Posts Tagged ‘ koncert ’

Freedom without independent internet?

could we imagine to live in a democratic country, with a parliament, president, free choice of school, profession, religion and no independent internet?

I couldn’t…

But, during my last stay in Kazakhstan, in Karaganda, I was very surprised about that – first, the internet was extremely slow; second, it was not possible to open any internet pages on american servers – for example WordPress, Blogger, iTunes and much more what was not available…

And? – I can see a big develop between now and Kazakhstan 2 years ago. Now, without any problem I could by a prepaid SIM to my Ifone and could have a contact via internet and Viber, Facebook or Twitter to my family and friends.

When I talk to my Kazakh friends, with lives there, in Karaganda or Astana – they have no problem with this case at all. They are using a Russian “quasi-Facebook” (sorry… I forgot the name of this social network…), also email with the ending “@xxxxxxx.ru” – and feel fry and happy.

Is the freedom connected with a “free internet” only our imagination? – Of course not, but one thing is for me clear after being there – the happiness is not dependent from internet!!!

If You have friends, job, hobby and some money to live – you don’t need to many internet tipicall informations, comments unknown people, and opinions more ore less intelligent politicians…

In this case – it’s really possible to be free without independent internet…

Brawo Krzysztof Kaminski!!! Bravissimo MEASTRO!!!

To byl nadzwyczajny koncert w Filharmonii Lodzkiej – mial on dwoch dyrygentow, wspanialy zespol Filharmonikow Lodzkich ale tylko jednego bohatera – byl nim Krzysztof Kaminski.

Wystapil on w potrojnej roli – jako solista fagocista, dyrygent i jeszcze jakby tego bylo malo – jako jubilat… – swietowal bowiem w gronie osob najbardziej sobie bliskich – muzykow z orkiestry, absolwentow i oczywiscie rodziny i przyjaciol;  w miejscu do ktorego wydaje sie byc stworzony – na scenie – 30-sto lecie swojej pracy artystycznej.

Mistrz przed przerwa wystapil w roli soisty i wykonal z charakterystycznym dla siebie wyczuciem smaku, barwy i perfekcyjna –  perlista technika, dwa wczesnoklasyczne koncerty na fagot z towarzyszeniem orkiestry – J. N. Hummel’a : “Koncert F-Dur” i C. Stamitz’ a: “Koncert na fagot”.

Orkiestrte poprowadzil w pierwszej czesci koncertu znany lodzki dyrygent – Marcin Wolniewski.

Dalo sie wyczuc, ze ten mariaz dwojga wspanialych artystow – solisty i dyrygenta – doskonale sie rozumie i czyta zarowno muzycznie jak i emocjonalnie. Wyczucie tempa i dynamiki, natychmiastowe reakcje na zmiany charakteru muzyki, dawaly nam sluchaczom wrazenie wspanialego monolitu wykonawcow.

Troche zabraklo mi continuo z klawesynem, ktory moglby byc dodatkowa barwa muzyczna jakze charakterystyczna dla dziel pisanych w tym okresie – no coz, artysci podjeli decyzje aby wykonac ten rodzaj muzyki w sposob bardziej wspolczesny – to ich decyzja, wiec nie mnie to oceniac – w obecnych czasach zarowno wersja z continuo jak i bez sa juz klasyka, radowalem sie wiec niemniej goraco wersja bez cembalo.

Zadko kiedy mozemy sluchac na zywo w Filharmonii, nie tylko Lodzkiej, tyle wspanialej muzyki na fagot i orkiestre – a w szczegolnosci tej, z okresu kiedy instrument solowy traktowany byl w sposob tak wirtuozowski. Kameralny sklad orkiestry “concertante“, przeplatajacy motywy tematow solowych na przemian z elemantami czysto akompniujacymi, z charakerystycznym – rytmizujacym podkladem harmonicznym, jest ideanym douzpelnieniem dla instrumentu solowego, ktory niczym tenor w operze wloskiej nadaje ton, tembr i melodyczna linie – jako podstawe do realizacji mysli dramaturgicznej kompozytora.

Dzis wieczorem, sluchajac tego swietnego wykonania, zamknawszy oczy i koncertrujac uwage wszystkich zmyslow na odbiorze audio – mialem wrazenia egzystencji w zupelnie innym swiecie, innej wrazliwosci – w epoce jakze dalekiej od otaczajacej nas realnosci i tzw. “problemow” – bardziej albo mniej realnych, kreowanych przez wspolczesne media  – kompletnie bez znaczenia dla przyszlej historii, sztuki, tworczosci i geniuszu…

W drugiej czesci koncertu, po przerwie, wysluchalismy III Symfonie a-moll op. 56 Felixa Mendelssohn’a-Bartholdi’ego “Szkocka”. Ten programowy utwor w czterech czesciach jest remiscencja artystyczna kompozytora, ktora zainspirowana zostala jego podroza po Szkocji.

Intermezzo pierwszej czesci w postaci spokojnego Andante con moto mogace przywolywac obrazy nieograniczonego niczym horyzontu, ozywione zostaje przez jakze specyficzny dla Mendelssohn’a obraz optymistycznej euforii radosci – Allegro un poco – osiagnietej przez niego nawet w tonacji “moll“. Nie dziwi wiec, ze wlasnie Mendelssohn stal sie symbolem kulturowym okresu Wiktorianskiego w Zjednoczonym Krolestwie – jako genialnym kompozytorem katalizujacym emocje tamtych czasow – euforie, optymizm, wiare, radosc i zwrocenie uwagi na piekno i otaczaczajaca czlowieka nature.

To przeplatanie sie bardzo klasycznych srodkow wyrazu z elementami szkockiej muzyki ludowej, widocznej – slyszalnej w kazdej czesci symfonii, zostalo przez prowadzacego orkiestre Maestro Krzysztofa Kaminskiego w mistrzowski sposob wyeksponowane. Skoncentrowal sie on w swojej interpretacji na precyzji wykonawczej orkiestry, konstrukcji formy dziela i odzwierciedleniu poprzez dozowanie emocji jego ksztaltu dramaturgicznnego. Nie przesadzal z tempami, dzieki czemu solisci instrumentalisci mieli szanse na realizacje swoich partii w sposob czytelny, pozbawiony elementow niepotrzebnego chaosu czy nieprecyzyjnosci wynikajacych z niedostosowania temp do mozliwosci technicznych poszczegolnych instrumentow czy grup instrumentalnych. Brawo!!!

Po skonczonej symfonii owacjom nie bylo konca. Artysci zostali wrecz zmuszeni do bisu. Uslyszelismy final IV-tej czesci symfonii, CODA w tonacji A-Dur. Ten prawie zolnierski, optymistyczny motyw, ktory w charakterze swoim przypomina nam z nadzieja i duma spogladajacy w przyszlosc narod, jest muzycznym uwienczeniem podrozy Mendelssohn’a po Szkocji. Najpierw spokojnie ale dostojnie, pozniej coraz mocniej i zywiej; by dotrzec w koncowcu do finalu finalow ze zblizajacymi sie do koncowki swoich skal waltorniami i trabkami w wysokim “in A”, grzmiacymi kotlami i “szalejacymi” w radosnych pasazach smyczkami, byl fantastyczna kulminacja tego jakze udanego koncertu w Filharmonii Lodzkiej z Maestro Profesorem Krzysztofem Kaminskim jako niepodzielnym bohaterem wieczoru. BRAWO!!!

Po koncercie nie obylo sie bez kwiatow, lez wzruszenia, gratulacji, podziekowan i serdecznych usciskow zarowno od Dyrektora Filharmonii Tomasza Bebna jak i przyjaciol, kolegow muzykow, absolwentow i moze, a wlasciwie przede wszystkim przedunmej malzonki Maestro – Pani Beaty Kaminskiej – znakomitej harfistki, rowniez nalezacej do wspanialego zespolu Filharmonikow Lodzkich.

Drogi Krzysztofie, wspanialy Maestro, niezastapiony pedagogu!!! – dolaczajac sie do gratulacji, podziekowan i zyczen, prosze w imieniu swoim i tych wszystkich, ktorzy byc moze nie maja tyle smialosci aby osobiscie wyrazic swoj dla Ciebie podziw – o duzo wiecej takich wspanialych i niezapomnianych wrazen artystycznych!!!

Z gory dziekuje i serdecznie pozdrawiam 🙂

W kolejce po … VISA

Generalnie nie powinno nas to dziwic, ze aby pojechac do jakiegos kraju, ktory nie jest TYM krajem ktorego paszportem sie legitymujemy, powinnismy posiadac odpowiednia wize.

A jednak…

Jesli sie nad tym “fenomenem” zastanowic to dla wiekszosci z nas – ludzi ktorzy podrozuja po Europie z dowodem osobistym i nie pamietaja czasow (ja jeszcze pamietam) kiedy paszport dostawalo sie na czas wyjazdu i oddawalo po powrocie jest w tym cos dziwnego i niezrozumialego.

Do wielu krajow, ktore ostatnio odwiedzalem kupuje sie “VISA on arrival”  – na lotnisku badz nie potrzeba jej w ogole. Sa jednak takie jak Rosja, USA, Japonia czy Kazachstan, gdzie o VISA musimy prosic w konsulacie danego panstwa w Polsce albo odpowiednim konsulacie w innym kraju – dla mnie bardzo czesto sa to Niemcy i Berlin.

I niby nie ma w tym nic dziwnego, to taka procedura… – oddasz paszport z odpowiednimi dokumentami na tydzien, przy czym dodac nalezy, ze zostawiajac paszport z reguly nie otrzymasz zadnego potwierdzenia ani zadnego swistka, ktory uprawnialby cie do zgloszenia sie po jego odbior…

W nudnej literze prawa VISA jest prawem a nie obowiezkiem; tzn panstwo o ktorego VISA sie starasz ma prawo ci ja udzielic ale nie ma takiego obowiazku i moze ci tego prawa odmowic nie wyjasniajac obsolutnie zadnych przyczyn tejze odmowy.

Wiekszosc przecietnych Mikulskich wyjezdza za granice na wakacje albo w celach dyplomatyczno-sluzbowych; w tym przypadku takie zalatwianie VISA to sprawa nalezaca do biura podrozy albo odpowiedniej jednostki administracyjnej – nawet tego nie zauwazymy… Jest jednak, wcale nie mala grupa tych, ktorzy podrozuja w celach artystycznych – to takie pomieszane cele sluzbowe, prywatne i turystyczne – potrzebne jest specjalne pozwolenie, poniewaz z reguly zarabiamy przy okazji jakies honoraria badz “zadoscuczynienia”… I tu zaczynaja sie “schody” – poniewaz zarabiasz – potrzebujesz VISA do pracy i uwierzcie mi – malo ktory urzednik w konsulacie ma ochote wydac VISA na tydzien “do pracy”…

Ale to tez mozna jeszcze przezyc gdyby nie fakt, ze prawie wszystkie konsulaty “wojujacych narodow” maja wiele wspolnych cech: wszedzie czeka sie na ulicy bez zadaszenia pod ktorym moznaby sie schronic przed deszczem; nigdzie nie mozna usiasc; ciezko w okolicy zaparkowac samochod; czekajace towarzystwo zapomnialo co to mydlo ale w zamian za to jest zupelnie swiadome tego, iz aby przezyc trzeba dziennie wypalic co najmniej 60 papierosow nie robiac miedzy jednym a drugim przerw dluzszych niz 3 minuty; rozmawiac notorycznie przez telefon (albo pisac sms-y), nie golic sie od kilku dni; chetnie zabrac na rece glosno placzace dziecko etc – wszyscy zas, z zazdroscia godna podziwowi wspanialej baleriny (co najmniej tanczacemu “Czarnemu Labedziowi” z “Jeziora” Piotra Czajkowskiego) wpatruja sie w tego PIERWSZEGO w kolejce, ktory z uchem przycisnietym do malego glosniczka przy domofonie oczekuje na cichy i niewyrazny glos od czasu do czasu sie z niego wygobywajacy:  “…jedna osoba…” – i nie pomylilem sie nie piszac PROSZE…

Jakaz to wielka nasza radosc, kiedy ten tajemniczy glos przemow do NAS… ech…

I z tym jakos sobie poradzilem…

Moje najwieksze jednak niezrozumienie, mimo swiadomosci historycznie uksztaltowanemu podzialowi Europy dotyczyl mojego pobytu i koncertu na Ukrainie, ktory mialem przyjemniosc prowadzic z Filharmonia we Lwowie (Lviv). Otorz okazalo sie, o czym wczesniej nie wiedzialem, ze mimo iz ja na Ukraine wizy nie potrzebowalem to obywatele Ukrainy aby wjechac do Polski juz TAK.

To bylo okropne uczucie… Spytalem muzykow w jakim jezyku zycza sobie abym prowadzil proby – moglem to zrobic w kilku – odpowiedzieli mocniej niz energicznie, z wyrazem nieudolnie ukrywanego oburzenia ze “… oczywiscie po polsku!!!”

I tak – mowilismy tym samym jezykiem, pracowalismy nad ta sama muzyka, wspolnie tworzylismy sztuke – mimo to, w swietle obowiazujacego prawa bylismy ludzmi (obywatelami) roznej kategorii…

Nie jestem politykiem, nie znam sie na kononach wspolczesnych kulisowych badz zakulisowych standartow europejskich ale wiem jedno – po tym co przezylismy, co odczuwamy i co wspoltworzymy – nie ma ani miejsca ani czasu na antagonizm. Prowadzi on do kulminacji zlej energii i zlych uczuc ktore niec nie buduja…

TAK!!! – Chetnie ustawie sie jeszcze raz w kolejce po VISA – VISA jako przepustka do wspolnego tworzenia, wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Dobranoc

Mozart and … Ladies

before a couple of years, when I was much younger then now…,  I had an idea to make a concert program about Mozart.

For the persons with knows me it’s nothing new… I love Mozart music and if it’s possible I always do Mozart…

This time it should be a spacial program with “The Lady” like a special character – like a person with is described with the music. I don’t know any other composer, with could make it so perfect like Wolfgang Amadeus.

We begin with “Le nozze di Figaro” KV 492

Could You imagine better music description for a “Countess” (Gräfin, Contessa) from the “Wedding of Figaro” (Figaros Hochzeit, La nozze di Figaro)? A Countess – a Lady, with know exactly about her position like a wife – maybe no more so attractive like Susanna (her maid, fiancee of Figaro), but still loves her husband (The Count) and trying to win his love back…

Roma Handke – Jakubowska (Countess): Aria “Porgi amor”

Or later, the famous letter-scene “Su L’Aria” from the third Act, where this two ladies – Countess and Susanna are planning an intrigue for the Count…

Roma Handke – Jakubowska (Countess) and Agnieszka Hauzer (Susanna): Duet “Su L’Aria”

Or this very characteristic portrait of Susanna from the 4-th Act, where is she dressed in Countess clothes, waiting for the Count and dreaming about to be in a better life – the life of the Countess…

Agnieszka Hauzer (Susanna): Aria “Giunse alfin il momento”

“Don Giovanni” KV 572

In this genius Opera, Mozart shows us a drama of Don Giovanni, who such sure about his power want to with the God and His rules… Of course Don Giovanni can not win, but before he loses, he made a lot of bad things – one of that is killing the father of Donna Anna. In this moment, when she learns about Don Giovanni’s crime, promises him revenge – “vendetta”…

Agnieszka Hauzer (Donna Anna): Aria “Or sai chi l’onore”

“La Clemenza di Tito” KV 621

Since Annio and Servilia, unbeknownst to Tito, are in love, this news is very unwelcome to both…

Aleksandra Resztik (Annio) and Agnieszka Hauzer (Servilia): Duet “Ah, perdona al primo affetto”

And now two operas in German:

“Entführung aus dem Serail”

Blonde repulses the rough lovemaking attempts of Osmin, and threatens to scratch out his eyes.

Aleksandra Resztik (Blonde): Aria: “Durch Zärtlichkeit und Schmeicheln” – “With smiles and kind caresses”

“Die Zauberflöte” (“Magic flute”)

The opera was the culmination of a period of increasing involvement by Mozart with Schikaneder’s theatrical troupe, which since 1789 had been the resident company at the Theater auf der Wieden. Mozart’s participation increased with his contributions to the 1790 collaborative opera Der Stein der Weisen (The Philosopher’s Stone), including the duet (“Nun liebes Weibchen”, K. 625/592a) and perhaps other passages. Like The Magic Flute, Der Stein der Weisen was a fairy-tale opera and can be considered a kind of precursor; it employed much the same cast in similar roles.

The Queen of the Night now appears. She tells Tamino that the girl in the portrait, Pamina, is her daughter, who has been captured by her enemy, Sarastro. She demands that Tamino go to Sarastro’s temple and rescue Pamina, promising that he can marry Pamina in return.

Anna Terlecka (Quin of the night) Recitative and aria: “O zittre nicht, mein lieber Sohn” (“Oh, tremble not, my dear son! You are innocent, wise, pious”)

Monostatos approaches and gazes upon Pamina with rapture. (Aria: “Alles fühlt der Liebe Freuden”) He is about to kiss her sleeping face, when the Queen of the Night appears and frightens him away. She wakes Pamina and gives her a dagger, ordering her to kill Sarastro with it.

Anna Terlecka (Quin of the night): Aria: “Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen” (“Hell’s vengeance boils in my heart”).

And now, like an encore, the most difficult things for sopranos – Concert arias

Apart from only denoting loose arias for singer and orchestra, the term is also used to indicate arias which were specifically composed for insertion into already-existing operas, either as additions to the score or as substitutions for other arias. These are sometimes performed in concerts because they are no longer required for their original purpose, though they were not, strictly speaking, composed for performance in concert.

The concert arias which are most commonly performed today were written of course by Wolfgang Amadeus Mozart…

Popoli di Tessaglia! , KV 316, for soprano, with its two famous G6’s (ie, the G above high C, or 1568 Hz by modern concert pitch – according to the Guinness Book of Records the highest musical note ever scored for the human voice) that come shortly before the end. This aria was composed in order to be inserted into Gluck’s opera, Alcesteand also specifically to showcase the superlative vocal skills of Mozart’s sister-in-law, Aloysia Weber who was only 18 at the time. However sopranos who are able to cope with the aria’s demands have been few and far between, and the aria is usually omitted from performances of Alceste . It has been therefore redesignated a concert aria, to be presented in concerts by such rare singers as are able to deliver its fiendishly difficult coloratura.

And now really the last encore:

Hope You enjoyed… 🙂

Na przekor “tabloidowemu spoleczenstwu”

– uczmy sie jezykow kochani!!!

Obserwujac coraz dalei idaca tabloidyzacje polskiego spoleczenstwa, sledzac bardziej albo mniej regularnie, to co dzieje sie w polskich mediach – zarowno tych ze srodka, bardziej z lewej badz bardziej z prawej strony, dochodze do wniosku, ze kreatorzy spoleczenstwa probuja NAS coraz bardziej stabloidyzowac. Wiadomosci i hasla z “jedynek” ogolnie mowiac “powaznych gazet i tygodnikow, coraz mniej mniej roznia sie od tych mniej powaznych; swoimi haslami i coraz bardziej cietymi (im mocniej tym lepiej) skrotami myslowymi, zajmujac sie sprawami godnymi zainteresowania towarzystwu spod osiedlowego sklepu 24h, sugeruja nam, iz nasza percepcja powinna byc ograniczona do rzeczy najwazniejszych – czyli tych NAJMNIEJWAZNYCH! Czytamy o (w sumie w skali kraju i Europy) drobnych kombinatorach, wrzuconych nielegalnie do sieci zdjeciach, glupotach seksistowskich wypowiadanych przez (niby)powaznych politykow, para-Polskich premierach etc…

Nie bylo by w tym nic zlego gdyby informacje te ukazywaly sie w tradycyjnie nazywanych tabloidach, ale w momencie, kiedy czytamy o tym wszystkim w wydawnictwach, ktore probuja uchodzic za “powazne”, kiedy sluchamy o tym we wszystkich ogolnopolskich telewizjach i stacjach radiowych – wtedy sytuacje staje sie powazna. Mozna ulec wrazeniu, ze zyjemy w Matrixie, gdzie nic nie jest “na powaznie”, gdzie wszystko jest “para…”

Nie poczytamy w mediach o kulturze wyzszej – premierach spektakli teatralnych i operowych, koncertych symfonicznych, wydarzeniach ze swiata literatury, o poezji juz nie wspominajac… Nie obejrzymy relacji telewizyjnych z premier teatralnych, przygotowan do nich, genezy powstania dziel, wywiadow z tworcami…

Czy w Polsce nie ma tworcow? czy nikt nic nie tworzy? czy wszyscy zaja w zamknietych enklawach – komunach, gdzie wstep maja zarezerwowany tylko nieliczni wybrani? Otoz NIE!!!

W Polsce duzo sie tworzy i duzo kreuje – nie tylko w W-wie jak moglo by sie zdawac z bardzo nielicznych, jedynie dostepnych “100-tek” medialnych.

Nie dowiemy sie o wspolpracy nauki z businesem, nauki z medycyna (pomijajac 10-cio sekundowe fajerwerki, kiedy to nasi specjalisci bez pomocy rzadu uczestnicza technicznie w wyprawie na Marsa), nie dowiemy o realnej sytuacji na polskich uczelniach…

Nie pozwolmy sie ztabloidyzowac!!!

Uczmy sie jezykow obcych, poznawajmy inne kultury i historie innych panstw – chociaz tych europejskich. Pozwoli nam to zrelatywizowac to wszystko, czym jestesmy “karmieni medialnie” na polskim poworku.

W obecnych czasach, w dobie internetu, mediow spolecznosciowych i mozliwosci jakie daje daje nam wolnosc i demokracja, smiem pokusic sie o teze, ze naszym OBOWIAZKIEM jest sledzic to, co publikuje sie (nie tylko o Polsce i Polakach) w zagranicznych mediach. To wcale nie jest trudne – nie musimy szukac specjalnie wyszukanych artykulow – wystarczy sledzic np: na Twitterze najpopularniejsze dzienniki, czasopisma i telewizje zagraniczne.

Swiadomosc tego, iz polskie media nie sa wyrocznia i “jedyna prawda” pozwoli nam zbudowac swoj wlasny, oparty na bogatszej wiedzy punkt widzenia; pozwoli stawiac tezy, ktore nie beda bazowaly na opinii tego albo innego, ciszej albo glosniej, bardziej albo mniej wulgarnie wypowiadajacego sie polityka, ksiedza z ambony, znajomego spod sklepiku, czy podchmielonego przy niedzielnym obiedzie wujka…

Na przekor “tabloidowemu spoleczenstwu” – uczmy sie jezykow!

Dobrej niedzieli 🙂

Johannes Brahms Symphony No 4 with The Thailand Philharmonic Orchestra (TPO)

I had a great pleasure to work with the musicians of Thailand Philharmonic Orchestra (TPO) about the Symphony No 4 (e-minor) of Johannes Brahms – his last symphony, one of the greatest music piece in the history of music. This young orchestra, with the first concert in year 2004 is no more “young” – the quality of musicians TPO after a few years of the regular work together is really fascinated even if You know, there are musicians from whole the world and all continents…

Enjoy the music 🙂

J. Brahms: Symphony No 4 in E minor, Op. 98, 1. Allegro non troppo

J. Brahms: Symphony No 4 in E minor, Op. 98, 2. Andante moderato

J. Brahms: Symphony No 4 in E minor, Op. 98, 3. Allegro giocoso, poco meno presto, tempo primo

J. Brahms: Symphony No 4 in E minor, Op. 98, 4. Allegro energico e passionato, piu allegro

Johannes Brahms and Hungarian Dances in Bangkok with TPO

Dear friends,

vor a few months we performed J. Brahms´s Hungarian Dances with the Thailand Philharmonic Orchestra (TPO) in Bangkok. All together, wrote Brahms 21 small pieces in hungarian style for piano and 2 pianos. This pieces where so popular, that Brahms made orchestration for 3 of them – No 1, No 3 and No 10.

Orchestration for other dances have made composers like A. Dvorak, A. Hallen, P. Juon, M. Schmeling, H. Gal, A. Parlow and I. Fischer.

I am every time, I listen to the performance from Bangkok with very talented young artist of the Thailand Philharmonic wondering – how marvelous they played and how great the dances are… Thank You TPO!!!

Enjoy the music 🙂

 

 

Lutoslawski in Bangkok with Thailand Philharmonic Orchestra (TPO)

Dear friends,

it was for me really great experience, conducting one of the greatest polish composers Witold Lutoslawski in Thailand, in Bangkok with Thailand Philharmonic Orchestra (TPO).

This young orchestra – we played first concerts in the year 2005 – created be Mahidol Music University with Mr. Prof. Sugree Charoensook like a head and Mr. Gudni Emilsson like a first conductor is in my opinion one one most talented and quick development ensemble.

The “Concerto for orchestra” be Witold Lutoslawski is very difficult and complicated for musicians and conductor too – any way – we had really a lot of fun with working and making ART together.

I will very happy if You will enjoy it 🙂

Euro 2012 w Polsce – swieto frytki i hamburgera

I tu prosze o wyrozumialosc wszystkich bardziej lub mniej fanatycznych kibicow pilki noznej, zawodnikow polskiej druzyny narodowej i wszystkich kibicujacym druzynie nie tylko “biedronki” – nie mam zamiaru WAS orazac, ani tez umniejszac waszym sportowym i narodowosciowym ambicjom.

Myslac o minionych swietach sportu jakimi sa bez watpienia Mistrzostwa Swiata czy Mistrzostwa Europy w pilce noznej mam przed oczami wspaniale wydarzenia nie tylko tylko sportowe – ale rowniez bardzo wiele imprez okolofutbolych zwiazanych z kultura, jej propagowaniem i rozwojem – ktorz z nas nie ma w pamieci wspanialego koncertu trzech tenorow – Carerasa, Dominga i Pavarottiego w Termach Caracali w Rzymie czy setek – jezeli nie tysiecy koncertow, spektakli, wystaw i innych imprez plenerowych – niekoniecznie zwiazanych z kopaniem pilki badz wypijaniem hektolitrow zlotego trunku podczas mistrzostw z roku 2006 w Nimczech ???

Oprocz Mistrzostw Europy w pilce noznej ogromnym wydarzeniem sportowym czekajacym na nas w niedalekiej przyszlosci sa Igrzyska Olimpijskie w Londynie. W stolicy Wysp Brytyjskich imprezie sportowej towarzyszyc beda tysiace imprez kulturalnych – koncerty muzyki klasycznej – nie liczac wystepow lokalnych, bardzo licznych orkiestr angielskich, przyjezdza m.in. Orkiestra Symfoniczna Simona Bolivara z Wenezueli ktora wystapi pod batutą Gustavo Dudamela; mnostwo koncertow z gatunku pop, hi-hop, jazz; wystawy, plenery etc. Podsumowujac – swieto nie tylko na stadionie ale rowniez, albo przede wszystkim, wielki KULTURFEST!!!

Jestem rozzalony swiadomoscia tego, iz w moim ukochanym kraju ktos zapomnial albo nie potraktowal powaznie faktu, iz oczy calego swiata zwrocone beda podczas Euro 2012 na Polske!!! – ze nieswiadomie badz co gorsze swiadomie zostaje zmarnowana szansa na promowanie Polski poprzez kulture… – ze teatry w W-wie zamiast grac z potrojnie intensywna moca bede zamkniete ze wzgledu na “strefy kibica”!!! – ze srodki finansowe przeznaczone na organizacje tychze stref sa “ucinane” z budzetow zaplanowanych na instytucje kultury!!! – ze Warszawska Opera Kameralna – jedyna w Polsce instytucja kultury przedstawiajaca wszystkie dziela sceniczne Wolfganga Amadeusza Mozarta musi troskac sie o swoj byt materialny bo KTOS wpadl na pomysl obciecia jej budzetu w sposob, ktory nie daje szans na dalsze prowadzenie odpowiedzialnej programowo i artystycznie dzialalnosci!!! – ze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w swoich wspanialych programach nie przewidzialo srodkow na dzialania zwiazane z odpowiednim promowaniem Kultury Polskiej i Dziedzictwa Narodowego podczas EURO 2012… etc, etc…

Nie wszystko jest takie niepozytywne – we Wroclawiu podczas EURO odbedzie sie MEGA-WIDOWISKO z G. Verdiego “Balem maskowym” – co prawda sztuka to malo “polska” ale mino wszystko “bedzie sie dzialo”; z informacji ktore posiadem wiem ze Opera Poznanska wspolpracuje z EURO “udostepniajac” kilka artystek baletu do roli “cheerleaderek” na stadionie podzas meczow…

Najwiekszym chyba sukcesem moze pochwalic sie restauracja McDonald´s, ktora w czasie EURO 2012 w Polsce otwiera w Warszawie gigantyczna restauracje… – cos jednak turysci podczas pobytu w Polsce zapamietaje… mam nadzieje, ze bedzie to nie tylko SWIETO FRYTKI I HAMBURGERA… 🙂

Justus Frantz i nasz koncert w Walbrzychu – Beethoven: Koncert na fortepian orkiestre nr 5 “Cesarski”

spedzając kilka wolnych chwil z moją córką Alexandrą w Schwarzwaldzie (niedaleko Stuttgartu – miejsca jej zamieszkania) włączyłem radio i uslyszałem wspaniałe wykonanie koncertu fortepianowego R. Schumanna. Wysłuchałem go do końca ciekaw nazwiska interpretatora. Okazal się nim Justus Frantz, jeden z największych i najsławniejszych niemieckich pianistów we wspaniałym nagraniu z orkiestrą Konzerthaus Zuerig. Postanowiłem natychmiast do niego zadzwonić i pogratulować – znamy się od ponad 15 – stu lat, zagraliśmy razem więcej niż 50 wspólnych koncertów…  Odebrał po kilku sygnałach i – typowo dla niego – mówi/krzyczy (po polsku): Panie Dariuszu! a później po rosyjsku – chociaż mówię natywnie po niemiecku często rozmawiamy po rosyjsku (dlaczego ???) „…U mienia tepier repeticja, posluszajtie mnie i pozwontie potom…“

Cały Justus – nic się nie zmienił. Podczas próby ze swoją orkiestrą (jest założycielem i dyrektorem) Philharmonie der Nationan (Orkiestra Narodów) ma właczony telefon i w momencie kiedy ktoś dzwoni po prostu odbiera i dzwoniący ma okazję posłuchać próby

„… to mój wkład w rozwój kultury i próba umuzykalniania społeczeństwa…“ – mówi Justus.

Dzwonię do niego wieczorem, gratuluję mu, rozmawiamy o różnych żeczach, wspominamy. W pewnym momencie wpadam na (wydawało mi się mało realny pomysł) i zapraszam Justusa na koncert do Wałbrzycha. Pyta mnie jeszcze raz dokąd ma przyjechac. Mówię mu WAŁBRZYCH. Trochę trudno mu wymówic… W końcu umawiamy się na lotnisku w Dreźnie – z tamtąd to tylko trzy godziny jazdy samochodem. Te informacje mu wystarczyły.

1.11.07 okolo godz. 13:15 odbieram Justusa z lotniska w Dreźnie. Towarzyszy mu Jutta von Harmstoft.

jedziemy samochodem w strone Zgorzelca – czuje sie trochę jak za dawnych czasów, kiedy to wspólnie z Justusem koncertowaliśmy i przemierzaliśmy wspólnie tysiące kilometrów. Zbliżamy się do granicy. W końcu Justus pyta: – Panie Dariuszu, to dokąd my właściwie jedziemy?

– do Wałbrzycha, do Waldenburg.

– a gdzie to jest?

– niedaleko od Wrocławia.

-A czy zna Pan Kreisau (Krzyżowa)? To koło Schweidnitz.

– Nie dokładnie, coś słyszałem – za raz sprawdzę. (Dzwonię do mojego kierowcy i dowiaduje się jak tam dojechać – to faktycznie obok Świdnicy).

Okazało się że Justus Frantz pochodzi w prostej linii z rodziny von MOLTKE – przedwojennych właścicieli Krzyżowej, z której to znaczna część została wymordowana przez SS – manów jeszcze w czasie wojny, po nieudanym zamachu na Hitlera, którego organizatorem był dziadek Justusa – generał von Moltke.

Jedziemy prosto do Krzyżowej – w międzyczasie powiadomiłem zarządców o naszym przybyciu. Czekano na nas i przyjęto bardzo życzliwie.

Justus mówi: „…Panie Dariuszu, tu jest ładniej niż za moich czasów! Pamiętam jak w dzieciństwie bawiliśmy sie na tych drzewach…“

Opowieściom nie było końca. Koncert zgodnie z oczekiwaniami okazał się wielkim sukcesem i historia zatoczyła krąg. Potomek von Moltke z Kreisau (Krzyżowa) przyjechał na tereny w których sie wychowywał, opowiadał o przedwojennych wizytach jego rodziny w Książu – wspólnie tworzyliśmy również poza sceną charmoniczną i dobrze nastrojaną RODZINĘ!

%d bloggers like this: