also for my it´s always big experience to work with orchestras from eastern Europe or Asian but really very important one. The tradition of romantic and making Music together, chorus singing, making music on traditional Art together and most of all the SPACE…

I’ve never in my life felled so free then on Kazakh step… The feeling I’am free and can go, where I want to.. Ore horses which are running free… – all of this I never saw before…

Great musicians – fantastic people!!! Spatially the ladies – whowwwww – incredible!!! – during the russian revolution, then the first and the second World War where the INTELLIGENCE send to Kazakhstan to work any mostly to dyad…

The women in the Orchestra I worked with where rally very interesting – with european, asian, russian, and I d’not know what more kinds of the characteristically faces, hairstyles etc – but one thing was the same for all of them – they where very sensitive, all new about it and closed it under the mask of being cool and could.

Just anther story with the making music together – we where really friends on the stage – without political and historical differences ore antagonisms. FANTASTIC!!!!

Sometimes I think myself, how could by by the World without tabloids and cheap TV channels… and of course a few which I know very dangerous idiot – politicians… from the first ore third pages of international press…

Maybe in this case the people will have more ambitions to travel, learn foreign languages, want to know about different cultures, traditions, food and most of all to respect all together…

Now I know – there is no wild Eastern – there is unfortunately no time for life and for making ART by the most of population in West-Europa…

What do You think?

Warto sie uczyc kochani…!!!

cwiczyc, trenowac, poswiecac, medytowac, rozwijac, poznawac, testowac, przezywac, kochac, lubic, sluchac, dyskutowac, bronic merytocznie zdania odmiennego, isc na spacer z Mozartem, poprzezywac z Beethovenem, Brahmsem czy Schumannem, ladnie sie ubrac, zadbac o siebie, isc na stadion albo do lasu pobiegac, wiedziec wiecej, widziec dalej, slyszec wyrazniej etc etc.

Choc w chwili obecnej doswiadczamy okresu w PL gdzeie te wszystkie cechy zdaja sie nie miec zadnego znaczenia – nie mozna odpuszczac.

Historia uczy, ze u zmierzchu kazdego rzadu czy rzadzacego ukladu politycznego – tzw. nepotyzm albo lepiej pasujace do polskich warunkow KUMOTERSTWO zdaja sie nad wszystkim panowac i jakikolwiek jakze niezbedny w sztuce idealizm i sluzba filzofii dobra, rozwoju i piekna nie maja racji bytu – to jednak NIE DAJMY SIE OMAMIC!!! – ten caly chlam, blichtr, arogancja, impertynencja i ignorancja maja KROTKIE NOGI.

Wyobrazcie sobie, ze calkiem niedawno rozmawialem z przedstawicielem jadnej z polskich placowek dyplomatycznych poza granicam PL oczywiscie. Od slowa do slowa odrzucilismy z naszej konwesacji sztuczne konwenanse i skupilismy sie na faktach – okazalo sie, ze w tym roku 2012 po raz pierwszy od daty powolania do zycia nie bedzie obchodzone Swito 11-tego listopada bo … jakze prozaicznie – pieniedzy nie ma… Gdzie sie podzialy pieniadze? Poszla podobno na “haratanie w gale” podczas EURO 2012.

Uwierzcie, jestem ostatnim, ktory mialby cos przeciwko rozwojowi jakiejkolwiek dziedziny kultury (zaliczam sport do kultury fizycznej) – ale ma milosc Zeusa – nie kosztem kultury!!! Pomijam juz to, ze W-wie na czas dzialania strefy kibica zamkniete zostaly teatry z racji na braku mozliwosci dotarcia do nich… – to jeszcze wyglada na to, ze myto futbolowe (EURO 2012) zostalo nalozone na inne, mniej widoczne i “cichsze” instytucje…

Pisalem w jednym z wczesniejszych felietonow o Tabloidyzacji polskich mediow – na podstawie wydarzen medialnych ostatniego tygodnia, dochodze do wniosku, ze moj artykul staje sie coraz bardziej aktualny…

Artykul: “Na przekor tabloidowemu spoleczenstwu”

Aby mozna bylo zachuwujac zdrowy dystans do przepychanek politycznych, pseudopatriotyzmu, pseudoprawdy, pseudo ojcow duchownych, pseudopremierow i jeszcze bardzo wielu roznego rodzaju pseudo dyrektorow oper bez pojecia o muzyce czy pseudoministrow bez swiadomosci swojej branzy…

Kabaret Moralnego Niepokoju w roku chyba 2003 za czasow rzadow krytykujacego w chwili obecnej wszystkich i kazdego Leszka Millera, ktory moim zdaniem, nie zostawil jakiejkowiek plaszczyzna na ktorej podczas swojej kariery politycznej nie zdazylby sie skompromitowac – stworzyl skecz, ktory mialem nadzieje juz nie jest aktualny…  a jednak – obejzyjcie, wysluchajcie a jestem pewiem, ze znajdziecie wiele analogii…

Kabaret Moralnego Niepokoju – “Nepotyzm czyli praca przez protekcje”

A teraz juz do tematu:

oczywiscie nie wszystko jest takie smutne jak mogloby sie wydawac czytajac moj tekst do tej pory – wezmy przyklad naszego wspaniale zapowiadacjacego sie mlodego lodzkiego tenisisty JERZEGO JANOWICZA…

Ten zawodnik, chociaz pozbawiony jakiegos gigantycznego wsparcia jest na ustach wszystkich – dzieki swojej ogromnej pracy, wierze w sukces, poswieceniu i talentowi udowodnil wszystkim ze jezeli bedziemy wierzyli, pracowali i niepoddawali sie tzw. “CHWILOWEMU BRAKU ZAMIERZONYCH EFEKTOW” to sukces moze byc i bedzie NASZ – czyli WASZ :))))

Warto sie uczyc aby nie byc obywatelem ktorejstam kategorii, aby porozmawiac z Wlochem, Francuzem, Anglikiem, Niemcem czy Rosjaninem nie tylko “jak sie nazywasz” i jak wypijemy LITRA we dwoch to “wszystkie jezyki k…wa zrozumiemy”…

Pisze troche nieskladnie… wiem, ale siedzi obok mnie w samolocie taki wlasnie HRABIA, ktory juz kocha – niestety bez wzajemnosci – wszystkie stewardessy i coraz czesciej zaczna palac uczuciem – bardzo smierdzycym – do mnie…

Uwierzcie mi prosze (to juz chyba ostatnie zdanie…) – nie wszedzie i nie w kazdym kraju i spoleczenstwie jest tak jak w tej chwili w PL  – jesli bedziecie naprawde swietni to zareczam WAM, ze nie bedziecie siedziec w domu z mina na kwinte, mniej lub bardziej podniecajac sie niezdrowo coraz wieksza bezczelnoscia, dyletanctwem, arogancja i ignorancja reprezentujacych spoleczenstwo polskie czyli ciebie i mnie politykow. Nie bedziesz godzic sie na brak kompetencji prowadzacych z TOBA zajecia wykladowcow, pracujacych na 3 – ech uczelniach dorabiajacych na “chalturach” magistrow kazacego tytulowac sie profesorem…

Do tego potrzebna CI WIEDZA i SWIADOMOSC moj nieznany PRZYJACIELU – blogoczytaczu 🙂 – i tej wiedzy, swiadomosci i w koncu sily i charakteru Ci z calego serca zycze 🙂

Dobrego tygodnia

Mozart in Karaganda / Kazakhstan

for etwa zwei Jahren war ich zum ersten Mall in Kazakhstan – wie es schon öfters im Laben passiert – hatte es sich durch einem Zufall ergeben…

Mein, sehr gute freund, der eigentlich nach Astana/Kazakhstan kommen sollte ist krank geworden und hatte mich an seine Stelle empfohlen – so begann meine Geschichte mit Kazakhstan.

Währen meiner Besuch in Astana bei der International “Shabyt” Festival und Wettbewerb, auĂźer der Arbeit in der Jury hatte ich auch ein Konzert mit der Sinfonieorchester Astana geleitet und eine Meisterkurs gefĂĽhrt.

Das wiederholte sich auch letztes Jahr, wonach hatte ich noch eine Einladung nach Karaganda bekommen – wo ich mich gerade befinde und diesen Artikel schreibe…

Wir haben uns lange überlegt was für ein Programm mit der Sinfonie Orchester in Karaganda ich machen sollte…

NatĂĽrlich, mit so einem groĂźem Orchester hätte man Lust auf ein groĂźen Werk – Mahler, Bruckner, Brahms oder Shostakovich…

Ich habe mich doch fĂĽr Mozart entschieden… Warum? – es gibt fĂĽr mich kein genialer Komponist – die, die mich kennen wissen das schon – auĂźerdem, ich konnte dieses Orchester (noch) nicht und hatte Angst, dass man bei einem zu schwerem Werk leicht ins Boxhorn jagen könnte…

Von der anderen Seite gibt es kaum ein Komponist, der so hohe Ansprüche an den Interpret stellt wie Mozart…

Nach zirka 22-stĂĽndiger Reise war im Hotel in Karaganda. Erst die Landung in Astana, Passkontrolle und dĂĽrften wir weiter etwa 200 km mit dem Auto nach Karaganda fahren.

Es war ein Erlebnis!!! – noch nie hatte ich ein Steppe gesehen – einfach eine unvorstellbare ewige gar nichts auf dem Horizont… Der Sonnenaufgang, die Weite und das GefĂĽhl von Unendlichkeit…

Um ehrlich zu sein, nach der ersten Probe war ich ein wenig verzweifelt… Die Noten wurden mehr oder weniger richtig gespielt, aber das was ich dabei gehört habe, hatte eigentlich mit (meinem) Mozart nichts zu viel gemeinsam gehabt…

Hatte angefangen mir Gedanken zu machen ob ich vielleicht Etwas falsch gemacht habe – aber Was?

Nach einer unruhiger Nacht, wo ich viel nachgedacht habe, käme ich zu Entscheidung weniger zu taktieren und viel mehr zu lächeln, tanzen und erzählen.

Es hatte funktioniert – vom Probe zu Probe war es besser und besser – Heute bin wirklich erstaunt was fĂĽr eine Entwicklung hat das Orchester während der Probephase geleistet… BRAVO!!!

Jetzt, kurz vor dem Konzert weiĂź ich schon – es war eine richtige Entscheidung. Die Musiker haben SpaĂź am Mozart entdeckt. Mir ist es auch gelungen, Sie davon zu ĂĽberzeugen, dass die Musik vom Mozart eine Opernmusik ist – man darf es nicht kĂĽnstlich steif interpretieren – als ich zur Besuch im Mozarts Kinderhaus in Salzburg war, als ich seine Spielzeuge gesehen hab’, als ist mir es klar geworden, dass der kleine Bub ĂĽber Alles die Rollenspiele liebte – wusste ich, dass es kein steife und humorlos Genie sein musste – so ist auch seine Musik!!! Aufgrund der kindlicher Ehrlichkeit – fĂĽr jeden gut und leicht anzunehmen – aufgrund der Genialität auch fĂĽr Profis eine unendliche Quelle der interpretatorischen Möglichkeiten.

Vielen herzlichen Dank der Musiker der Karaganda Philharmonic Orchestra fĂĽr die Zusammenarbeit, Eure MĂĽhe und Engagement.

Ihr seid SUPER!!!

Advertisements
%d bloggers like this: