Posts Tagged ‘ klasyka ’

Wild Eastern? NO!!!!!

my dear Friends, not everyday i do have the possibility to share with You my thoughts – specially about the live and work like a musician, like an artist in eastern Europe and Asian.

Also for my it´s always big experience to work with orchestras from eastern Europe or Asian but really very important one. The tradition of romantic and making Music together, chorus singing, making music on traditional Art together and most of all the SPACE…

I’ve never in my life felled so free then on Kazakh step… The feeling I’am free and can go, where I want to.. Ore horses which are running free… – all of this I never saw before…

Great musicians – fantastic people!!! Spatially the ladies – whowwwww – incredible!!! – during the russian revolution, then the first and the second World War where the INTELLIGENCE send to Kazakhstan to work any mostly to dyad…

The women in the Orchestra I worked with where rally very interesting – with european, asian, russian, and I d’not know what more kinds of the characteristically faces, hairstyles etc – but one thing was the same for all of them – they where very sensitive, all new about it and closed it under the mask of being cool and could.

Just anther story with the making music together – we where really friends on the stage – without political and historical differences ore antagonisms. FANTASTIC!!!!

Sometimes I think myself, how could by by the World without tabloids and cheap TV channels… and of course a few which I know very dangerous idiot – politicians… from the first ore third pages of international press…

Maybe in this case the people will have more ambitions to travel, learn foreign languages, want to know about different cultures, traditions, food and most of all to respect all together…

Now I know – there is no wild Eastern – there is unfortunately no time for life and for making ART by the most of population in West-Europa…

What do You think?

Advertisements

Shabyt 2011 w Astanie, Kazachstan

Własnie wróciłem z Miedzynarodowego Konkursu Muzycznego Shabyt 2011 w Astanie – stolicy Kazachstanu.

Od początku podróż nie układała się najlepiej – miałem wylecieć 2.11.2011 z Warszawy, ale po tym kiedy Kapitan Wrona wylądował bez podwozia – lotnisko zostało zamknęte na 2 dni i wszystko się poprzestawiało.

Najpierw ogłoszono w Warszawie zamknięcie Okęcia – jasne – rozumiemy i cieszymy się dla wszystkich, którym udało się szczęśliwie wylądować

Lataj jak orzeł – ląduj jak Wrona… BRAVO

Ale ja nie małem szans aby wylecieć z Warszawy… Oficjalnie ogłoszono że lotnisko będzie zamknięte – wszystko rozumiem – problem w tym, że linie lotnicze nie opublikowały informacji o tym, że przeloty zostały odwołane a be tego nie ma możliwości aby przebukować bilety…

Po nieprzespanej nocy spędzonej przy telewizorze i komputerze w końcu udało mi się znaleźć rozwiązanie – przełożyłem podróż o cały dzień i postanowiłem wylecieć 3-go.

O.K. – jest perfekt, jestem trzeciego na lotnisku, samoloty latają, podróżni się spieszą szczęśliwi faktem, że Polska ma kapitana Wronę – wsiadłem do samolotu, lecę do Astany przez Monachium i Frankfurt. Ze szczęścia usypiam. Po chwili ktoś mnie szarpie – whou – jestem we Monachium? Nie to cały czas Okęcie… Mój samolot się zepsuł i … niepolecę…

Miła Pani z Lufthansy obwieściła mi, że nie ma opcji abym doleciał dziś do Astany przez Frankfurt – tłumaczę, że MUSZĘ być w Kasachstanie – robię najpiękniejsze oczy i … działa. Lecę do Astany. Przez Moskwę. Jeszcze nie chę wierzyć, dobiegam do samolotu i LECĘ.

Po kilku godzinach na Szeremietievo jestem w kolejnym samolocie – AirAstana do Astany. Ufff. Kilka godz. snu i wylądowaliśmy. Na walizkę się niestety nie doczekałem… Po złożeniu odpowiednich dokumentów i ośwadczeń jedziemy do hotelu. Godzina snu, śniadanie i na konkurs. Do pracy w JURY.

Masakra, 5 godz. różnicy, brak snu, brak walizki – słucham i zasypiam…

Drugiego dnia jest już trochę lepiej. Dochodzę do siebie. Trzeciego dnia przerwa w przesłuchaniach a dla mnie mnóstwo pracy – rano masteclas a po południu próba z orkiestą. Dyryguję Mozarta i gram na waltorni – trochę głupio bo cały czas bez swojej walizki… Ta dojechała na czwarty dzień – właśnie wtedy, kiedy byłem już ze względu na swój pech bardzo popularny…

Następnego dnia jury, próba i koncert. Whow… później obowiązkowa kolacja

od l. ja, Daniel Bortholossi, Gudni Emilsson, Lior Shambadal

Ale… co tam – ważne, że zimno nie bylo – tylko  -15…

Przeżeliśmy konkurs, koncert, i walizka przejechała..

Na koniec jeszcze tylko przejażdżka po mieście i zwiedzanie banków… – każdy z nas otrzymał coś w rodzaju zwrotu kosztów w kazachskiej walucie, z którą póki co, nie zawiele da się w Polsce zdziałac – próbowaliśmy ją wymienić… W astańskich bankach nie było nigdzie więcej niż 300 – 400 EUR i nie wolno nam było się rozdzielać – jeździliśmy więc wszędzie razem… osiem godzin… można było się dobrze poznać

To radość kiedy wszystko się szczęśliwie skończyło

Do następnego razu,

Darek

%d bloggers like this: