Archive for the ‘ Concerts ’ Category

“EL GRECO” – a new Opera by George Hatzinasios

Dear Friends,

after a long break I decided to continue to write in my blog.

Somehow, I am missing it, from the other side not every day I am in the mood to write, sometimes I don’t have a time either..

What did I do in the past months? – oh.. I will not answer this question now – It will be a theme for my my next essays. Can not promise, I will write everything in the right time sequence.. – will concentrate on the, in my opinion most important things.

What do I now? – much easier question 🙂 I am unisono with e Greek Orthodox Easter time in Athens and working on the premiere of George Hatzinasios Opera “EL GRECO”..

George Hatzinasios - Piano score

George Hatzinasios – Piano score

I have to say, I am totally “IN” the music and the art..

I promise to write you much more about it!! 🙂

Wish you a great Friday and for my Greek Friends Happy Easter!!

Ester Easter Ostern

Dariusz

Advertisements

„Dziwne dźwięki”

w kontekście technik wykonawczych wykorzystywanych w muzyce na instrumenty dęte blaszane

Horn2

Wraz z rozwojem literatury muzycznej od baroku do romantyzmu obserwujemy coraz większe znaczenie instrumentów dętych – zarówno drewnianych jak i blaszanych. Spotykane w okresie klasycyzmu „podwójne składy” – 2 flety, 2 oboje, 2 klarnety, 2 fagoty, 2 waltornie, 2 trąbki , czasami wzbogacane o puzony – w późniejszych epokach rozrastają się często do poczwórnych rozmiarów a rozwój techniki i materiałów wykorzystywanych do budowy tychże instrumentów powoduje, że możliwe staje się uzyskiwanie coraz bardziej perfekcyjnego ich brzmienia, współbrzmienia i intonacji.

Z dzisiejszego punktu widzenia,  patrząc w kontekście historycznym, zauważyć należy bardzo widoczną zmianę w traktowaniu przez kompozytorów instrumentów dętych blaszanych w okresie Drugiej Wojny Światowej. Możemy pokusić się o podzielenie twórczości na okres przed- i powojenny. Związane jest to bezpośrednio ze zmianą kulturową jaka dokonała się podczas wojny i bezpośrednio po niej – rozwinięcie środków masowego przekazu, szerszym dostępie do edukacji i kultury etc.

Bardzo ważnym elementem w kontekście rozwoju technik stosowanych w wykorzystaniu instrumentów dętych było pojawienie się w Europie wraz z przybyciem na kontynent europejski żołnierzy amerykańskich nowych gatunków muzycznych takich jak „dixieland” czy „jazz”.  Grupy dixielandowe składające się często tylko instrumentów dętych blaszanych (czasem z towarzyszeniem saksofonów i sekcji rytmicznej przy użyciu klasycznych instrumentów poprzez zastosowanie różnorakich technik wykonawczych, imitowały egzotyczne dla tego instrumentarium brzmienia.

Również jazz przynosi nowe techniki wykonawcze jak również sposoby nieklasycznego/nieortodoksyjnego potraktowania instrumentów blaszanych.  To właśnie w tym okresie na stałe weszły do rodziny tradycyjnych technik wykonawczych nowe takie jak:

–       „half-valve” – polegającej na graniu z na półprzymkniętymi/wciśniętymi klapami

–       „tailgate” – alternatywne metody dmuchania do instrumentu polegające na zamontowaniu ustnika w innym niż standardowym miejscu

–       „tonk” (od angielskiego słowa „tongue” – język) – polegającej na tym, że instrumentalista (np. puzonista) wkładał język głęboko do ustnika tworząc jakoby trzecią wargę. Wariacją tej techniki jest również akustyczne wykorzystanie języka w ustniku w celu uzyskania dźwięków o charakterze perkusyjnym

–       „blow-and-suck” – polegającej na wytwarzaniu „dźwięków” przy użyciu zarówno powietrza wdmuchiwanego do instrumentu jak również wdychanego przez instrument

–       „shake” – ostre i szībkie tryle wargowe wskutek wibracji prawej ręki bądź odpowiednich ruchów szczęki

–       „rough rip“ – wejście na dźwięk od sekundy dolnej bez użycia wentyla

–       „rip“ – gwałtowne przejście o oktawę przez kolejne stopnie skali naturalnej

–       „chip“ (strzał z bicza) – szybkie glissando w górę ze skróconą nutą docelową

–       „growl“ (pomrukiwanie) – efekt mulitifoniczny

–       i inne..

Jedną z najważniejszych postaci, która podniósła trąbkę do roli instrumentu solowego był Louis Armstrong, którego kariera rozwinęła się w latach trzydziestych. Odegrał on znaczącą rolę w historii jazzu. Dzięki swoim umiejętnościom muzycznym oraz błyskotliwej i charyzmatycznej osobowości przekształcił jazz z prymitywnej muzyki tanecznej z murzyńskiego getta na niezwykle popularny na całym świecie gatunek muzyczny. On tez zmienił postrzeganie trąbki, która w muzyce europejskiej była instrumentem wykorzystywanym głównie w muzyce zespołowej i orkiestrowej. Armstrong połączył wypowiedź emocjonalną z nową technika gry na trąbce – techniką którą sam tworzył, kształtował i rozwijał.

Horn 3

Również Miles Davis, rozwijając zapoczątkowaną przez Armstronga na szeroką skalę karierę trąbki jako instrumentu solowego, wiele eksperymentował. Daje się to zauważyć przede wszystkim w jego nowatorskich i nieortodoksyjnych współbrzmieniach, które otworzyły nowy rozdział w kształtowaniu struktury harmonicznej muzyki jazzowej, wykorzystywanej również przez wielu kompozytorów nurtu nie jazzowego. Davis używając przeróżnych tłumików – zarówno strojonych jak i transponujących, pełnych jak i połowicznych, gumowych, drewnianych, metalowych, świadomie włączając do linii melodycznej bardziej lub mniej delikatne „slejsy” (delikatne ¼ tonowe glissanda) czy ćwierćtony pozwala nam oswajać się z „dziwnymi dźwiękami” z którymi nie spotkamy się w literaturze przedwojennej. Nie sposób nie pozbyć się wrażenia, że wiele „dziwnych dźwięków” wykorzystywanych w powojennej i współczesnej literaturze ma swoje korzenie w muzyce popularnej..

Nie oznacza to jednak, że przedwojenni „klasycy” zupełnie nie stosowali „dziwnych dźwięków” i awangardowych technik wykonawczych. Oto kilka przykładów:

Już W. Gluck w swoich operach podczas muzycznego opisu burzy wymaga od trębaczy techniki FRULATO polegającej na równoczesnym wydobyciu dźwięku przy pomocy warg i włożonym pomiędzy nie językiem czego efektem jest charakterystyczne „frrrrrrrr”.

C.M.v Weber w swoim Concertino na waltornię z orkiestrą umieszcza w kadencji WIELOTONY (multiphonics). Jest to technika polegająca na równoczesnym wydobyciu z instrumentu kilku dźwięków. Jeśli jeden dźwięk jest grany, a inny jednocześnie śpiewany interferują one ze sobą . Jeżeli oba dźwięki należą do tej samej rodziny harmonicznej, wtedy utworzą one akord. Tak więc jeśli zagramy na instrumencie dźwięk B ( b2 ) i śpiewać D (d3) –  dziesiąty stopień harmoniczny powyżej, w magiczny sposób pojawi się między nimi F (f3) i utworzy nam się akrd B-Dur.

I. Strawiński w swoim utworze Święto wiosny (1913) posłużył się techniką GLISSANDO wpisaną w partię 12 waltorni unisono. Technika ta polega w przypadku waltorni na glissandowaniu z wykorzystaniu łańcucha naturalnych alikwotów – kolejnych dźwięków łańcucha wydobytych przy użyciu tej samej kombinacji wentyli.

Zauważyć należy, że kompozytorzy „przedwojenni” używali „dziwnych dźwięków” jak również ekstremalnych rejestrów i dynamik na instrumenty dęte z reguły do celów ściśle związanych a osiągnięciem zamierzonego efektu związanego z programowością danego utworu czego przykładem dodatkowo może być L.v. Beethovena III Symfonia (1803-04) i w grupie instrumentów dętych dynamika fff w IV części czy R. Straussa Symfonia alpejska (1913) gdzie kompozytor wymaga od grupy instrumentów dętych blaszanych wykonywania dźwięków w bardzo wysokich rejestrach ekstremalnie głośnej dynamice.

Zupełnie inaczej traktują grupę instrumentów dętych blaszanych kompozytorzy „powojenni”. Ich relacja do „dziwnych dźwięków nie jest dziełem przypadku czy wypadkową dramaturgiczną – jest celem samym w sobie, odchodząc od „klasycznego” traktowania tonalności, formy muzycznej, frazy czy czasu – na bazie instrumentów dętych blaszanych stworzyli pole doświadczalne i kopalnię nowych możliwości, brzmień i dramaturgii, współgrania instrumentalisty z techniką komputerową „na żywo” wykorzystując „samplowanie” (nagrywanie dźwięków), technikę aleatoryczną, improwizację, alternatywną notację muzyczną i inne.

Do najwybitniejszych kompozytorów epoki „powojennej”, którzy w znaczący sposób przyczynili się do rozwoju współczesnych technik wykonawczych na instrumenty dęte blaszane zaliczyć możemy takie osobowości jak Anton Webern, Oliver Messiaen, Luigi Nono, Pierre Boulez, Luciano Berio, George Benjamin, Harrison Britwistle, Iannus Xenakis, Maxwell Davies, Milton Babbitt, Miles Davis, Georg Brunis, Karlheinz Stockhausen, John Kenny, Barry Anderson, Hans Werner Henze, Edgar Varèse i innych.

Najważniejszymi przykładami utworów współczesnych, które na stałe zagościły w salach koncertowych, które w sposób perfekcyjny wykorzystują nowatorskie podejście do instrumentów dętych blaszanych i wszelakie techniki wykonawcze są z pewnością takie dzieła jak:

–       A. Webern: Kammerkonzert (1935)

–       O. Messiaen: Et expescto na orkiestrę (1964)

–       G. Ligeti: Kammerkonzert (1969-70)

–       K. Stockhausen Donnerstag aus Licht (1983) na trąbkę solo

–       J. Kenny: Sonata for Alto Trombone (1995)

–       B. Anderson’s Sound the Tucket, Sonance and the Note to Mount (1984) na puzon i sampler

–       I. Xenakis: Atrées (1960) na dzisięciu muzyków

–       H. Goebbels: Herakles II (1993) na kwintet dęty

–       G. Scelsi: Maknongam (1966) na tubę solo

–       M. Davies: Sea Eagle (1982) na waltornię solo

–       E-P. Salonen: Concert etiude (2000) na waltornię solo

–       H–W. Henze: Sonata per Otto Ottoni (1987)

Klasycznym przykładem utworu łączącego w sobie współczesne techniki wykonawcze jak również zaprogramowanej dramaturgii scenicznej jest L. Berio Sequenza V (1966) na puzon solo. Utwór ten nie jest wolną improwizacją choć zapisany jest w sposób niekonwencjonalny – zamiast pięciolinii i nut, kompozytor posługuje się zbiorem znaków, strzałek, kierunków, temp, artykulacji, czasu, dynamiki, wysokości granych i śpiewanych dźwięków, nachyleniem instrumentu, kierunku w który instrumentalista ma trzymać puzon. Używa do tego takich technik jak podwójne i potrójne staccato, ekstremalne rejestry i dynamiki, tryle wentylowe i wargowe, tryle enharmoniczne, multiphonic, techniki zatykania, blow-and-suck, śpiew solowy, tonk, slide jak również akcji scenicznej.

Scena jest pusta, z wyjątkiem małej podstawce i krzesła.

Wchodzi puzonista w nieskazitelnym białym krawacie.

Unosi swój instrument w powietrze i gra jeden głośny dźwięk, wysoką nutę.

Powtarza akcję w odstępach sześciu sekund. W piątej próbie nie wydobywa się dźwięk.

itd…

itd…

Using the technical possibilities on the right way…

the idea is not new – I saw in a few publications about the possibility to have or get live streaming in internet of concerts, seminars, etc.

Yesterday, during the International Evmelia Classical Music Festival in Valis in Greece (http://www.evmelia-festival.org), the live streaming works during our concert with Chamber-music for Horn, Violin & Piano: Dariusz Mikulski, Horn (Poland) / Horia Vacarescu, Violin (Romania) / Maria Yavroumi, Piano (Greece)

IMG_0474

For a first minute I did’t won’t to believe that’s a good thing.. I was thinking and wired about the quality of the sound and the pictures as well..

After the concert I get so many “likes” via Email and on social networks – I could’t believe..

Some friends wrote:  “…hey Darius, thank You for a wonderful concert and a great performance – I had no idea – it’s possible to get a classical concert in a real time on that way…” – and many like this…

So, even I did’t seen the streaming, after the comments of my Friends I’ll say, they for this case – for making a classical (of course in general not only this one) music for FREE more popular and possible to joy is the TECHNIC used in really a right way!!!

watch_live_now_en

Have a good week 🙂

 

Gdzie się podział “Straszny Dwór”?

od wielu lat nie udawało mi się spędzić Świąt Bożego Narodzenia w Polsce – w tym roku było inaczej – bez napięcia, terminów i prób, spędziłem Święta w gronie rodziny, z rodzicami, rodzeństwem i ich pociechami. To był dla mnie fantastyczny czas – taki, o którym już zapomniałem że istnieje…

Chcąc – nie chcąc, u mojej rodziny oglądałem kilka programów w tv , na co-dzień nie posiadam takich luksusów w postaci telewizora z bogatą ofertą programów i nie mam dostępu do tylu “atrakcji”… – ku mojemu zdziwieniu okazuje się że żyjąc w telewizyjnym celibacie niczego nie tracę…

Program TVP na Święta mnie rozczarował – na dobrą sprawę nie warto było mu poświęcić więcej, niż tyle ile potrzeba aby zapoznać się z wiadomościami…

Filmy w większości już ludzie w moim wieku widzieli – bądź w kinie, bądź w poprzednich latach w TVP.

Politycy na szczęście na okres Świąt ograniczyli się do okolicznościowych życzeń bądź w sposób dla nich mało naturalny, tonowali swoje wypowiedzi, chowając codzienną mowę nienawistną pod świąteczny obrus… – niezobaczenie ich na szklanym ekranie nie powodowało żadnych wartości ujemnych…

Niecodziennie często natomiast mieliśmy okazje zobaczyć na ekranie przedstawicieli Kościoła Katolickiego, którzy moim zdaniem, poprzez swoje bądź nieprecyzyjne bądź kłamliwe wypowiedzi dotyczące np. “przemocy wobec kobiet” robili wszystko aby odstraszyć swoich wiernych od czynnego uczestnictwa w życiu i polityce kościoła..

Myślę, że przywództwo Kościoła Katolickiego w Polsce przespało trochę czas reformy społeczeństwa, które w dużej mierze, z zastraszonego i zgnębionego poprzez ustrój komunistyczny, ewoluowało do miana ludzi światłych, myślących – nie wierzących już ślepo we wszystko co słyszy z ust panów w sutannach – obojętnie czy z kościelnej ambony czy ze szklanego ekranu…

To jednak, czego osobiście mnie najbardziej brakło w telewizyjnym programie świątecznym był choćby cień kultury przez trochę większe “K”.

Jeżeli reprezentują ten rodzaj sztuki, nikomu oczywiście nie umniejszając, tylko przedstawiciele sceny kabaretowej czy zespoły (im dziwniej tym lepiej) wykonywujące kolędy to … nic tylko ręce załamać… albo zdać sobie sprawę z tego że albo JA mam coś z głową albo zawiadujący polską TVP i mający wpływ na społeczny przekaz, traktują naród jak … niedorozwiniętych emocjonalnie i nieświadomych kulturalnie pół-mózgowców…

Nie doszukałem się, w przecież misyjnej, telewizji publicznej żadnego spektaklu operowego, koncertu symfonicznego czy premiery teatralnej – jest przecież mnóstwo dzieł najwybitniejszych kompozytorów, którzy uświetnili TEN CZAS swoimi arcydziełami, niech wspomnę chociaż takich jak Bach, Mozart, Beethoven czy Vivaldi…  – ale nie szukając po lewej stronie Odry, znajdziemy polskich kompozytorów, którzy specjalnie na TEN okres tworzyli swoje arcydzieła – nie sposób tu nie wspomnieć o naszym narodowym wieszczu sztuki operowej – Stanisławie Moniuszce

Stanisław Moniuszko

i jego operze “Straszny Dwór”…

Straszny Dwor

Nie piszę tego artykułu z myślą o sobie, umiem większość dziel Moniuszki na pamięć… – żal mi po prostu, że pomimo tak wielu wypowiedzi polityków w sprawie znaczenia polskiej kultury i jej dziedzictwa (nawiasem mówiąc, dziedzictwo to bardzo nieszczęśliwe sformułowanie – jest bowiem w historii Polski wiele wątków o których wspominać bardzo by się nie chciało…) – to tak mało robi się w kierunku jej propagowania nie wspominając już o jej rozwoju… Bo jak tu mówić o rozwoju kultury bez jej dostępu do mediów…???

W tym miejscu pytam jeszcze raz: – gdzie się podział “Straszny Dwór”?

Nie wiem.. ale mam szczerą nadzieję, że w przyszłości, również na ekranach TVP, doczekamy się programów, koncertów i spektakli, które będą trafiały w gusta nie tylko tych, którzy włączając odbiornik, oczekują tylko i wyłącznie (taniej) rozrywki…

Bo w przeciwnym razie po co placic abonament…???

PS. Przed kilkoma laty, wspólnie ze Sławomirem Pietrasem, Orkiestrą Filharmonii Sudeckiej i solistami Opery Poznańskiej zrealizowaliśmy koncertową wersję tego dzieła – jest to niestety zapis niestudyjny… – jestem jednak przekonany, że dostarczy WAM emocji i wrażeń których moim zdaniem bardzo zabrakło w tegorocznym Świątecznym programie Polskiej Telewizji Publicznej…

Zapraszam do obejrzenia 🙂

Christmas and Brass

somehow I new it before…, but first now it is for me clear, that Christmas time is marked through wind-instruments-music and most of all through brass…

Christmas

If You see the literature for this spacial time of classical composers like J.S. Bach, J. Haydn, A. Vivaldi ore W.A. Mozart – the Christmas Oratories are all with winds as well…

I understand it historical… – it was much easier to set some simple wind instruments like trumpet, horn, trombone then piano ore strings… From the other side – in the european culture playing brass instruments was (and is) very popular, especially in Germany, Austria ore in the Switzerland – who never heard Trombone-Chorus in south Germany? – the wintertime and Advent-time is a really time for hundreds of concerts in Churches and other public places.

Rathaus_Weihnachten

In the present time it’s a little strange – mostly the temperature is very low and plying brass open-air ore in a could Church is not very comfortable…

But, anyhow – it’s european tradition and I have to say – LOVE this part of the year with proper music, culture and historical tradition.

For a few years, together with our Brass – quintet “Stuttgart-Consort” we manage to persuade very good composer and bassoon – player Libor Sima (SWR Stuttgart) to compose a song for Christmas: “European Christmas Suite”. How it’s sounds like? Gust listen to it there (and then in a new window – down on a screen):

Libor Sima: “European Christmas Suite” for Brass quintet

Happy Advents-time with Stuttgart-Consort Brass Quintet:)

SConsort_Brass

Powstanie i premiera Sonaty na róg i fortepian Beethovena op. 17

Gdy znany w całej europie wirtuoz rogu Johann Wenzel Stich

Giovanni Punto

przyjechał do Wiednia, (mlody) Beethoven grywał wspólnie z najsławniejszymi muzykami swojej epoki w wielu szlacheckich domach, muzykę kameralną.

Mlody Beethoven

Beethoven grywał wspólnie z najsławniejszymi muzykami swojej epoki w wielu szlacheckich domach, muzykękameralną.

Jak każdy podróżujący wirtuoz również Stich zapowiedział koncert w teatrze dworskim na dzień 18 kwietnia 1800 roku. Zorganizował ten koncert (całkowity dochód należał oczywiście do niego) i poprosił Beethovena, aby ten napisał z tej okazji Sonatę na róg i fortepian. Beethoven zgodził się, ale uczeń, a późniejszy biograf Ferdinand Ries wiedział o jej powstaniu rzecz następującą:

Kompozycję większości dzieł, które Beethoven miał stworzyć w określonym czasie, przesuwał prawie zawsze do ostatniego momentu. Tak właśnie obiecał sławnemu wirtuozowi rogu Punto, skomponować Sonatę (op. 17) na fortepian i róg, a także, że zagra na jego koncercie; koncert z Sonatą były ogłoszone, lecz Sonata nie była jeszcze nawet zaczęta.
Dzień przed przedstawieniem Beethoven zaczął pracę, a na koncert Sonata była już gotowa. Nawet, jeśli nie weźmiemy tej opowieści dosłownie, to jest ona dowodem na to, że Sonata powstała szybko, a szkiców do niej nie znaleziono.

Jeśli wierzyć uczniowi Beethovena Carlowi Czerny, Punto znacznie podpowiedział kompozytorowi, jakie rodzaje pasaży i artykulację może zastosować.

Carl Czerny

Tu cytat krytyki o premierze:

Sławny wirtuoz zatrzymał się obecnie w Wiedniu, dał niedawno koncert w teatrze dworskim, w którym tak odznaczyła się i spodobała Sonata na fortepian i róg, skomponowana przez Beethovena, a zagrana przez kompozytora oraz Sicha, że mimo nowego porządku teatralnego, który zabraniał wołania Da Capo oraz głośnego aplauzu, wirtuozi poruszeni głośnymi brawami, gdy Sonata kończyła się, zaczęli grać ją od początku.

Czasami wielkie dziela rodza sie (prawie) “na kolanie”…

Dobrego piatku 🙂

L. v. Beethoven – baaaardzo przystepnie :)

„Charakterystyczną cechą wielkich kompozycji Beethovena jest fakt, że są one prawdziwymi poematami, że usiłują przedstawić jakąś realną treść. Otóż główna przeszkoda w ich rozumieniu polega na trudności, jaką sprawia odczytanie tej treści. Beethoven był nią tak całkowicie pochłonięty, że jego najwybitniejsze utwory prawie wszystko jej zawdzięczają. Zaprzątnięty bez reszty jedną myślą nie uważał za stosowne dodawać komentarza do tematu ujętego już przez kompozycję” 

(R. Wagner 1852r.)

W ciągu swego 57-letniego życia Beethoven dokonał dwóch rzeczy na pozór niemożliwych do osiągnięcia. Po pierwsze mimo najdotkliwszego kalectwa, jakie może spotkać muzyka – głuchoty, zdołał przezwyciężyć załamanie i nie przestał komponować, tworząc w miarę dojrzewania emocjonalnego coraz doskonalsze dzieła. Po drugie zaś, w epoce, w której ciągle jeszcze muzyk traktowany był niemal na równi ze służbą dworską, Beethoven zdołał wyzwolić się od poniżającej zależności, a nawet zmusić dumnych arystokratów do okazywania mu szacunku należnego artyście. Ten wielki człowiek i zarazem nieszczęśliwy samotnik swoje niespełnione uczucia przelewał na papier nutowy, dzięki czemu dziś możemy podziwiać pełne żaru i miłości sonaty, kwartety, koncerty i symfonie. Dzięki zachowanej korespondencji dowiadujemy się, jak bardzo bolała go ta samotność, ale odnajdujemy tam też inne cechy jego charakteru – dobroć, poczucie sprawiedliwości, a niekiedy nawet nieco sarkastyczne poczucie humoru.

Beethoven – kompozytor zrewolucjonizował większość form, jakie pisał, bądź to wprowadzając nowe, nie stosowane dotąd instrumenty, bądź rozbudowując poszczególne części cyklu sonatowego, czy w końcu zwiększając ich liczbę powyżej przyjętych powszechnie czterech. Kompozytorzy romantyzmu mieli zatem ułatwione zadanie w dziedzinie tworzenia takich form, jak poemat symfoniczny, uwertura programowa, miniatura fortepianowa czy symfonia wokalno-instrumentalna, gdyż w nich i wielu innych przysłowiowy „kamień węgielny” położył Beethoven.

Dzieła Beethovena doczekały się niezliczonych interpretacji, tradycyjnie zmierzających w kierunku ukazania romantycznej osobowości kompozytora, wyrażającego w swej muzyce idee wolności i miłości. Z drugiej strony, wskazuje się również na związek estetyki Beethovena z XVIII-wiecznym uniwersalizmem i klasyczną logiką budowy form pomimo zmian, jakie w nich wprowadzał.  Stąd  twórczość Beethovena, aczkolwiek klasyfikowana w obrębie klasycyzmu muzycznego, daleko wykracza poza granice tego nurtu, zapowiadając nadejście epoki romantyzmu.

Przemiany w zakresie formy i stylu najlepiej prześledzić na przykładzie ewolucji symfonii, jaka dokonała się w dziełach tego kompozytora.

Dwie pierwsze symfonie – C – dur op.21 i D – dur op.36 wskazują na styl klasyczny, ale nie tak do końca, gdyż w II Symfonii w miejsce Menueta ( cz. III ) pojawia się po raz pierwszy Scherzo. Co prawda do Menueta powraca jeszcze w IV i VIII Symfonii, jakby chciał przypomnieć, że korzeniami mocno tkwi w epoce klasycyzmu. Zastępując Menueta formą Scherzo nadał swym symfoniom bardzo głęboki i wyraźny rys dramatyczny. To już nie salonowy, dworski taniec, ale ogniwo niosące w sobie niezwykły ładunek emocjonalny.

Kolejną symfonią wyłamującą się schematowi klasycznemu jest VI F – dur op.68 Pastoralna. Tu kompozytor posunął się jeszcze dalej rozbudowując cykl i tworząc 5 – częściowe dzieło o charakterze programowym, w którym czynnik kolorystyczny i dźwiękonaśladowczy odgrywa ważną, acz nie najważniejszą rolę. Beethoven znów „gra” na emocjach i uczuciach, a to przecież zabieg typowo romantyczny.

Jednak spośród wszystkich dziewięciu symfonii na szczególną uwagę zasługują trzy   ( nota bene najsłynniejsze ): III Es – dur op.55 Eroica, V c – moll op.67 (zwana Symfonią losu ) i IX d – moll op.125. Właśnie te dzieła wyróżniają się nowatorskim podejściem kompozytora do formy, harmonii, instrumentacji, kolorystyki i pracy tematycznej.

Tak naprawdę to nie VI, a właśnie III Symfonia zasługuje na miano prototypu symfonii programowej, gdyż ideą form programowych nie jest naśladowanie  odgłosów przyrody za pomocą odpowiednio dobranego aparatu wykonawczego – to tylko środek do osiągnięcia tego celu. Istotą form programowych jest pozamuzyczny program, który jest jedynie inspiracją dla kompozytora, a dla słuchacza ma stanowić przyczynek do uruchomienia wyobraźni. I taka jest właśnie III Symfonia – powstała dla uczczenia pamięci wielkiego człowieka, który okazał się marną istotą ludzką, pazerną na władzę i nie liczącą się z głoszonymi wcześniej ideałami. I choć w zakresie elementów dzieła muzycznego nie ma takich pojęć, to uczucia i emocje są tu czynnikiem formotwórczym i pierwszoplanowym. Niezwykle bogatą paletę barw uzyskuje tu kompozytor za pomocą doskonale dobranego aparatu wykonawczego, w którym istotną rolę odgrywają instrumenty dęte – zwłaszcza dęte blaszane. Po raz pierwszy w tej właśnie Symfonii Beethoven zwiększył ilość waltorni do trzech i zrobił to nie po to, aby uzyskać większą potęgę brzmienia, lecz głównie z powodu Tria w części trzeciej, które powierzone zostało jedynie tym instrumentom. Co za niezwykła pomysłowość – dzięki temu prostemu zabiegowi zyskuje chwilowe odprężenie, wprowadza pastoralny klimat przywodzący na myśl dalekie echa polowań. A może wręcz przeciwnie, nawołuje do walki, a sygnał rogów jest zapowiedzią wymarszu? Na tym właśnie polega programowość tej Symfonii, nic nie jest dopowiedziane do końca i każdy może przedstawić sobie taki obraz zdarzeń, jaki mu nasuwa wyobraźnia.

V Symfonia c – moll op.67 przez potomnych nazwana  Symfonią Losu czy też  Symfonią Przeznaczenia ze względu na czterodźwiękowy  motyw, który jest osnową wszystkich jej części. Tu znów zderzamy się z genialnym, nowatorskim potraktowaniem cyklu symfonicznego. Po raz pierwszy już nie jedna część, ale cała symfonia wywodzi się z tego najsłynniejszego na świecie motywu, za każdym razem poddanego innym przekształceniom, innej harmonii, instrumentacji i agogice.

Ostatnia symfonia – IX d – moll op.125 wymyka się wszelkim schematom z powodu zupełnie nowego potraktowania formy. Co prawda Beethoven trzyma się schematu czteroczęściowego, ale zamienia kolejność środkowych części, a w ostatniej wprowadza czterech solistów – wokalistów oraz czterogłosowy chór mieszany śpiewający tekst Ody do Radości F. Schillera.

Czegoś podobnego współcześni kompozytorowi słuchacze nie mogli się spodziewać, stąd uznali, że IX Symfonia to utwór nie nadający się do grania i słuchania. Pomimo wyjątkowo entuzjastycznego przyjęcia prawykonania dzieła w Wiedniu, IX Symfonia jeszcze długo potem spotykała się z obojętnością i niedowierzaniem. I potrzeba było całych stu niemal lat, aby Wagner i Liszt udowodnili Niemcom i światu, że Dziewiąta to nie dziwactwo głuchego kompozytora, lecz dzieło ponadczasowe i genialne.

Symphony No. 9 in D Minor, Op. 125: I. Allegro ma non troppo, un poco maestoso,
Dariusz Mikulski – Dirigent, Sudeten Philharmonie

Dobrego dnia z Beethovenem 🙂

%d bloggers like this: