Posts Tagged ‘ dyrygent ’

Johannes Brahms and Hungarian Dances in Bangkok with TPO

Dear friends,

vor a few months we performed J. Brahms´s Hungarian Dances with the Thailand Philharmonic Orchestra (TPO) in Bangkok. All together, wrote Brahms 21 small pieces in hungarian style for piano and 2 pianos. This pieces where so popular, that Brahms made orchestration for 3 of them – No 1, No 3 and No 10.

Orchestration for other dances have made composers like A. Dvorak, A. Hallen, P. Juon, M. Schmeling, H. Gal, A. Parlow and I. Fischer.

I am every time, I listen to the performance from Bangkok with very talented young artist of the Thailand Philharmonic wondering – how marvelous they played and how great the dances are… Thank You TPO!!!

Enjoy the music 🙂

 

 

Advertisements

Gdzie sa polskie uniwersytety? W swiatowych rankingach z pewnoscia ich nie ma…

oto tytul artykulu Marka Wojciechowskiego, ktory ukazal sie na stronie “natemat.pl”

Cytuje on w nim fakt, iz na liscie 700-set swiatowych uniwersytetow brak jast jakiejkolwiek uczelni z Polski. Jako nauczyciel akademicki jestem tym tematem w sposob naturalny bardzo zainteresowany i boli mnie fakt, ze w konfrantacji i innymi uczelniami te “nasze” – “pije mleko, slucham Chopina i spiewam Moniuszke” – wypadaja gorzej niz “blado”

Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii na ten temat – bede bardzo wdzeczny za konstruktywna krytyke i pomysly na zmiane obecnej sytuacji.

Komentujcie prosze – obiecuje, ze postaram sie odpowiadac 🙂

MOZART – nie dla Polski… nie dla Polakow ???

nie ma, nie bylo i jeszcze dlugo nie bedzie w dziedzinie sztuki artystycznej tak znaczacej – genialnej postaci jaka byl, jest i pozostanie Wolfgang Amadeus Mozart.

Jego opera i pianistyka pozostawila nam, potomnym obraz osoby tak genialnej, ze wszyscy znani mi interpretatorzy i kompozytorzy, nie pozostawiaja cienia watpliwosci co do tego, iz wprost nieziemska sile geniuszu wielkiego mistrza zostawia daleko za soba wszystkich tych, ktorzy w jego geniusz powatpiewac sie odwarzali…

Wokalisci powiedza:

– to jest balsam dla glosu

– to jest abecadlo wokalne

– to jest podstawa podstawy

– to jest nieskonczonosc w geniuszu

Instrumentalisci ogranicza sie raczej do stwierdzenia:

– klasycznosci

– kontrolowanej klasyczna doskonaloscia wirtuozerii

– swiadomoscia wyrazowa trescii artystycznej

– doskonaloscia klsycznej formy w konfrontacji ze swiadomoscia mozliwosci wykonawczych i interpretacyjnych zalozen programowych i brzeniowych danych partii grup instrumentalnych…

Tych teoretycznych dywagacji moge snuc jeszcze wiele – obawiam sie jednak, ze w miare rozwoju mojego (bardzo niemojego) jezyka teoretykow muzycznych, tracil bede na czytelnosci tego felietonu – koncze wiec pokornie 🙂

Moi drodzy przyjaciele i krytycy – piszac ten felieton, wypowiadam sie w swoim imieniu, majac na uwadze tylko i wylacznie nasz wspolny – i tu nie zartuje NARODOWY interes!!! – nie ma narodu na swiecie i spolecznosci kulturowej – kulturalnej, ktora w dziedzinie sztuki klasycznej nie uznaje wielkosci Wolfganga Amadeusza Mozarta!!!

Jestem oburzony tym, iz Polska, szczycac sie wspanialymi osiagnieciami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ktorych to w najmniejszym stopniu krytykowac nie mam zamiaru, pozwala na degrengolade programowa w postaci zaprzestania, badz przyzwolenia na zaprzestanie finansowania tak kluczowych dla utrzymania poziomu i rozwoju swiadomosci spolecznej, artystycznej i narodowosciowej istytucji kultury jaka sa Warszawska Opera Kameralna czy inne artystycznie ukierunkowane szkoly muzyczne badz instucje kultury o programowo podobnym profilu!!!

NIE, NIE, NIE!!!

Nie macie do tego prawa Panowie Ministrowie i wybrani demokratycznie sprawujacy prawo i wladze w Polsce!!!

Macie obowiazek – nawet w sytuacji, kiedy nie pozwala WAM na to wasz “swiadomy” punkt widzenia – uszanowac DOGMATY kultury europejskiej.

Obsceniczne stawianie na jednej linii Berlina, w rozumieniu potocznym NIEMIEC w ktorych funkcjionuje prawie 400 Orkiestr Symfonicznych – nie liczac innych – detych i regionalnych (W POLSCE DLA POROWNANIA jest ich prawie 30) czy MOSKWY (z ponad 1.000 teatrami) jest bezczelnym oszukiwaniem narodu, godzacym w najprawdziwsze i najszczersze uczucia – nieprzyzwoitym oszustwem!!!

Jedynym sposobem na rozwoj zycia kulturalnego w Polsce jest inwestowanie w kulture, talent mlodych ludzi i MOZARTA!!!

Nie ma kultury bez MOZARTA!!!

Jedynym Teatram Operowym w Polsce, ktory przedstawia wszystkie jego dziela operowe jest Warszawska Opera Kameralna!!!

Zamach na jej egzystencje jest dowodem na brak swiadomosci tych “wielkich” ktorzy o jej egzystencji na poziomie finansowym decyduja!!!

Nie ma kultury bez MOZARTA!!!

PS.: W porownaniu ze srodkami przeznaczanymi na populistyczne EURO – wydatek bardzo niewielki – natomiast w perspektywie rozwoju (badz jej braku) kultury polskiej – o priorytetowym znaczeniu!!!

MOZART – nie dla Polski… nie dla Polakow???

Justus Frantz i nasz koncert w Walbrzychu – Beethoven: Koncert na fortepian orkiestre nr 5 “Cesarski”

spedzając kilka wolnych chwil z moją córką Alexandrą w Schwarzwaldzie (niedaleko Stuttgartu – miejsca jej zamieszkania) włączyłem radio i uslyszałem wspaniałe wykonanie koncertu fortepianowego R. Schumanna. Wysłuchałem go do końca ciekaw nazwiska interpretatora. Okazal się nim Justus Frantz, jeden z największych i najsławniejszych niemieckich pianistów we wspaniałym nagraniu z orkiestrą Konzerthaus Zuerig. Postanowiłem natychmiast do niego zadzwonić i pogratulować – znamy się od ponad 15 – stu lat, zagraliśmy razem więcej niż 50 wspólnych koncertów…  Odebrał po kilku sygnałach i – typowo dla niego – mówi/krzyczy (po polsku): Panie Dariuszu! a później po rosyjsku – chociaż mówię natywnie po niemiecku często rozmawiamy po rosyjsku (dlaczego ???) „…U mienia tepier repeticja, posluszajtie mnie i pozwontie potom…“

Cały Justus – nic się nie zmienił. Podczas próby ze swoją orkiestrą (jest założycielem i dyrektorem) Philharmonie der Nationan (Orkiestra Narodów) ma właczony telefon i w momencie kiedy ktoś dzwoni po prostu odbiera i dzwoniący ma okazję posłuchać próby

„… to mój wkład w rozwój kultury i próba umuzykalniania społeczeństwa…“ – mówi Justus.

Dzwonię do niego wieczorem, gratuluję mu, rozmawiamy o różnych żeczach, wspominamy. W pewnym momencie wpadam na (wydawało mi się mało realny pomysł) i zapraszam Justusa na koncert do Wałbrzycha. Pyta mnie jeszcze raz dokąd ma przyjechac. Mówię mu WAŁBRZYCH. Trochę trudno mu wymówic… W końcu umawiamy się na lotnisku w Dreźnie – z tamtąd to tylko trzy godziny jazdy samochodem. Te informacje mu wystarczyły.

1.11.07 okolo godz. 13:15 odbieram Justusa z lotniska w Dreźnie. Towarzyszy mu Jutta von Harmstoft.

jedziemy samochodem w strone Zgorzelca – czuje sie trochę jak za dawnych czasów, kiedy to wspólnie z Justusem koncertowaliśmy i przemierzaliśmy wspólnie tysiące kilometrów. Zbliżamy się do granicy. W końcu Justus pyta: – Panie Dariuszu, to dokąd my właściwie jedziemy?

– do Wałbrzycha, do Waldenburg.

– a gdzie to jest?

– niedaleko od Wrocławia.

-A czy zna Pan Kreisau (Krzyżowa)? To koło Schweidnitz.

– Nie dokładnie, coś słyszałem – za raz sprawdzę. (Dzwonię do mojego kierowcy i dowiaduje się jak tam dojechać – to faktycznie obok Świdnicy).

Okazało się że Justus Frantz pochodzi w prostej linii z rodziny von MOLTKE – przedwojennych właścicieli Krzyżowej, z której to znaczna część została wymordowana przez SS – manów jeszcze w czasie wojny, po nieudanym zamachu na Hitlera, którego organizatorem był dziadek Justusa – generał von Moltke.

Jedziemy prosto do Krzyżowej – w międzyczasie powiadomiłem zarządców o naszym przybyciu. Czekano na nas i przyjęto bardzo życzliwie.

Justus mówi: „…Panie Dariuszu, tu jest ładniej niż za moich czasów! Pamiętam jak w dzieciństwie bawiliśmy sie na tych drzewach…“

Opowieściom nie było końca. Koncert zgodnie z oczekiwaniami okazał się wielkim sukcesem i historia zatoczyła krąg. Potomek von Moltke z Kreisau (Krzyżowa) przyjechał na tereny w których sie wychowywał, opowiadał o przedwojennych wizytach jego rodziny w Książu – wspólnie tworzyliśmy również poza sceną charmoniczną i dobrze nastrojaną RODZINĘ!

galeria-galerianki-kultura-obstkultur

galeria-galerianki-kultura-obstkultur

es könnte schwer zu glauben sein, dass zu heutige Zeitpunkt so viel einer Person der Genration unserer Elter zu miedest ein wenig fremd oder komisch erscheinen wird wie die heutige Begriff GALERIE zu verstehen wird…

Mir, als jungen Menschen (so beschreibe ich mich immer noch), ist der Begriff GALERIE als einen Ort wo man die Kunst beobachtet und begeistern kann im Erinnerung geblieben ist. Und dort sieht man die Kunstwerke der Autoren zu Begeisterung präsentiert wird. Leider, die meisten davon leben nicht mehr… Man kann die nicht befragen was die über der Ort finden…

Mich schreckt es total, dass eine Galerie zu jetzigen Punkt nicht ein Ort der Kultur sondern ein Verkaufsplatt ist – eine kulturchen Stelle…

Da kommen die Menschen nicht um die Kunst zu beobachten, sondern um die Künstchen zu kaufen, verkaufen…

Die Familien Gruppen mit der ganzen Familien suchen nach Unterhaltung und Eis. Nach Hot-Dog und Pizza… und vielleicht nicht nach ein bißchen POP-Music und Kino…

Habe nichts gegen, Pizza, Kino oder Globalisierung – würde mich aber wünschen, dass die Kunst sein richtigen Platz in unsere Gesellschaft findet und es nicht gegen der Popkultur verliert…

Das würde ich mir vom ganzen herzen (und ihr auch) wünschen…

Und jetzt – eine gute Nacht :):):)

“Malyszomania” w kulturze

nie znam doroslego czlowieka w Polsce, ktory nie pamietalby sukcesow Adama Malysza – skoczka narciarskiego – jednego z najwybitniejszych sportowcow w historii polskiego sportu. Nota bene – Pan Adam osiagnal status legendy jeszcze za zycia co w przypadku artystow, folozofow i sportowcow nie czesto sie zdarza…

Oprocz Malysza w dziedzinie sportu mozemy w chwili obecnej pochwalic sie jeszcze kilkoma innymi osobowosciami – Justyna Kowalczyk, Agnieszka Radwanska czy Robert Kubica (przepraszam wszystkich, ktorych pominalem) …

Mozna pokusic sie o teorie, ze polski sport ma sie znakomicie – mamy osobowosci, ktore zdobywaja swiatowe wyroznienia, pierwsze strony gazet i zasluzone miejsce w sercach kibicow – sa wizytowka Polski – symbolem norodowym.

Podobnie rzecz ma sie w kulturze – mamy wspanialego i niedoscignionego mistrza Krzysztofa Pendereckiego, geniusza fortepianu Chrystiana Zimermana, Bartlomieja Niziola, zdobywce pierwsuej nagrody na Konkursie Chopinowskim Rafala Blechacza, Wielkanocny Festival Beethovenowski w W-wie, Festival Filmowy “Era Nowe Horyzonty” we Wroclawiu, OFF-Kamera w Bydgoszczy i kilka innych…

WHOUUUUU!!!

Nasuwa sie STWIERDZENIE ze POLSKA to KULTURLNE MOCARSTWO!!!

Moi drodzy blogoczytacze i krytycy – zapewniem WAS, ze niestety nie jest ONO prawdziwe…

Pisze o tym nie po to aby kogokolwiek krytykowac, lecz po to, aby zachecic wszystkich do jeszcze bardziej wytezonej pracy nad propagowaniem kultury, nauki i historii.

Lecz prosze… – nie w sposob powierzchowny!!!

Jestesmy zobowiazani do przyblizenia mlodziezy zwiazkow przyczynowo-skutkowych roznych pradow filozoficznych i spolecznych, ktore to z kolei, powiazane sa scisle i maa ogromny wplyw na rozwoj dziedzin artystycznych, socjalnych i naukowych;…

– nie byloby “Swietego Cesarstwa Rzymskiego” ze stolica w Wiedniu bez Kultury Greckiej czy Egipskiej;

– miejmy swiadomosc mniej lub bardziej tajnej wiedzy naukowej Faraonow, utajniania jej przez Cesarstwo, Templariuszy, Kosciol Rzymski i innych (wielu twierdzi, ze wiedza ta przetrwala, przekazywana jest z pokolenia na pokolenie – i to, ze znajacy ja zadza swiatem…)…

– ze wszyscy dotychczasowi Krolowie i Krolowe Wielkiej Brytanii jak rowniez prezydenci Stanow Zjednoczonych pochodza z jednego drzewa genealogicznego

– ze nie byloby opery klasycznej bez cantus firmus, dramatu grackiego, kontrapunktu Bacha czy polichoralnosci Monteverdiego;

– nie byloby Verdiego “VIVA-VERDI” bez Napoleona Bonaparte:

Moi drodzy, naszym obowiazkiem jest propagowanie historii prawdziwej, pokazywanie realnych zaleznosci politycznych i geopolitycznych; historii filozofii powiazanej z przemianami spolecznymi i kulturowymi; wplywem masonerii (NEWTON, MOZART, MONIUSZKO i wielu innych) na rozwoj nauki i kultury.

Tylko swiadome poznawanie, rozumienie i zaakceptowanie historii prowadzic bedzie do zacierania roznic swiatopogladowych i kulturowych z innymi narodami i kulturami. Tylko swiadomosc miejsca i roli Polski i Polakow w progresie historycznym Europy i europejskiej filozofii pozwoli wyzbyc sie kompleksow i czesto niczym nie uzasadnionej dumy pseudonarodowosciowej, wojny polsko-polskiej i zupelnie niproduktywnych wewnetrznych napiec…

Do nastepnego razu…

“…Czym rozni sie kobieta od muzyki ?…”

tymi slowami prowadzacy – Janusz Janyst, rozpoczal druga czesc koncertu Orkiestry Symfonicznej Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczow w Lodzi pod dyrekcja Marcina Wolniewskiego –  zorganizowanego wspolnie przez Lodzkie Towarzystwo Naukowe i Akedemie Muzyczna, odbywajacego sie w dniu 18.04.2012 roku, w sali koncertowej Filharmonii Lodzkiej.

“…- tym, ze muzyke mozna sluchac dluzej niz kobiete 🙂 🙂 :)…”

i (faktycznie) sluchalismy wspanialej muzyki dluzej niz … dwie godziny…

Wiele analogii do slow pana Janusza znalazlo odzwierciedlenie w programie wieczoru  – zdominowana przez plec piekna orkiestra AM wykonala utwory skomponowane tylko i wylacznie przez osbnikow, ktorym nie dane bylo sie tak “pieknie narodzic” w dodatku pod dyrekcja ubranego stosownie do sytuacji we wspanialy frak dyrygenta – (rowniez plci niepieknej) Marcina Wolniewskiego, ktory nota bene, pomiedzy proba generalna a koncertem (perfect timing) zdazyl zostac ojcem swojego (niestety nie wiem jakiej plci) dziecka – GRATULACJE!!!

Zebrana w sali wypelnionej niestety nie “po brzegi” publicznosc (byc moze dlatego, iz organizatorzy w obawie przed przepelnieniem sali, zdecydowali sie zamiast “wstepu wolnego” na system zaproszen uprawniajacych do wejscia) mieli okazje przekonac sie o tym, iz studiujacy jeszcze, nazwani przez pana Janysta (z czym osobiscie sie nie zgadzam) “nieprofesjonalni muzycy”, udowodnili, ze nie tylko dyplom ukonczenia studiow kwalifikuje ich do miana artystow muzykow.

W pierwszej czesci koncertu znalazly sie dwie pozycje – Tadeusza Bairda “Colas Breugnon” – suita w dawnym stylu na orkiestre smyczkowa i flet; jak rowniez Antoniego Salieri´ego – koncert na flet, oboj i orkiestre C-dur. Partie solowe wykonaly (a jakze) dwie panie – Sonia Kusiak (flet) i Patrycja Lesnik (oboj).

Tadeusz Baird skomponowal swoje “Colas Breugnon” jako muzyke do filmu/serialu. Premiera miala miejsce przed 60-ioma laty, rowniez w sali Filharmonii Lodzkiej. Kolejne wykonanie nastapilo przed 20-stoma laty – widzimy wiec pewien proces skracania interwalow w wykonywaniu tego utworu – wedlug tej tezy nastepne wykonanie nastapi juz za lat 10!!! 🙂 🙂 :)… Ale na powaznie – utwor bardzo dobrze zagrany, z zachowaniem proporcji brzmieniowych poszczegolnych grup instrumentalnych jak rowniez metrycznych, pomiedzy poszczegolnymi czesciami. W dodatku zadyrygowany “na pamiec” przez swietnie przygotowanego do koncertu dyrygenta.

“… chodza plotki, jakoby Antonio Salieri mial przyczynic sie bezposrednio do smierci W. A. Mozarta…” – taka teze przytoczyl pan Janyst w krotkim intermezzo pomiedzy dwoma utworami w pierwszej czesci koncertu – zostawiajac nas (publicznosc) sam na sam z ocena artystycznej wartosci wspomnianego koncertu podwojnego na flet, oboj i orkiestre. W obecnym klimacie polityczno-historyczo-spoleczno-religijnym-medialnym teza to dosyc … niebezpieczna… – katastrofy, zamachy, spiski i zdrady – to w ostatnim czasie dosyc czesto serwowane nam stwierdzenia… – na szczescie zarowno TAM – mam nadzieje, ze rowniez i TU – do tej pory nie znalazly i mam nadzieje, ze nie znajda potwierdzenia niczym niepodwazalnymi dowodami…

Jednak wracajac do muzyki, pan Janusz moze miec troche racji – historia slusznie osadzila bardzo popularnego w 18-stym wieku Salieriego. To co “uderzylo mnie” jako pierwsze w tej muzyce to dobor instrumentow detych w orkiestrze – do delikatnego i subtelnego brzmienia instrumentow solowych i orkiestry smyczkowej, kompozytor dodaje brzmiace bardzo “konkretnie” dwie trabki i ratujace ten ostry kontrast dwie waltornie… Cos czuje, ze na Mozarcie ta instrumentacja nie zrobila by wiekszego wrazenia… Poza tym jeszcze tresc muzyczna i forma dziela… Naliczylem w sumie 6 akordow!!! (prosze nie lapac mnie za slowka i nie bawic sie w ksiegowa – mozy bylo tych akordow 8 albo nawet 9 🙂 – domyslam sie, ze Salieri napisal ten utwor na zamowienie i “zadbal” o to, aby dalo sie go wykonywac bez zbyt duzej ilosci niezbednych do osiagniecia najwyzszego mozliwego poziomu artystyczno-wykonczego prob. Nasi studenci poradzili sobie z nim w sposob wysmiety – nie pozastawiajac nam jednak zludzen co do tego, iz nie kazdy moze byc Mozartem… – utwor generalnie bez klarownej formy, koncentrujacy sie raczej na nieskomplikowanych technicznie walorach brzmieniowych instrumentow solowych z rytmiczno-agogicznym akompaniamentem orkierstry.

W przerwie koncertu obowiazkowa kawa – trzeba przygotowac organizm do drugiej, bardziej ambitnej czesci koncertu…

W koncu 3 dyskretne dzwonki i jestesmy w sali. Na scene wychodzi orkiestra, stroi instrumenty, Pan Janusz zartobliwie konferansjerujac zapowiada (oczywiscie) kolejna przedstawicielke plci pieknej grajaca nie na kontrafagocie – bo po coz fagot kontrowac – fagocistke, swiezo “upieczona” doktorantke AM – Dorote Cegielska. W jej wykonaniu Carl´a Stamitz´a, przedstawiciela szkoly maanheimskiej – koncert na fagot i orkiestre F-dur. Orkiestra gra introdukcje i wkrotce… piekne, bardzo delikatne brzmienie tegoz jakze szlachetnego instrumentu drewnianego… BRAWO!!! Bezblednie intonacyjnie wykonany koncert – po utarczkach Salieriego z talentem (albo jego … cieniem) w koncu slyszyma klasyczna forme i mistrzowskie potraktowanie przez kompozytora partii solistycznej. Piekne, proste kadencje i ogromny aplauz publicznosci. Byl to moim zdaniem, najlepszy punkt w programie koncertu.

Troche na “deser” mlodziencze dzielo wielkiego mistrza W. A. Mozarta – symfonia nr 29 A-dur, KV 201. To czteroczesciowe dzielo nie pozostawilo zadnych zludzen co do tego, ze wielu juz probowalo ale jednemu sie tylko udalo – Wolfgang Amadeus mimo mlodego wieku oczarowuje!!! – prostota i genialnoscia formy, mistrzowskim budowaniem frazy i napiecia dramaturgicznego.

Podsumowujac – bardzo udany koncert!!! Nasi studenci jak zwykle staneli na wysokosci zadania, udowadniajac, iz ich swiadomosc artystyczna rowija sie w bardzo dobrym kierunku, zas wrazliwosc muzyczna nie pozostawia zludzen co do tego iz sztuka jest ogromna sila!!!

Zyczyc moznaby sobie wiecej tak interesujacych programow – laczacych ze soba dziela roznych kompozytorow – operujacych roznym jezykiem komunikacji muzycznej i dramaturgicznej – poczawszy od raczej opisowej ekspresji Tadeusza Bairda, poprzez “bardzo mlodziencze” dzielo Salieriego, wspaniale wykorzystanie solo-fagotu w koncercie Stamitza az po nieskonczona genialnosc Mozarta…

Brawo dyrygent, solisci, orkiestra i organizatorzy!!!

Do nastepnego razu 🙂

%d bloggers like this: