Archive for the ‘ Work ’ Category

Gdzie się podział “Straszny Dwór”?

od wielu lat nie udawało mi się spędzić Świąt Bożego Narodzenia w Polsce – w tym roku było inaczej – bez napięcia, terminów i prób, spędziłem Święta w gronie rodziny, z rodzicami, rodzeństwem i ich pociechami. To był dla mnie fantastyczny czas – taki, o którym już zapomniałem że istnieje…

Chcąc – nie chcąc, u mojej rodziny oglądałem kilka programów w tv , na co-dzień nie posiadam takich luksusów w postaci telewizora z bogatą ofertą programów i nie mam dostępu do tylu “atrakcji”… – ku mojemu zdziwieniu okazuje się że żyjąc w telewizyjnym celibacie niczego nie tracę…

Program TVP na Święta mnie rozczarował – na dobrą sprawę nie warto było mu poświęcić więcej, niż tyle ile potrzeba aby zapoznać się z wiadomościami…

Filmy w większości już ludzie w moim wieku widzieli – bądź w kinie, bądź w poprzednich latach w TVP.

Politycy na szczęście na okres Świąt ograniczyli się do okolicznościowych życzeń bądź w sposób dla nich mało naturalny, tonowali swoje wypowiedzi, chowając codzienną mowę nienawistną pod świąteczny obrus… – niezobaczenie ich na szklanym ekranie nie powodowało żadnych wartości ujemnych…

Niecodziennie często natomiast mieliśmy okazje zobaczyć na ekranie przedstawicieli Kościoła Katolickiego, którzy moim zdaniem, poprzez swoje bądź nieprecyzyjne bądź kłamliwe wypowiedzi dotyczące np. “przemocy wobec kobiet” robili wszystko aby odstraszyć swoich wiernych od czynnego uczestnictwa w życiu i polityce kościoła..

Myślę, że przywództwo Kościoła Katolickiego w Polsce przespało trochę czas reformy społeczeństwa, które w dużej mierze, z zastraszonego i zgnębionego poprzez ustrój komunistyczny, ewoluowało do miana ludzi światłych, myślących – nie wierzących już ślepo we wszystko co słyszy z ust panów w sutannach – obojętnie czy z kościelnej ambony czy ze szklanego ekranu…

To jednak, czego osobiście mnie najbardziej brakło w telewizyjnym programie świątecznym był choćby cień kultury przez trochę większe “K”.

Jeżeli reprezentują ten rodzaj sztuki, nikomu oczywiście nie umniejszając, tylko przedstawiciele sceny kabaretowej czy zespoły (im dziwniej tym lepiej) wykonywujące kolędy to … nic tylko ręce załamać… albo zdać sobie sprawę z tego że albo JA mam coś z głową albo zawiadujący polską TVP i mający wpływ na społeczny przekaz, traktują naród jak … niedorozwiniętych emocjonalnie i nieświadomych kulturalnie pół-mózgowców…

Nie doszukałem się, w przecież misyjnej, telewizji publicznej żadnego spektaklu operowego, koncertu symfonicznego czy premiery teatralnej – jest przecież mnóstwo dzieł najwybitniejszych kompozytorów, którzy uświetnili TEN CZAS swoimi arcydziełami, niech wspomnę chociaż takich jak Bach, Mozart, Beethoven czy Vivaldi…  – ale nie szukając po lewej stronie Odry, znajdziemy polskich kompozytorów, którzy specjalnie na TEN okres tworzyli swoje arcydzieła – nie sposób tu nie wspomnieć o naszym narodowym wieszczu sztuki operowej – Stanisławie Moniuszce

Stanisław Moniuszko

i jego operze “Straszny Dwór”…

Straszny Dwor

Nie piszę tego artykułu z myślą o sobie, umiem większość dziel Moniuszki na pamięć… – żal mi po prostu, że pomimo tak wielu wypowiedzi polityków w sprawie znaczenia polskiej kultury i jej dziedzictwa (nawiasem mówiąc, dziedzictwo to bardzo nieszczęśliwe sformułowanie – jest bowiem w historii Polski wiele wątków o których wspominać bardzo by się nie chciało…) – to tak mało robi się w kierunku jej propagowania nie wspominając już o jej rozwoju… Bo jak tu mówić o rozwoju kultury bez jej dostępu do mediów…???

W tym miejscu pytam jeszcze raz: – gdzie się podział “Straszny Dwór”?

Nie wiem.. ale mam szczerą nadzieję, że w przyszłości, również na ekranach TVP, doczekamy się programów, koncertów i spektakli, które będą trafiały w gusta nie tylko tych, którzy włączając odbiornik, oczekują tylko i wyłącznie (taniej) rozrywki…

Bo w przeciwnym razie po co placic abonament…???

PS. Przed kilkoma laty, wspólnie ze Sławomirem Pietrasem, Orkiestrą Filharmonii Sudeckiej i solistami Opery Poznańskiej zrealizowaliśmy koncertową wersję tego dzieła – jest to niestety zapis niestudyjny… – jestem jednak przekonany, że dostarczy WAM emocji i wrażeń których moim zdaniem bardzo zabrakło w tegorocznym Świątecznym programie Polskiej Telewizji Publicznej…

Zapraszam do obejrzenia 🙂

Christmas and Brass

somehow I new it before…, but first now it is for me clear, that Christmas time is marked through wind-instruments-music and most of all through brass…

Christmas

If You see the literature for this spacial time of classical composers like J.S. Bach, J. Haydn, A. Vivaldi ore W.A. Mozart – the Christmas Oratories are all with winds as well…

I understand it historical… – it was much easier to set some simple wind instruments like trumpet, horn, trombone then piano ore strings… From the other side – in the european culture playing brass instruments was (and is) very popular, especially in Germany, Austria ore in the Switzerland – who never heard Trombone-Chorus in south Germany? – the wintertime and Advent-time is a really time for hundreds of concerts in Churches and other public places.

Rathaus_Weihnachten

In the present time it’s a little strange – mostly the temperature is very low and plying brass open-air ore in a could Church is not very comfortable…

But, anyhow – it’s european tradition and I have to say – LOVE this part of the year with proper music, culture and historical tradition.

For a few years, together with our Brass – quintet “Stuttgart-Consort” we manage to persuade very good composer and bassoon – player Libor Sima (SWR Stuttgart) to compose a song for Christmas: “European Christmas Suite”. How it’s sounds like? Gust listen to it there (and then in a new window – down on a screen):

Libor Sima: “European Christmas Suite” for Brass quintet

Happy Advents-time with Stuttgart-Consort Brass Quintet:)

SConsort_Brass

O rogach naturalnych dla “kochanych waltorniowych maniakow”…

Róg naturalny – to ogólne określenie dla zbudowanych w formie podobnej do współczesnego rogu wentylowego instrumentów dętych blaszanych albo innych, z których dźwięk wydobywa sie za pomocą ustnika bądź innej ustnikobodobnej formie, gdzie grający wdmuchuje powietrze na podobieństwo fajki – wdmuchiwane powietrze dostaje się cieńszą stroną, a na końcu wydobywa stroną masywniejszą, często zakończona czarą rezonansowa.

Róg naturalny nie posiada ani otworów, klap, wentyli ani na kształt puzonu suwaka  – użycie tych udogodnień technicznych powodowało by w sposób mechanicznym srócenie bądź przedłużenie strumienia powietrza a poprzez to zmianę wysikości dźwięku.

Na takim instrumencie możliwe są do wydobycie tylko dźwięki naturalne – z naturalną, nie temperowaną intonacją, układające się zgodnie z łańcuchem alikwotów.

Wyjątkiem od tego są instrumenty w których grający ma możliwość zmiany wysokości dźwięku poprzez odpowiednią technikę zatykająca badź przytykającą strumień powietrza w czarze rezonansowej rogu naturalnego.

Materiały używane do budowy:

Rogi naturalne budowane były, jak opisałem wcześniej, z najróżniejszych materiałów. Te które znamy i używamy do dzisiaj wykonane są najczęściej z miedzi lub stopów miedzi z innymi materiałamie np: złotem, a następnie lakierowane bądź polerowane. Możemy spotkać też różnego rodzaju zdobienia. Najczęściej znajdują się one na rancie czary dźwiękowej (tzw. roztrąb) bądź na początku rurki ustnikowej, w miejscu gdzie wkłada się do niej (rurki ustnikowej) ustnik. Krągliki zaś (służące do dostrajania i wylewania z instrumentu skraplającej się podczas grania wody) wykonane sa ze stopów stalowych.

Formy budowy rogu naturalnego:

Forma rogu jako instrumentu w kształcie owalnym wynika w dużej mierze z przyczym praktycznych. Do odpowiedniej wysokości i miekkiej barwy dźwięku niezbędna jest odpowiednia długość rurki akustycznej. Powietrze wdmuchiwane i intonowane przez grającego pokonuje długą drogę poprzez wiele zakrętów i załamań. Poprzez to dźświęk nigdy nie jest tak jasny i ostry jak np: na trąbce lub puzonie.

Owalna budowa ma też charakter praktyczny. Metal z którego wykonany jest instrument daje sie po wcześniejszym podgrzaniu wyginać. Dzięki temu instrument może być możliwy do stosunkowo łatwego transportu.

W zależności od rodzaju instrumentów (rogów naturalnych), trdycji historycznych i potrzeb akustycznych spotykamy się z różnym zestawieniem i pogrupowaniem instrumentów. Spotykamy rogi naturalne jako instrumenty solowe, w grupach takich samych instrumentów zestawienia unisono, wielogłosowo bądź w grupach rogów o różnych formach budowy i stroju.

Typowe rogi naturalne podzielić możemy na następujące grupy:

a)    Alphorn (róg alpejski)

Waltornia_Alphorn

 Ze względu na technikę zadęcia należy on (jak wszystkie instrumenty dęte) do grupy Aerofonów i jest wykonany ze specjalnego drewna. Nie posiada ani klap, suwaków, ani wentyli – dlatego też możliwe jest wydobycie na nim tylko dźwięków naturalnych.

Alphorn posiada specyficzny (podobny do współczesnego ustnika stosowanego w rogach wenylowych) ustnik, dzieki któremu możliwe jest kształtowanie wysokości i barwy dźwięku. Jego długość to  trzy do siedmiu metrów w zależności od stroju i barwy instrumentu.

Alphorn w zależności od ukształtowania terenu słyszalny jest już z odległości 5-10 kilometrów. Zwany też często rogiem górskim, występuje on w wielu krajach, często o bardzo odmiennych kulturach: Alpy, Karpaty, Tybet, Pireneje, Kirgizja. Należy dodać, że największą popularność wynikającą w równym stopniu z zamiłowania i tradycji zadobył / zachował Alphorn w Szwajcarii.

Pierwsza znana nam i sprawdzona dokumentacja o tym instrumencie pochodzi z roku 1527. W książce rachunkowej klasztoru Świętego Urbana znajduje się zapis o wypłaceniu honoraium dwóm waltornistom grającym na rogach górskim podczas uroczystości odpustowych z okazji czczenia Świąt Świętego Bonifacego.

W muzyce klasycznej tylko niewielu kompozytorów tworzylo dzieła na Alphorn. Do najbardziej znanych należą: Leopolda Mozarta  – SINFONIA PASTORELLA na Alphorn o orkiestrę smyczkową G-Dur i Jiri’ego Druzecky’ego (Georg Druschetzky) PARTITA NA INSTRUMENTY CHŁOPSKIE.

Do dnia dzisiejszego spotkać możemy w Szwajcarii i Bawarii warsztaty specjalizujące sie wytwarzaniu Alphorn’ów. Wspólczesne instrumenty mogą posiadać otwory strojnicze i są wykonane nie jak przed wiekami z jednego tylku z kilku, połączonych ze soba kawałków drewnianych części.

Długości Alphorn’ów z podziałem na stroje:

ES – 405 cm (Szwajcaria), E – 389 cm (Szwajcaria), F – 366 cm (Niemcy), FIS/GES – 347 cm (Szwajcaria).

Największy, do tej pory zbudowany Alphorn został zbudowany w Szwajcarii w roku 1994 i ma długość 46 metrów. Jest on utrzymany w stroju „B“.

 b)   Parafecehorn

 Parafecehorn

powstał z niego w dalszym etapie rozwoju róg myśliwski i róg książęcy – instrument dęty blaszany z rodziny aerofonów jest zwoją budową i funkcjonalnością bardzo zbliżony do rogu myśliwskiego. Jego historyczne zastosowanie to przede wszystkim polowania, gdzie na tymże instrumencie grane były sygnały myśliwskie porządkujące ceremonię polowań i organzujące ruchy polujących.

Forma budowy z dużym otworem w środku służy po to, aby grający mógł przełożyc sobie instrument przez ramie i głowę – miał wtedy obie ręce wolne do jazdy na koniu.

Instrument ten zbudowany był w stroju ES lub B. W póżniejszym czasie budowano też instrumenty z wentylem zmieniającym strój z ES na B.

Grający trzymał instrument tylko w prawej ręce. Lewa ręka służyła ewentualnie do lekkiego podtrzymania intrumentu. W przeciwieństwie do współczenej waltorni grający nie trzymał prawej ręki w czarze głosowej (roztrąbie) – grający grał na instrumencie otwartym.

Orginalny ustnik do Parforcehornu jest w formie lejkowatej z bardzo cienkim rantem co charakteryzuje bardzo przenikliwy i ostry dźwiek – słyszlny w naturalnych warunkach już z bardzo dużej odległości. Podczas polowań nie chodziło o romantyczne piekno barwy dźwięku tylko o dynamike i efekt związany zestawieniem i równoczesnym graniem na jednym bądź większej ilości instrumentów.

W muzyce klasycznej użycie tychże instrumentów miało podobny charakter. Ich pojawienie się bądź na scenie, bądź w orkiestronie symbolizowało sceny związane z polowaniem. Do najpopularniejszych należą: Carl Maria von Weber „Chór myśliwych“ z opery „Wolny strzelec“; Josef Haydn; Oratorium „Pory roku“; Giaccino Rossini: Opera „Wilhelm Tell“.

Wilhelm Tell

 

 c)    Lura 

Lura

 Lura jest jednym z najstarszych i najbardzij szlachetnych intrumentów z rodziny rogów. Zwana też często Krigstrompette – trąbka wojenna – składa się z ustnika w kielichowej formie i kilku złączonych ze sobą, polutowanych rurek. Dłudość Lury to 1,5 do 2 metrów ukształtowanych w formie litery „S“.

Najstarsze odnalezione Lury pochodzą z Norwegii, Danii, poludniowej Szwecji i północnych Niemiec – zbudowane w 13 – 7 wieku przed Chrystusem – we wczesnej epoce brązu. Do tej pory odnaleziono około 60 orginalnych instrumentów z tego okresu.

Większość Lur zostało odnazionych jako pary, które były charmonicznie zestrojone, co pozwala zakladać iż muzykowano na nich w parach, po dwa instrumenty.

Chistoryczna Lura miała bardzo duże znaczenie – dowodem na to jest fakt, że wiele z nich odnalezionych zostało w grobach ówczesnych władców. Poza tym na wielu malowidłach i rycinach z okresu brązu znaldziemy postacie lurników, zawsze podwójne symblolizujące zwyciestwo, dostatek i chwałę.

d)   Róg zimowy

 Rog zimowy

 znany też pod nazwą Róg Adwentowy. Tłumaczenie pochodzi z języka niemieckigo i oznacza (Middewinterhorn, Mittewinterhorn, Mirrewinterhorn, Midwinterhorn, Mittwinterhorn, Dewertshorn, Adventshorn) wzięte z dialektu plattdeutsch „In der Mitte des Winters“ – „W środku zimy“. Środek zimy to tradycyjnie, w ludowej gwarze ludów północnogermańskich okres Świąt Bożego Narodzenia.

To właśnie tradycyjnie podczas tych Świąt, w środku zimy używany był ten instrument jako kulminacja doniosłości związanej z tradycją religijną.

W przeciwie do Alphorn’u grający na nim nie opierał go na ziemii tylko trzymał na wyciągniętych rękach. Instrument o długości 1,3 do 1,8 metra wymagał od grającego nie tylko umiejętności technicznych ale również sporej siły.

Można wydobyć z niego osiem dźwięków o różnej wysokości. Wykonany jest z drewna i jest instrumentem solowym – grało się na nim pojedynczo – różne egzamplarze miały różne rozmiary co uniemożliwiało zestrojenie ich a tym samych stworzenie grup instrumentów o tej samej intonacji.

e)    Róg Pocztowy 

 Rog pocztowy

to jeden z najpopularniejszych rogów naturalnych. Używany już przez od czasów Średniowiecza jako istrument sygnałowy. Zbudowany w owalnej formie, z mosiądzu posiada bardzo charakterystyczny, ostry, przenikliwy, słyszalny często z bardzo dużej odległości ton. Pozbawiony wentyli róg pocztowy umożliwia wykonywanie tylko dźwieków skali naturalnej.

Długo zanim zaczęła działac zorganizowana poczta, prierwszymi, którzy zaczęli używać rogi pocztowe jako instrumentu sygnałowego byli chodowcy bydla. Dmiąc w rogi wykonane z rogów bawolich sygnalizowali oni wyruszenie ze stadem na nowe, gorskie pastwiska co było sygnałem do tego iż byli oni gotowi do przyjęcia przesyłek i listów od pozostałych mieszkańców pozostających we wiosce w celu przekazania ich sąsiadą, krewnym lub innym adresatom w sąsiednich osadach.

Pierwsze rogi pocztowe z metalu pochodzą z XV wieku. Już od XVI wieku instrument ten stał się nieodłącznym elementen pocztyliona, sygnalizującym przyjazd i odjazd kuczy. Pocztylion używał rogu myśliwskiego w sposób w jaki my współcześni używamy sygnału samochodowego – klaksonu. Trnsporty pocztowe byłu pojazdami uprzywilejowanymi i pocztylion zobowiązany był torowac sobie drogę poprzez sygnały akustyczne wydobywane przy pomocy właśnie rogu myśliwskiego. W Szwajcarii usłyszymy do tej pory klasyczny pasarz kiedy żółty samochód pocztowy przeciskał sie będzie zatłoczoną uliczką bądź niewygodną i niebezpieczną do jazdy ze względu na słabą widoczność serpentyną górską.

Gioaccino Rossini wykorzystał ten motyw w części ANDANTE swojej uwertury do opery „Willhelm Tell“

Do dnia dzisiejszego RÓG POCZTOWY jest symbolem Poczty, Znaczka listowego, Taxi, w swoich różnych formach także herbem wielu miast.

Poczta

f)     Róg Muszlowy

 Muszelka

– zwany też inaczej „Muszelka“, „Muszla“, „Trąbka Ślimakowa“ należy do najstarszych znanych instrumentów dętych. Wykonany jest on z dużych, naturalnych muszli morskich bądź muszli ślimaczych, gdzie wąski koniec zostaje spiłowany bądź zastąpiony metalowym ustnikiem o charakterystycznych dla waltornii bądź trąbek kielichowatym ustnikiem. W czasie grania na tym instrumencie powstaje specyficzny, typowy dla grupy instrumentów waltorniopodobnych przenikliwy dźwięk.

Róg muszlowy znalazł swoje odzwierciedlenie w wielu kulturach, gdzie przypisywane zostały mu przeróżne znaczenia.

W kulturze Tybetańskiego Buddyzmu znany jest on pod nazwa SANKHA albo DUNG KAR. Zestawia sie tu obok siebie dwóch grających po to, aby móc produkować nieprzerwany ton – podczas nabierania oddechu przez jednego z grających drugi zastępuje go – przez to mamy wrażenie nieskończoności dźwięku. Poza tym w kulturze tej używany jest on jako narzędzie odpychania złych energii i oprócz PARASOLA SŁONECZNEGO, WAZY, RYBY, KWIATU LOTOSU, FLAGI ZWYCIĘZCY, NIEKOŃCZĄCEGO SIĘ WĘZŁA, KOŁA – Róg Muszlowy jest ósmym symbolem szczęśliwych znaków.

Podobnie w kulturze Japonii znajdziemu ogromne znaczenie tych instrumentów szczególnie w Buddyjskiej YAMABUSHI. W wielu częściach tego kraju Rogi Muszlowe do dnia dzisiejszego są akompaniamentem rytuałów religijnych, a w rejonach wysokogórskich sygnałem oznaczającym różne, charakterystyczne dla poszczególnych regionów wartości.

W Hinduiźmie Róg Muszlowy jest oprócz Koła i Lotosu jednym z głównych symboli VISHNU – Boga Ochrony i Przetrwania. W Hinduiźmie postrzegany jest jako dziewiąte wcielenie VISHNU – dlatego też w Buddyjskich malowidłach spotykamy często charakterystyczna scenę gdzie Stary Bóg INDRA przekazuje Buddzie Róg Muszlowy jako symbol prawdy, prawości i wiary.

W Oceanii Rogi Muszlowe miały znaczenie przede wszystkiem jako instrumenty sygnałowe.

Najstarsze odnalezione instrumenty pochadzo z terenu ówczesnej Syrii, gdzie używane były jako instrumenty kulturowe już 2.000 lat przed Chrystusem.

Znane nam są także dowody na to, że Róg Muszlowy miał zastosowanie także w obrzędach religijnych w Ameryce Południowej – w kulturze Meksyku znany jest on pod nazwą TECCIZTLI, PUTUTU albo QUIQUIZTLI i używany był podzczas modlitw i składania ofiar Bogom Deszczu.

 Muszelka2 

Dobrego weekendu 🙂

Powstanie i premiera Sonaty na róg i fortepian Beethovena op. 17

Gdy znany w całej europie wirtuoz rogu Johann Wenzel Stich

Giovanni Punto

przyjechał do Wiednia, (mlody) Beethoven grywał wspólnie z najsławniejszymi muzykami swojej epoki w wielu szlacheckich domach, muzykę kameralną.

Mlody Beethoven

Beethoven grywał wspólnie z najsławniejszymi muzykami swojej epoki w wielu szlacheckich domach, muzykękameralną.

Jak każdy podróżujący wirtuoz również Stich zapowiedział koncert w teatrze dworskim na dzień 18 kwietnia 1800 roku. Zorganizował ten koncert (całkowity dochód należał oczywiście do niego) i poprosił Beethovena, aby ten napisał z tej okazji Sonatę na róg i fortepian. Beethoven zgodził się, ale uczeń, a późniejszy biograf Ferdinand Ries wiedział o jej powstaniu rzecz następującą:

Kompozycję większości dzieł, które Beethoven miał stworzyć w określonym czasie, przesuwał prawie zawsze do ostatniego momentu. Tak właśnie obiecał sławnemu wirtuozowi rogu Punto, skomponować Sonatę (op. 17) na fortepian i róg, a także, że zagra na jego koncercie; koncert z Sonatą były ogłoszone, lecz Sonata nie była jeszcze nawet zaczęta.
Dzień przed przedstawieniem Beethoven zaczął pracę, a na koncert Sonata była już gotowa. Nawet, jeśli nie weźmiemy tej opowieści dosłownie, to jest ona dowodem na to, że Sonata powstała szybko, a szkiców do niej nie znaleziono.

Jeśli wierzyć uczniowi Beethovena Carlowi Czerny, Punto znacznie podpowiedział kompozytorowi, jakie rodzaje pasaży i artykulację może zastosować.

Carl Czerny

Tu cytat krytyki o premierze:

Sławny wirtuoz zatrzymał się obecnie w Wiedniu, dał niedawno koncert w teatrze dworskim, w którym tak odznaczyła się i spodobała Sonata na fortepian i róg, skomponowana przez Beethovena, a zagrana przez kompozytora oraz Sicha, że mimo nowego porządku teatralnego, który zabraniał wołania Da Capo oraz głośnego aplauzu, wirtuozi poruszeni głośnymi brawami, gdy Sonata kończyła się, zaczęli grać ją od początku.

Czasami wielkie dziela rodza sie (prawie) “na kolanie”…

Dobrego piatku 🙂

zniknal mi internet…

kochani, niesamowite – dzis na pol dnia zniknal mi internet… bez kontaktu, bez FB, TT, MS and Co…

Ku niedowiarkom – czulem sie bardzo  dobrze – bedac w PL, na zapomnianej przez tzw. Boga wsi dotarlo do mnie, ze jestem naprawde ZAPOMNIANY – i co? i NIC…

Nic sie nie stalo – bylem w lesie, pobiegalem, pocwiczylem na waltornii, poczytalem listy Mozarta i internet wrocil – nie wiem czy sie cieszyc czy smucic…

Zycie nasze i tworczosc to wynik wielu zdarzen – niemieckie przyslowie “Mann weisst nich wofür es gut ist” sprawdza sie jak malowanie – politycy niech sobie gadaja ale dla nas, zwyklych zjadadczy chleba nie ma to zbyt wielkiego znaczyenia…

Jutro bedzie znowu o Beethovenie 🙂

Dobrego wieczoru !!!

“…Raz na wozie – raz na wozie…”

na dobra sprawe wszystko jest bardzo proste – “raz na wozie – raz pod wozem…”

Kazdy z nas “przerabia” to kazdego dnia…

I nie byloby w tym nic dziwnego – oprocz tego, ze sprobuje WAS namowic do potrzegania w znaczenieu “raz na wozie – raz na wozie” 🙂 – poniewaz wszystko co nas spotaka jest bardzo pozytywne i bardzo tworcze.

Chwilowy brak osiagania (siagniecia) zamierzonych efektow nie jest, nie powinien byc byc, nie moze byc spostrzegany jako porazka badz kleska! – to tylko swoisty zart losu 🙂 –

Jest w niemczech takie przyslowie: “Man weisst nicht wofür es gut ist” – sprawdza sie jak najbardziej rowniez w polskiej mentalnosci – czasami po prostu nie wiemy “dlaczego jest to dobre…”

Nos do gory – wszystko ma swoj sens – a to, ze dzisiaj tego nie rozumiemy o niczym nie swiadczy 🙂

Nasze sukcesy sa tak samo wazne jak nasze porazki – cialo czlowieka stworzone jest w ponad 70-ciu procentach z wody – woda dazy do rownowagi – im wiecej w nas i naszym zyciu sukcesow – tym wiecej bedzie porazek – wszystkiego po rowno 🙂

Przezywacie? radujecie sie? smucicie? – nikt WAS nie rozumie? – BRAWO!!! tak ma byc – dajcie sie poniesc emocjom i uczuciom – wzloty i upadki sa naturalne – nie wstydzcie sie Waszych porazek i swietujcie sukcesy – w obu przypadkach jestem z WAMI 🙂

Moi drodzy blogoczytacze – zecze WAM pieknego wieczoru i dobrego nastroju na reszte tygodnia

Komentujmy kochani – komentujmy IMIENNIE…

od jakiegos czasu zaczalem spisywac swoje przemyslenia na blogu – dostaje wiele Waszych opinii i komentarzy na privat – dziekuje 🙂 – ale mam ogromna prosbe: komentujcie kochani i piszcie o swoich (rowniez niezgodach) oficjalnie!!!

Zyjac w “kieracie” – zamurowanym wielometrowym murem  – srodowisku – mamy wrazenie, ze nie mamy na nic wplywu – wykonujemy nasze codzienne zadania majac wrazenie “dobrze spelnionego obowiazku”…

Prawdopodobnie JA, bardziej niz ktokolwiek z WAS, wiem co to znaczy szantaz realny, szantaz emocjonalny, szantaz spoleczny czy jeszcze jakis inny… szantaz…

Nie bojmy sie wypowiadac naszych mysli – nasz glos nie tylko sie LICZY ale jest KLUCZOWY!!!

Tak dlugo jak NIC nie mowimy, nie piszemy, nie publikujemy, nie komentujemy – tak dlugo nie zabieramy glosu w debacie publicznej…

Dlatego prosze 🙂 – nos do gory!!! pioro w dlon!!!

Niech NAS widza, niech NAS slysza!!!

A C-Dur podane przez waltornie w pierwszej symfonii Brahmsa jest CZADEM!!!

Kocham Muzyke, Sztuke, Mozarta i WAS 🙂

L. v. Beethoven – baaaardzo przystepnie :)

„Charakterystyczną cechą wielkich kompozycji Beethovena jest fakt, że są one prawdziwymi poematami, że usiłują przedstawić jakąś realną treść. Otóż główna przeszkoda w ich rozumieniu polega na trudności, jaką sprawia odczytanie tej treści. Beethoven był nią tak całkowicie pochłonięty, że jego najwybitniejsze utwory prawie wszystko jej zawdzięczają. Zaprzątnięty bez reszty jedną myślą nie uważał za stosowne dodawać komentarza do tematu ujętego już przez kompozycję” 

(R. Wagner 1852r.)

W ciągu swego 57-letniego życia Beethoven dokonał dwóch rzeczy na pozór niemożliwych do osiągnięcia. Po pierwsze mimo najdotkliwszego kalectwa, jakie może spotkać muzyka – głuchoty, zdołał przezwyciężyć załamanie i nie przestał komponować, tworząc w miarę dojrzewania emocjonalnego coraz doskonalsze dzieła. Po drugie zaś, w epoce, w której ciągle jeszcze muzyk traktowany był niemal na równi ze służbą dworską, Beethoven zdołał wyzwolić się od poniżającej zależności, a nawet zmusić dumnych arystokratów do okazywania mu szacunku należnego artyście. Ten wielki człowiek i zarazem nieszczęśliwy samotnik swoje niespełnione uczucia przelewał na papier nutowy, dzięki czemu dziś możemy podziwiać pełne żaru i miłości sonaty, kwartety, koncerty i symfonie. Dzięki zachowanej korespondencji dowiadujemy się, jak bardzo bolała go ta samotność, ale odnajdujemy tam też inne cechy jego charakteru – dobroć, poczucie sprawiedliwości, a niekiedy nawet nieco sarkastyczne poczucie humoru.

Beethoven – kompozytor zrewolucjonizował większość form, jakie pisał, bądź to wprowadzając nowe, nie stosowane dotąd instrumenty, bądź rozbudowując poszczególne części cyklu sonatowego, czy w końcu zwiększając ich liczbę powyżej przyjętych powszechnie czterech. Kompozytorzy romantyzmu mieli zatem ułatwione zadanie w dziedzinie tworzenia takich form, jak poemat symfoniczny, uwertura programowa, miniatura fortepianowa czy symfonia wokalno-instrumentalna, gdyż w nich i wielu innych przysłowiowy „kamień węgielny” położył Beethoven.

Dzieła Beethovena doczekały się niezliczonych interpretacji, tradycyjnie zmierzających w kierunku ukazania romantycznej osobowości kompozytora, wyrażającego w swej muzyce idee wolności i miłości. Z drugiej strony, wskazuje się również na związek estetyki Beethovena z XVIII-wiecznym uniwersalizmem i klasyczną logiką budowy form pomimo zmian, jakie w nich wprowadzał.  Stąd  twórczość Beethovena, aczkolwiek klasyfikowana w obrębie klasycyzmu muzycznego, daleko wykracza poza granice tego nurtu, zapowiadając nadejście epoki romantyzmu.

Przemiany w zakresie formy i stylu najlepiej prześledzić na przykładzie ewolucji symfonii, jaka dokonała się w dziełach tego kompozytora.

Dwie pierwsze symfonie – C – dur op.21 i D – dur op.36 wskazują na styl klasyczny, ale nie tak do końca, gdyż w II Symfonii w miejsce Menueta ( cz. III ) pojawia się po raz pierwszy Scherzo. Co prawda do Menueta powraca jeszcze w IV i VIII Symfonii, jakby chciał przypomnieć, że korzeniami mocno tkwi w epoce klasycyzmu. Zastępując Menueta formą Scherzo nadał swym symfoniom bardzo głęboki i wyraźny rys dramatyczny. To już nie salonowy, dworski taniec, ale ogniwo niosące w sobie niezwykły ładunek emocjonalny.

Kolejną symfonią wyłamującą się schematowi klasycznemu jest VI F – dur op.68 Pastoralna. Tu kompozytor posunął się jeszcze dalej rozbudowując cykl i tworząc 5 – częściowe dzieło o charakterze programowym, w którym czynnik kolorystyczny i dźwiękonaśladowczy odgrywa ważną, acz nie najważniejszą rolę. Beethoven znów „gra” na emocjach i uczuciach, a to przecież zabieg typowo romantyczny.

Jednak spośród wszystkich dziewięciu symfonii na szczególną uwagę zasługują trzy   ( nota bene najsłynniejsze ): III Es – dur op.55 Eroica, V c – moll op.67 (zwana Symfonią losu ) i IX d – moll op.125. Właśnie te dzieła wyróżniają się nowatorskim podejściem kompozytora do formy, harmonii, instrumentacji, kolorystyki i pracy tematycznej.

Tak naprawdę to nie VI, a właśnie III Symfonia zasługuje na miano prototypu symfonii programowej, gdyż ideą form programowych nie jest naśladowanie  odgłosów przyrody za pomocą odpowiednio dobranego aparatu wykonawczego – to tylko środek do osiągnięcia tego celu. Istotą form programowych jest pozamuzyczny program, który jest jedynie inspiracją dla kompozytora, a dla słuchacza ma stanowić przyczynek do uruchomienia wyobraźni. I taka jest właśnie III Symfonia – powstała dla uczczenia pamięci wielkiego człowieka, który okazał się marną istotą ludzką, pazerną na władzę i nie liczącą się z głoszonymi wcześniej ideałami. I choć w zakresie elementów dzieła muzycznego nie ma takich pojęć, to uczucia i emocje są tu czynnikiem formotwórczym i pierwszoplanowym. Niezwykle bogatą paletę barw uzyskuje tu kompozytor za pomocą doskonale dobranego aparatu wykonawczego, w którym istotną rolę odgrywają instrumenty dęte – zwłaszcza dęte blaszane. Po raz pierwszy w tej właśnie Symfonii Beethoven zwiększył ilość waltorni do trzech i zrobił to nie po to, aby uzyskać większą potęgę brzmienia, lecz głównie z powodu Tria w części trzeciej, które powierzone zostało jedynie tym instrumentom. Co za niezwykła pomysłowość – dzięki temu prostemu zabiegowi zyskuje chwilowe odprężenie, wprowadza pastoralny klimat przywodzący na myśl dalekie echa polowań. A może wręcz przeciwnie, nawołuje do walki, a sygnał rogów jest zapowiedzią wymarszu? Na tym właśnie polega programowość tej Symfonii, nic nie jest dopowiedziane do końca i każdy może przedstawić sobie taki obraz zdarzeń, jaki mu nasuwa wyobraźnia.

V Symfonia c – moll op.67 przez potomnych nazwana  Symfonią Losu czy też  Symfonią Przeznaczenia ze względu na czterodźwiękowy  motyw, który jest osnową wszystkich jej części. Tu znów zderzamy się z genialnym, nowatorskim potraktowaniem cyklu symfonicznego. Po raz pierwszy już nie jedna część, ale cała symfonia wywodzi się z tego najsłynniejszego na świecie motywu, za każdym razem poddanego innym przekształceniom, innej harmonii, instrumentacji i agogice.

Ostatnia symfonia – IX d – moll op.125 wymyka się wszelkim schematom z powodu zupełnie nowego potraktowania formy. Co prawda Beethoven trzyma się schematu czteroczęściowego, ale zamienia kolejność środkowych części, a w ostatniej wprowadza czterech solistów – wokalistów oraz czterogłosowy chór mieszany śpiewający tekst Ody do Radości F. Schillera.

Czegoś podobnego współcześni kompozytorowi słuchacze nie mogli się spodziewać, stąd uznali, że IX Symfonia to utwór nie nadający się do grania i słuchania. Pomimo wyjątkowo entuzjastycznego przyjęcia prawykonania dzieła w Wiedniu, IX Symfonia jeszcze długo potem spotykała się z obojętnością i niedowierzaniem. I potrzeba było całych stu niemal lat, aby Wagner i Liszt udowodnili Niemcom i światu, że Dziewiąta to nie dziwactwo głuchego kompozytora, lecz dzieło ponadczasowe i genialne.

Symphony No. 9 in D Minor, Op. 125: I. Allegro ma non troppo, un poco maestoso,
Dariusz Mikulski – Dirigent, Sudeten Philharmonie

Dobrego dnia z Beethovenem 🙂

Uczymy, uczymy… ale jak?

do napisanie tego artykulu – a wlasciewie komentarza – sprowokowal mnie raport, ktory ukazal sie na lamach Gazety Prawnej, ktorego fragmenty w dalszej czesci (ukosna czcionka) cytuje.

Zarowno moj komentarz jak i cytowany przeze mnie tekst sa uzupelnieniem danych o sytuacji na polskich uczelniach wyzszych, publikowanych w ostatnim czasie przez Gazete Wyborcza i inne media – dotyczacych pozycji polkich uczelni wyzszych w rankingach swiatowych dotyczacych szkolnictwa wyzszego.

Mysle, ze warto zastanowic sie nad powodem tej sytuacji, mozliwosciami podwyzszenia poziomu i znaczenia poslkiego szkolnictwa – jako kraj mamy przeciez wspaniale tradycje siegajace jeszcze czasow Jagiellonow…

Piszac ten artykul powoduje mna rowniez, a nawet przede wszystkim, troska o przyszlosc szkolacych sie w Polsce studentow – ich dalsza szanse rozwoju i dzialania w srodowisku europejskim – jestesmy przeciez czlonkami EU – musimy, moim zdaniem, nawiazywac do najlepszych, czerpac od nich wzorce pozytywne, rozwijac te dziedziny w ktorych mamy realna szanse osiagnac zamierzony – swiatowy sukces.

“…Obcokrajowcy stanowią zaledwie nieco ponad 1 proc. studentów uczących się na polskich uczelniach. To najmniej wśród wszystkich krajów UE – wynika z raportu  Studenci Zagraniczni w Polsce 2013.

Polska, obok Chorwacji, jest pod tym względem najmniej umiędzynarodowionym krajem Unii Europejskiej – informuje w raporcie Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

Obecnie w Polsce studiują ponad 24 tysiące studentów zagranicznych z 141 krajów. To prawie 4 tysiące więcej niż w roku 2011, jednak nadal stanowią oni zaledwie 1,1 proc. wszystkich studentów.

„To nie tylko znacząco mniej niż w najwyżej rozwiniętych krajach Zachodu czy w Chinach, ale też mniej niż u naszych sąsiadów: w Czechach, na Węgrzech, Słowacji, Słowenii, Litwie, Łotwa, Estonii, a nawet w Bułgarii i Rumunii” – informuje w przesłanym PAP komunikacie Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

Jak podają autorzy raportu, Polska pozostaje, obok Chorwacji, najmniej umiędzynarodowionym krajem członkowskim UE i jednym z najniżej umiędzynarodowionych w OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Można jednak zauważyć pewną poprawę w tej dziedzinie, bo jeszcze pięć lat temu stanowili oni zaledwie 0,6 proc. wszystkich studentów.

Najwięcej studentów zagranicznych przyjeżdża na polskie uczelnie z krajów sąsiedzkich – Ukrainy (6321) i Białorusi (2937). Kolejne miejsca zajmują Norwegowie (1514), Szwedzi (1162) i Amerykanie (970).

„Dynamicznie rosnącą grupą studentów zagranicznych na polskich uczelniach są Hiszpanie. W tej chwili studiuje ich w naszym kraju 1177. Najchętniej wybierają oni studia techniczne” – czytamy w przesłanym PAP raporcie.

W porównaniu ze średnią światową, w Polsce uczy się niewielu studentów z Azji, w dodatku ich liczba ciągle spada. W Polsce studiuje tylko 565 Chińczyków, 533 Tajwańczyków, 215 Hindusów i 197 Wietnamczyków.

Za to wciąż rośnie liczba studentów z Ukrainy na polskich uczelniach. Polska, obok Rosji i Niemiec, jest najchętniej wybieranym krajem przez studentów z tego kraju. Od 2000 roku liczba ich wzrosła ponad dwukrotnie.

„Na świecie ponad 4 miliony studentów wybiera studia poza granicami swojego kraju. Do roku 2020 liczba ta ma się podwoić. Ponad połowa międzynarodowych studentów to Azjaci. Znakomitą większość studentów z zagranicy goszczą uczelnie krajów OECD. Spośród nich najchętniej wybierane są: Stany Zjednoczone, Australia, Wielka Brytania, Niemcy i Francja. Do tych krajów trafia ponad połowa wszystkich studentów zagranicznych w skali globu” – informuje Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

W skali globalnej, rynek studiów międzynarodowych przynosi krajom goszczącym studentów zagranicznych około 80-90 miliardów dolarów rocznie. W Polsce – podają przedstawiciele fundacji – szacunkowy wkład studentów zagranicznych dla gospodarki, to w tej chwili około 100 milionów euro rocznie.

Raport „Studenci zagraniczni w Polsce 2013″ oparty jest na niepublikowanych danych GUS a także na danych OECD, UNESCO i Eurostat. Publikacja powstała w ramach wieloletniego programu promocji polskich uczelni za granią „Study in Poland”, prowadzonego wspólnie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Fundację Edukacyjną Perspektywy…)

Jako nuczyciel akademicki pracujacy m.in. w Polsce, jako osoba studiujaca i mogaca poszczycic sie dyplomami wyzszych uczelni z Lodzi, Stuttgartu i indeksem Mozarteum z Salzburga, jestem zywo zainteresowany jak najwyzszym poziomem ksztalcenia i wyksztalcenia mlodziezy studiujacej na polskich uczelniach.

Wydaje mi sie, ze statyski probuja przekazan nam pewne przeslanie mowiace o tym, ze konieczna jest dyskusja na temat podniesienia poziomu i jakosci tegoz szkolenictwa – dokladanie nam – wykladowca – coraz wiecej “pracy papierkowej”, obowiazkowych sprawozdan i moim zdaniem, zupelnie niepotrzebnych rubryk do wypelniania nie przeklada sie i nigdy nie bedzie przekladac na jakosc prowadzonych przez nas seminariow…

Oczywiscie zawsze mozna stwierdzic ze “nauka jest niedofinansowana” – to truizm – mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze “WSZYSTKO jest niedofinansowane”…

Ale czy dodatkowy mld. na nauke (przeznaczony w przewazajacej mierze na wynagrodzenia dla wykladowcow) bedzie mial bezposredni wplyw na poprawe jakosci szkolenia? Czy tylko podniesienie zarobkow wykladowcow, ktorzy sa oczywiscie niedofinansowani, bedzie mial wplyw na statystki polskich uczelni?

Oczywistoscia jest rowniez fakt, ze bez odpowiednio wysokich nakladow na badania i publikacje – bez odpowiedniej infrastruktury – osiagniecie zamierzanego efektunie jest po prostu niemozliwe.

Czy nasz polski system szkolenia oparty przede wszystkim na rozbudowanym do niespotykanych gdzie indziej rozmiarow metodach sprawdzania – egzaminow, kolokwiow, przesluchan, testow etc jest tym, ktory sprawdza sie w praktyce? – jak pokazuja statystyki – JUZ NIE…

Czy przypadkiem fakt, ze aby uzyskac w Polsce tytul PROFESORA trzeba ukonczyc lat 50, gdzie nie sa wazne umiejetnisci, wiedza i osiagniecia wykladajacychw kontekscie ich awansu akademickiego nie sa czynnikiem demotywujacym? – Znam w innych krajach euopejskich doktorow i profesorow w wieku lat dwudziestu kilku… – jakos nikomu to nie przeszkadza – jezli sa DOBRZY i maja OSIAGNIECIA to dlaczego ich blokowac…???

Zastanowmy sie rowniez nad teza czy przypadkiem SWIAT naukowy nie wyprzedzil Polski w podejsciu do STUDENTA? – to przeciez ON powinien byc podmiotem STUDIOW… Czy przypadkiem nie byloby zasadne zastanowic sie nad struktura zarzadzania, organizowania i finansowania polskiego szkolnictwa? Sposobem rozdzielania dostepnych srodkow? Slynne jez wystapienie Premiera D. Tuska i wspolna z Kanclerz A. Merkel konferencja prasowa na ktorej wypowiedzial teze “MADRZE WYDAWAJ” wyrazona w kontekscie gospodarowania przez Polsce srodkami unijnymi nie powinna miec zastosowania rowniez w kontekscie EDUKACJI?

Bede bardzo wdzieczny za Panstwa komentarze i zabranie glosu w dyskusji – przeciez tylko dzieki wspolnym pomyslom i zaangazowanej pracy jestesmy w stanie spelniac godnie nasza misje sluzenia spoleczenistwu i pracy na rzecz jak najlepszego ksztalcenia mlodych pokolen…

Dobrej soboty WAM zycze i serdecznie pozdrawiam 🙂

Wild Eastern? NO!!!!!

my dear Friends, not everyday i do have the possibility to share with You my thoughts – specially about the live and work like a musician, like an artist in eastern Europe and Asian.

Also for my it´s always big experience to work with orchestras from eastern Europe or Asian but really very important one. The tradition of romantic and making Music together, chorus singing, making music on traditional Art together and most of all the SPACE…

I’ve never in my life felled so free then on Kazakh step… The feeling I’am free and can go, where I want to.. Ore horses which are running free… – all of this I never saw before…

Great musicians – fantastic people!!! Spatially the ladies – whowwwww – incredible!!! – during the russian revolution, then the first and the second World War where the INTELLIGENCE send to Kazakhstan to work any mostly to dyad…

The women in the Orchestra I worked with where rally very interesting – with european, asian, russian, and I d’not know what more kinds of the characteristically faces, hairstyles etc – but one thing was the same for all of them – they where very sensitive, all new about it and closed it under the mask of being cool and could.

Just anther story with the making music together – we where really friends on the stage – without political and historical differences ore antagonisms. FANTASTIC!!!!

Sometimes I think myself, how could by by the World without tabloids and cheap TV channels… and of course a few which I know very dangerous idiot – politicians… from the first ore third pages of international press…

Maybe in this case the people will have more ambitions to travel, learn foreign languages, want to know about different cultures, traditions, food and most of all to respect all together…

Now I know – there is no wild Eastern – there is unfortunately no time for life and for making ART by the most of population in West-Europa…

What do You think?

%d bloggers like this: