Posts Tagged ‘ kultura ’

Japan and Europe – my first impression

When asked about the differences between Japan and Europe, I really don’t know where to start from. There are so many particularities in every aspect, which create a feeling of being in another planet!

IMG_2371

My first impressions from this time’s visit were as soon as I landed. Tokyo Haneda airport: thousands of people, huge spaces, all quiet and clean! Same conditions at the streets: traffic, many pedestrians, but still, almost no sound of it at all! Feels like watching a movie on mute mode!

All is calm, stress-free, at peace, slow. Which brings me to another peculiarity that I noticed: slow traffic, but, very fast cars. The fastest on the market, actually! It was confusing, to see the streets’ impeccable conditions – no holes, no bumps, good visibility, signs everywhere – and to see all these fast cars driving so slowly! I can understand that the speed limit in the city is low, but I was dazzled to discover that the speed limit on highways is just 80 Klm/h!!

What runs superfast is the Internet! Most people are using their smartphones or tablets, when they were commuting, eating, and even when they are walking. Internet reception works fine in the Metro, which can be 40 meters underground.

This slideshow requires JavaScript.

 Tokyo is so far the cleanest place I have ever been. All public spaces are regularly cleaned, even if they are already spotless! Trash bins don’t exist at the streets and smoking is allowed only in designated areas, indoors or outdoors. It is not allowed to smoke out on the street, but there are smoking areas in several places, also permitted in some restaurants.

Design and care for detail is everywhere! In how people dress, how food is ornamented, how shops take care of their windows.

This slideshow requires JavaScript.

What touched me the most in Japan, is the character of humbleness and the sense of respect. When a person is talking, even if you don’t agree in the full, you stay quiet and listen carefully – there is always a possibility to learn something new, and the urge to prove that you know everything is just useless!

IMG_2015

Respect between colleagues, in the family, towards a guest or a customer, but most of all, respect for Sensei – the Teacher. The literal translation of Sensei is “person born before another”, making absolute sense in this way, to esteem someone who is older than yourself, obviously being more experienced, probably possessing more knowledge and information! How is this so indisputable in Japan and so hard to find in most of Europe in our times? A Professor, a Conductor, a Lecturer or a Soloist is a Sensei and the authority that this person has is simply undeniable.

IMG_2030

All of my Japanese experience was for me a Sensei, teaching me new things and reminding me of old important values, for which I am truly grateful!

Dariusz

Dear LOT, I wish you a lot!

Probably everybody reading my blog knows that I love traveling… Traveling for traveling… for knowing new people, new circumstances, solving problems etc..

Lot_wsiadamy

At the same time, I hate traveling – I am in complete panic, when it concerns flying.. I get a bit crazy, knowing that there is no stability under my feet…

A few of my happiest moments in life are when I am:

– on time at the Airport

– checked in

– having coffee (or something different…)

– waiting for boarding

Check-In

All of this happened today – more than that!!! – at the airport I met a very good friend of mine – a musician/singer/soprano – Iwona – the beautiful Diva with her wonderful daughter… – they were flying to Florida (USA). I hadn’t seen them for such a long time!!!

Luck, more luck, more and more luck…

Boarding and … I don’t remember any more, as I fell asleep before take-off !!! Fantastic !!!

sen_w_samolocie

I woke up one hour before landing, very happy and very thirsty.

My short conversation with the flight attendant:

– Good morning…

– Good morning!

– I gust woke up..

– Good, no problem.. Would you like something to drink, or eat?

– Yes.. with pleasure.. could I have a glass of tomato juice, please?

tomato_juice

– Sure. It costs 5 EURO..

– EXCUSE ME?????

– Oh, I am sorry.. this is Polish Airlines (LOT).. If you would like something to drink – you have to pay…

(I did’t ask about food…)

Well, I had some money in my pocket, still, I was so annoyed, that I decided to wait until landing, for having something to drink!

thirsty

Dear Polish Airlines,

As a Polish citizen, I would very much like to fly LOT, but…

The way to success usually goes through QUALITY, punctuality, responsibility, proper service on board, competitive prices etc…

A glass of tomato juice, a cup of coffee, or a small snack should not be such a big deal…

Don’t forget that your passengers are also intelligent and almost always can choose between Airlines… and the competition is quite good!

Dear LOT, I wish you a lot!

Your biggest FAN

lot_Dreamliner

(PL) Kochani urlopowicze – podróżnicy …!!

dokładnie tak samo jak Wy – kocham podróżować – to generalnie chyba motto mojego życia – zawsze czuć się trochę obcokrajowcem…

IMG_0048

Ze względu na wykonywany zawód podróżuję zawodowo 🙂 – niektórzy z Was pewnie pomyślą że się przechwalam… – i mają racje – przechwalam się i będę się przechwalał – ponieważ kocham swoją pracę, jetem z niej dumny i raczej nie wyobrażam sobie innej…

Niedawno wracałem z podróży po Grecji. Grecja to CUDOWNY KRAJ!!! – ale o tym należy napisać chyba cały kolejny artykuł bądź tomów kilka…

IMG_0263

To co podczas podróży powrotnej (samolot) przykuło mą uwagę to kolosalna różnica pomiędzy podróżującymi regularnie a typowymi urlopowiczami… I w tym miejscu muszę stanowczo zaznaczyć że nie mam absolutnie NIC do zarzucenia ludziom którzy spędzają urlop poza Polską – w przeciwieństwie do kilku moich znajomych wyznających religie partii której nazwy nie wymienię, nie uważam aby byli oni mniej-Polakami, mniej-Patriotam a ich znajomość języka i kultury żywieniowej innego narodu świadczyła o ich zdradzie i braku szacunku dla kultury ojczystej…

Szczególnie pozdrawiam tych wszystkich, którzy zdecydowali się spędzić urlop w Grecji – wybór kraju świadczy o wysokim poziomie inteligencji odpoczywających lub o ich wyjątkowym szczęściu… 🙂

W tym miejscu pragnę podkreślić iż nie jest moim zamiarem aby ktokolwiek z czytających poczuł się urażony – dlatego proponuję aby potraktować moje piśmiennictwo totalnie ogólnie 🙂

Oto kilka próśb do podróżujących samolotem:

1. jeśli mamy bilet i udało nam się „zaczekować“ to nie pchajmy się proszę jeden przez drugiego (i na drugiego) – to nie jest przyjemne, kiedy jakaś spocona postać włazi nam na plecy, przydeptuje i „zaziewa“ niekoniecznie świeżym oddechem…

2. nie ma istnieją żadne gratyfikacje dla osób z dużą ilośią toreb z duty-free-shop… Nikt nie będzie nikogo bardziej szanował za kilkanaście toreb ze sławnym napisem..

duty free

3. nie przesadzamy proszę z perfumami… – nawet jeżeli mamy świadomość “drobnej nieświeżości” to proponuję toaletę i mydło (są na wszystkich znanych mi lotniskach) a nie perfumy – to dramat siedzieć w samolocie obok osobnika po kąpieli perfumowej (najczęściej z próbek z duty-free-shop)

4. Stewardesa o WAS nie zapomni – nie ma sensu się wydzierać i popisywać tembrem głosu – ona w końcu przyjdzie…

5. Nikogo w samolocie nie interesują Wasze prywatne sprawy ani rozmowy ze znajomym przez trzy rzędy foteli…

6. Nie ma obowiązku wypić podczas lotu wszystkich napojów z wózka stewardes albo tych zakupionych w duty-free-shop.. Jest później niemały obciach kiedy trzeba komuś pomagać wyjść albo kiedy przypadkiem z żołądeczka się uleje…

Wymieniać można by jeszcze sporo ale wiecie o co chodzi… – będę bardzo wdzięczny za wasze komentarze i ciekawe historie – obiecuję opublikować wszystkie – oczywiście oprócz osobistych wycieczek do mnie..) – mam nadzieję, że rozumiecie.. 🙂

Z góry dziękuję i serdecznie pozdrawiam

IMG_0184

I had a dream..

dear Friends, all of us, from time to time, have dreams – nothing new..

For sure, You can remember nights and dreams, they where like.. real, colorful…

That real, that after You woke-up, you could see the dream-picture, remember the voices, colors of voices, words, situation, smell, temperature etc..

I just had such dream, a very beautiful one…

Valis_night

I could remember the whole “story” and, what more important, get the meaning of my dream..

Of course, I’ll not tell You whole the story – I have to much respect for You and Your time my Friends..

The most important was the meaning – I know that – it’s coming a wonderful time for the culture !!!

Time, where the “contemporary structure” of the society will no more working.. no more capitalism, no more communism, no more dictatorship etc…

It’s coming the time of the HUMANISM and CULTURE

sen

And for me?

Very clear.. – will find a completely NEW WAY of expression, emotion, friendship and creativity..

NEW partners, friends… maybe also a new Country…?

Valis_slonce

How it will be exactly? – don’t know yet… but – I / we will do a lot of good Music, Opera, Dance, Painting, Sculpting and a we will have lot of FUN !!

Together we will safe the WORLD my Friends!!!

And now… let’s have a Coffee !!

Happy Sunday 🙂

Gdzie się podział “Straszny Dwór”?

od wielu lat nie udawało mi się spędzić Świąt Bożego Narodzenia w Polsce – w tym roku było inaczej – bez napięcia, terminów i prób, spędziłem Święta w gronie rodziny, z rodzicami, rodzeństwem i ich pociechami. To był dla mnie fantastyczny czas – taki, o którym już zapomniałem że istnieje…

Chcąc – nie chcąc, u mojej rodziny oglądałem kilka programów w tv , na co-dzień nie posiadam takich luksusów w postaci telewizora z bogatą ofertą programów i nie mam dostępu do tylu “atrakcji”… – ku mojemu zdziwieniu okazuje się że żyjąc w telewizyjnym celibacie niczego nie tracę…

Program TVP na Święta mnie rozczarował – na dobrą sprawę nie warto było mu poświęcić więcej, niż tyle ile potrzeba aby zapoznać się z wiadomościami…

Filmy w większości już ludzie w moim wieku widzieli – bądź w kinie, bądź w poprzednich latach w TVP.

Politycy na szczęście na okres Świąt ograniczyli się do okolicznościowych życzeń bądź w sposób dla nich mało naturalny, tonowali swoje wypowiedzi, chowając codzienną mowę nienawistną pod świąteczny obrus… – niezobaczenie ich na szklanym ekranie nie powodowało żadnych wartości ujemnych…

Niecodziennie często natomiast mieliśmy okazje zobaczyć na ekranie przedstawicieli Kościoła Katolickiego, którzy moim zdaniem, poprzez swoje bądź nieprecyzyjne bądź kłamliwe wypowiedzi dotyczące np. “przemocy wobec kobiet” robili wszystko aby odstraszyć swoich wiernych od czynnego uczestnictwa w życiu i polityce kościoła..

Myślę, że przywództwo Kościoła Katolickiego w Polsce przespało trochę czas reformy społeczeństwa, które w dużej mierze, z zastraszonego i zgnębionego poprzez ustrój komunistyczny, ewoluowało do miana ludzi światłych, myślących – nie wierzących już ślepo we wszystko co słyszy z ust panów w sutannach – obojętnie czy z kościelnej ambony czy ze szklanego ekranu…

To jednak, czego osobiście mnie najbardziej brakło w telewizyjnym programie świątecznym był choćby cień kultury przez trochę większe “K”.

Jeżeli reprezentują ten rodzaj sztuki, nikomu oczywiście nie umniejszając, tylko przedstawiciele sceny kabaretowej czy zespoły (im dziwniej tym lepiej) wykonywujące kolędy to … nic tylko ręce załamać… albo zdać sobie sprawę z tego że albo JA mam coś z głową albo zawiadujący polską TVP i mający wpływ na społeczny przekaz, traktują naród jak … niedorozwiniętych emocjonalnie i nieświadomych kulturalnie pół-mózgowców…

Nie doszukałem się, w przecież misyjnej, telewizji publicznej żadnego spektaklu operowego, koncertu symfonicznego czy premiery teatralnej – jest przecież mnóstwo dzieł najwybitniejszych kompozytorów, którzy uświetnili TEN CZAS swoimi arcydziełami, niech wspomnę chociaż takich jak Bach, Mozart, Beethoven czy Vivaldi…  – ale nie szukając po lewej stronie Odry, znajdziemy polskich kompozytorów, którzy specjalnie na TEN okres tworzyli swoje arcydzieła – nie sposób tu nie wspomnieć o naszym narodowym wieszczu sztuki operowej – Stanisławie Moniuszce

Stanisław Moniuszko

i jego operze “Straszny Dwór”…

Straszny Dwor

Nie piszę tego artykułu z myślą o sobie, umiem większość dziel Moniuszki na pamięć… – żal mi po prostu, że pomimo tak wielu wypowiedzi polityków w sprawie znaczenia polskiej kultury i jej dziedzictwa (nawiasem mówiąc, dziedzictwo to bardzo nieszczęśliwe sformułowanie – jest bowiem w historii Polski wiele wątków o których wspominać bardzo by się nie chciało…) – to tak mało robi się w kierunku jej propagowania nie wspominając już o jej rozwoju… Bo jak tu mówić o rozwoju kultury bez jej dostępu do mediów…???

W tym miejscu pytam jeszcze raz: – gdzie się podział “Straszny Dwór”?

Nie wiem.. ale mam szczerą nadzieję, że w przyszłości, również na ekranach TVP, doczekamy się programów, koncertów i spektakli, które będą trafiały w gusta nie tylko tych, którzy włączając odbiornik, oczekują tylko i wyłącznie (taniej) rozrywki…

Bo w przeciwnym razie po co placic abonament…???

PS. Przed kilkoma laty, wspólnie ze Sławomirem Pietrasem, Orkiestrą Filharmonii Sudeckiej i solistami Opery Poznańskiej zrealizowaliśmy koncertową wersję tego dzieła – jest to niestety zapis niestudyjny… – jestem jednak przekonany, że dostarczy WAM emocji i wrażeń których moim zdaniem bardzo zabrakło w tegorocznym Świątecznym programie Polskiej Telewizji Publicznej…

Zapraszam do obejrzenia 🙂

“…Raz na wozie – raz na wozie…”

na dobra sprawe wszystko jest bardzo proste – “raz na wozie – raz pod wozem…”

Kazdy z nas “przerabia” to kazdego dnia…

I nie byloby w tym nic dziwnego – oprocz tego, ze sprobuje WAS namowic do potrzegania w znaczenieu “raz na wozie – raz na wozie” 🙂 – poniewaz wszystko co nas spotaka jest bardzo pozytywne i bardzo tworcze.

Chwilowy brak osiagania (siagniecia) zamierzonych efektow nie jest, nie powinien byc byc, nie moze byc spostrzegany jako porazka badz kleska! – to tylko swoisty zart losu 🙂 –

Jest w niemczech takie przyslowie: “Man weisst nicht wofür es gut ist” – sprawdza sie jak najbardziej rowniez w polskiej mentalnosci – czasami po prostu nie wiemy “dlaczego jest to dobre…”

Nos do gory – wszystko ma swoj sens – a to, ze dzisiaj tego nie rozumiemy o niczym nie swiadczy 🙂

Nasze sukcesy sa tak samo wazne jak nasze porazki – cialo czlowieka stworzone jest w ponad 70-ciu procentach z wody – woda dazy do rownowagi – im wiecej w nas i naszym zyciu sukcesow – tym wiecej bedzie porazek – wszystkiego po rowno 🙂

Przezywacie? radujecie sie? smucicie? – nikt WAS nie rozumie? – BRAWO!!! tak ma byc – dajcie sie poniesc emocjom i uczuciom – wzloty i upadki sa naturalne – nie wstydzcie sie Waszych porazek i swietujcie sukcesy – w obu przypadkach jestem z WAMI 🙂

Moi drodzy blogoczytacze – zecze WAM pieknego wieczoru i dobrego nastroju na reszte tygodnia

Komentujmy kochani – komentujmy IMIENNIE…

od jakiegos czasu zaczalem spisywac swoje przemyslenia na blogu – dostaje wiele Waszych opinii i komentarzy na privat – dziekuje 🙂 – ale mam ogromna prosbe: komentujcie kochani i piszcie o swoich (rowniez niezgodach) oficjalnie!!!

Zyjac w “kieracie” – zamurowanym wielometrowym murem  – srodowisku – mamy wrazenie, ze nie mamy na nic wplywu – wykonujemy nasze codzienne zadania majac wrazenie “dobrze spelnionego obowiazku”…

Prawdopodobnie JA, bardziej niz ktokolwiek z WAS, wiem co to znaczy szantaz realny, szantaz emocjonalny, szantaz spoleczny czy jeszcze jakis inny… szantaz…

Nie bojmy sie wypowiadac naszych mysli – nasz glos nie tylko sie LICZY ale jest KLUCZOWY!!!

Tak dlugo jak NIC nie mowimy, nie piszemy, nie publikujemy, nie komentujemy – tak dlugo nie zabieramy glosu w debacie publicznej…

Dlatego prosze 🙂 – nos do gory!!! pioro w dlon!!!

Niech NAS widza, niech NAS slysza!!!

A C-Dur podane przez waltornie w pierwszej symfonii Brahmsa jest CZADEM!!!

Kocham Muzyke, Sztuke, Mozarta i WAS 🙂

L. v. Beethoven – baaaardzo przystepnie :)

„Charakterystyczną cechą wielkich kompozycji Beethovena jest fakt, że są one prawdziwymi poematami, że usiłują przedstawić jakąś realną treść. Otóż główna przeszkoda w ich rozumieniu polega na trudności, jaką sprawia odczytanie tej treści. Beethoven był nią tak całkowicie pochłonięty, że jego najwybitniejsze utwory prawie wszystko jej zawdzięczają. Zaprzątnięty bez reszty jedną myślą nie uważał za stosowne dodawać komentarza do tematu ujętego już przez kompozycję” 

(R. Wagner 1852r.)

W ciągu swego 57-letniego życia Beethoven dokonał dwóch rzeczy na pozór niemożliwych do osiągnięcia. Po pierwsze mimo najdotkliwszego kalectwa, jakie może spotkać muzyka – głuchoty, zdołał przezwyciężyć załamanie i nie przestał komponować, tworząc w miarę dojrzewania emocjonalnego coraz doskonalsze dzieła. Po drugie zaś, w epoce, w której ciągle jeszcze muzyk traktowany był niemal na równi ze służbą dworską, Beethoven zdołał wyzwolić się od poniżającej zależności, a nawet zmusić dumnych arystokratów do okazywania mu szacunku należnego artyście. Ten wielki człowiek i zarazem nieszczęśliwy samotnik swoje niespełnione uczucia przelewał na papier nutowy, dzięki czemu dziś możemy podziwiać pełne żaru i miłości sonaty, kwartety, koncerty i symfonie. Dzięki zachowanej korespondencji dowiadujemy się, jak bardzo bolała go ta samotność, ale odnajdujemy tam też inne cechy jego charakteru – dobroć, poczucie sprawiedliwości, a niekiedy nawet nieco sarkastyczne poczucie humoru.

Beethoven – kompozytor zrewolucjonizował większość form, jakie pisał, bądź to wprowadzając nowe, nie stosowane dotąd instrumenty, bądź rozbudowując poszczególne części cyklu sonatowego, czy w końcu zwiększając ich liczbę powyżej przyjętych powszechnie czterech. Kompozytorzy romantyzmu mieli zatem ułatwione zadanie w dziedzinie tworzenia takich form, jak poemat symfoniczny, uwertura programowa, miniatura fortepianowa czy symfonia wokalno-instrumentalna, gdyż w nich i wielu innych przysłowiowy „kamień węgielny” położył Beethoven.

Dzieła Beethovena doczekały się niezliczonych interpretacji, tradycyjnie zmierzających w kierunku ukazania romantycznej osobowości kompozytora, wyrażającego w swej muzyce idee wolności i miłości. Z drugiej strony, wskazuje się również na związek estetyki Beethovena z XVIII-wiecznym uniwersalizmem i klasyczną logiką budowy form pomimo zmian, jakie w nich wprowadzał.  Stąd  twórczość Beethovena, aczkolwiek klasyfikowana w obrębie klasycyzmu muzycznego, daleko wykracza poza granice tego nurtu, zapowiadając nadejście epoki romantyzmu.

Przemiany w zakresie formy i stylu najlepiej prześledzić na przykładzie ewolucji symfonii, jaka dokonała się w dziełach tego kompozytora.

Dwie pierwsze symfonie – C – dur op.21 i D – dur op.36 wskazują na styl klasyczny, ale nie tak do końca, gdyż w II Symfonii w miejsce Menueta ( cz. III ) pojawia się po raz pierwszy Scherzo. Co prawda do Menueta powraca jeszcze w IV i VIII Symfonii, jakby chciał przypomnieć, że korzeniami mocno tkwi w epoce klasycyzmu. Zastępując Menueta formą Scherzo nadał swym symfoniom bardzo głęboki i wyraźny rys dramatyczny. To już nie salonowy, dworski taniec, ale ogniwo niosące w sobie niezwykły ładunek emocjonalny.

Kolejną symfonią wyłamującą się schematowi klasycznemu jest VI F – dur op.68 Pastoralna. Tu kompozytor posunął się jeszcze dalej rozbudowując cykl i tworząc 5 – częściowe dzieło o charakterze programowym, w którym czynnik kolorystyczny i dźwiękonaśladowczy odgrywa ważną, acz nie najważniejszą rolę. Beethoven znów „gra” na emocjach i uczuciach, a to przecież zabieg typowo romantyczny.

Jednak spośród wszystkich dziewięciu symfonii na szczególną uwagę zasługują trzy   ( nota bene najsłynniejsze ): III Es – dur op.55 Eroica, V c – moll op.67 (zwana Symfonią losu ) i IX d – moll op.125. Właśnie te dzieła wyróżniają się nowatorskim podejściem kompozytora do formy, harmonii, instrumentacji, kolorystyki i pracy tematycznej.

Tak naprawdę to nie VI, a właśnie III Symfonia zasługuje na miano prototypu symfonii programowej, gdyż ideą form programowych nie jest naśladowanie  odgłosów przyrody za pomocą odpowiednio dobranego aparatu wykonawczego – to tylko środek do osiągnięcia tego celu. Istotą form programowych jest pozamuzyczny program, który jest jedynie inspiracją dla kompozytora, a dla słuchacza ma stanowić przyczynek do uruchomienia wyobraźni. I taka jest właśnie III Symfonia – powstała dla uczczenia pamięci wielkiego człowieka, który okazał się marną istotą ludzką, pazerną na władzę i nie liczącą się z głoszonymi wcześniej ideałami. I choć w zakresie elementów dzieła muzycznego nie ma takich pojęć, to uczucia i emocje są tu czynnikiem formotwórczym i pierwszoplanowym. Niezwykle bogatą paletę barw uzyskuje tu kompozytor za pomocą doskonale dobranego aparatu wykonawczego, w którym istotną rolę odgrywają instrumenty dęte – zwłaszcza dęte blaszane. Po raz pierwszy w tej właśnie Symfonii Beethoven zwiększył ilość waltorni do trzech i zrobił to nie po to, aby uzyskać większą potęgę brzmienia, lecz głównie z powodu Tria w części trzeciej, które powierzone zostało jedynie tym instrumentom. Co za niezwykła pomysłowość – dzięki temu prostemu zabiegowi zyskuje chwilowe odprężenie, wprowadza pastoralny klimat przywodzący na myśl dalekie echa polowań. A może wręcz przeciwnie, nawołuje do walki, a sygnał rogów jest zapowiedzią wymarszu? Na tym właśnie polega programowość tej Symfonii, nic nie jest dopowiedziane do końca i każdy może przedstawić sobie taki obraz zdarzeń, jaki mu nasuwa wyobraźnia.

V Symfonia c – moll op.67 przez potomnych nazwana  Symfonią Losu czy też  Symfonią Przeznaczenia ze względu na czterodźwiękowy  motyw, który jest osnową wszystkich jej części. Tu znów zderzamy się z genialnym, nowatorskim potraktowaniem cyklu symfonicznego. Po raz pierwszy już nie jedna część, ale cała symfonia wywodzi się z tego najsłynniejszego na świecie motywu, za każdym razem poddanego innym przekształceniom, innej harmonii, instrumentacji i agogice.

Ostatnia symfonia – IX d – moll op.125 wymyka się wszelkim schematom z powodu zupełnie nowego potraktowania formy. Co prawda Beethoven trzyma się schematu czteroczęściowego, ale zamienia kolejność środkowych części, a w ostatniej wprowadza czterech solistów – wokalistów oraz czterogłosowy chór mieszany śpiewający tekst Ody do Radości F. Schillera.

Czegoś podobnego współcześni kompozytorowi słuchacze nie mogli się spodziewać, stąd uznali, że IX Symfonia to utwór nie nadający się do grania i słuchania. Pomimo wyjątkowo entuzjastycznego przyjęcia prawykonania dzieła w Wiedniu, IX Symfonia jeszcze długo potem spotykała się z obojętnością i niedowierzaniem. I potrzeba było całych stu niemal lat, aby Wagner i Liszt udowodnili Niemcom i światu, że Dziewiąta to nie dziwactwo głuchego kompozytora, lecz dzieło ponadczasowe i genialne.

Symphony No. 9 in D Minor, Op. 125: I. Allegro ma non troppo, un poco maestoso,
Dariusz Mikulski – Dirigent, Sudeten Philharmonie

Dobrego dnia z Beethovenem 🙂

Uczymy, uczymy… ale jak?

do napisanie tego artykulu – a wlasciewie komentarza – sprowokowal mnie raport, ktory ukazal sie na lamach Gazety Prawnej, ktorego fragmenty w dalszej czesci (ukosna czcionka) cytuje.

Zarowno moj komentarz jak i cytowany przeze mnie tekst sa uzupelnieniem danych o sytuacji na polskich uczelniach wyzszych, publikowanych w ostatnim czasie przez Gazete Wyborcza i inne media – dotyczacych pozycji polkich uczelni wyzszych w rankingach swiatowych dotyczacych szkolnictwa wyzszego.

Mysle, ze warto zastanowic sie nad powodem tej sytuacji, mozliwosciami podwyzszenia poziomu i znaczenia poslkiego szkolnictwa – jako kraj mamy przeciez wspaniale tradycje siegajace jeszcze czasow Jagiellonow…

Piszac ten artykul powoduje mna rowniez, a nawet przede wszystkim, troska o przyszlosc szkolacych sie w Polsce studentow – ich dalsza szanse rozwoju i dzialania w srodowisku europejskim – jestesmy przeciez czlonkami EU – musimy, moim zdaniem, nawiazywac do najlepszych, czerpac od nich wzorce pozytywne, rozwijac te dziedziny w ktorych mamy realna szanse osiagnac zamierzony – swiatowy sukces.

“…Obcokrajowcy stanowią zaledwie nieco ponad 1 proc. studentów uczących się na polskich uczelniach. To najmniej wśród wszystkich krajów UE – wynika z raportu  Studenci Zagraniczni w Polsce 2013.

Polska, obok Chorwacji, jest pod tym względem najmniej umiędzynarodowionym krajem Unii Europejskiej – informuje w raporcie Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

Obecnie w Polsce studiują ponad 24 tysiące studentów zagranicznych z 141 krajów. To prawie 4 tysiące więcej niż w roku 2011, jednak nadal stanowią oni zaledwie 1,1 proc. wszystkich studentów.

„To nie tylko znacząco mniej niż w najwyżej rozwiniętych krajach Zachodu czy w Chinach, ale też mniej niż u naszych sąsiadów: w Czechach, na Węgrzech, Słowacji, Słowenii, Litwie, Łotwa, Estonii, a nawet w Bułgarii i Rumunii” – informuje w przesłanym PAP komunikacie Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

Jak podają autorzy raportu, Polska pozostaje, obok Chorwacji, najmniej umiędzynarodowionym krajem członkowskim UE i jednym z najniżej umiędzynarodowionych w OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Można jednak zauważyć pewną poprawę w tej dziedzinie, bo jeszcze pięć lat temu stanowili oni zaledwie 0,6 proc. wszystkich studentów.

Najwięcej studentów zagranicznych przyjeżdża na polskie uczelnie z krajów sąsiedzkich – Ukrainy (6321) i Białorusi (2937). Kolejne miejsca zajmują Norwegowie (1514), Szwedzi (1162) i Amerykanie (970).

„Dynamicznie rosnącą grupą studentów zagranicznych na polskich uczelniach są Hiszpanie. W tej chwili studiuje ich w naszym kraju 1177. Najchętniej wybierają oni studia techniczne” – czytamy w przesłanym PAP raporcie.

W porównaniu ze średnią światową, w Polsce uczy się niewielu studentów z Azji, w dodatku ich liczba ciągle spada. W Polsce studiuje tylko 565 Chińczyków, 533 Tajwańczyków, 215 Hindusów i 197 Wietnamczyków.

Za to wciąż rośnie liczba studentów z Ukrainy na polskich uczelniach. Polska, obok Rosji i Niemiec, jest najchętniej wybieranym krajem przez studentów z tego kraju. Od 2000 roku liczba ich wzrosła ponad dwukrotnie.

„Na świecie ponad 4 miliony studentów wybiera studia poza granicami swojego kraju. Do roku 2020 liczba ta ma się podwoić. Ponad połowa międzynarodowych studentów to Azjaci. Znakomitą większość studentów z zagranicy goszczą uczelnie krajów OECD. Spośród nich najchętniej wybierane są: Stany Zjednoczone, Australia, Wielka Brytania, Niemcy i Francja. Do tych krajów trafia ponad połowa wszystkich studentów zagranicznych w skali globu” – informuje Fundacja Edukacyjna Perspektywy.

W skali globalnej, rynek studiów międzynarodowych przynosi krajom goszczącym studentów zagranicznych około 80-90 miliardów dolarów rocznie. W Polsce – podają przedstawiciele fundacji – szacunkowy wkład studentów zagranicznych dla gospodarki, to w tej chwili około 100 milionów euro rocznie.

Raport „Studenci zagraniczni w Polsce 2013″ oparty jest na niepublikowanych danych GUS a także na danych OECD, UNESCO i Eurostat. Publikacja powstała w ramach wieloletniego programu promocji polskich uczelni za granią „Study in Poland”, prowadzonego wspólnie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Fundację Edukacyjną Perspektywy…)

Jako nuczyciel akademicki pracujacy m.in. w Polsce, jako osoba studiujaca i mogaca poszczycic sie dyplomami wyzszych uczelni z Lodzi, Stuttgartu i indeksem Mozarteum z Salzburga, jestem zywo zainteresowany jak najwyzszym poziomem ksztalcenia i wyksztalcenia mlodziezy studiujacej na polskich uczelniach.

Wydaje mi sie, ze statyski probuja przekazan nam pewne przeslanie mowiace o tym, ze konieczna jest dyskusja na temat podniesienia poziomu i jakosci tegoz szkolenictwa – dokladanie nam – wykladowca – coraz wiecej “pracy papierkowej”, obowiazkowych sprawozdan i moim zdaniem, zupelnie niepotrzebnych rubryk do wypelniania nie przeklada sie i nigdy nie bedzie przekladac na jakosc prowadzonych przez nas seminariow…

Oczywiscie zawsze mozna stwierdzic ze “nauka jest niedofinansowana” – to truizm – mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze “WSZYSTKO jest niedofinansowane”…

Ale czy dodatkowy mld. na nauke (przeznaczony w przewazajacej mierze na wynagrodzenia dla wykladowcow) bedzie mial bezposredni wplyw na poprawe jakosci szkolenia? Czy tylko podniesienie zarobkow wykladowcow, ktorzy sa oczywiscie niedofinansowani, bedzie mial wplyw na statystki polskich uczelni?

Oczywistoscia jest rowniez fakt, ze bez odpowiednio wysokich nakladow na badania i publikacje – bez odpowiedniej infrastruktury – osiagniecie zamierzanego efektunie jest po prostu niemozliwe.

Czy nasz polski system szkolenia oparty przede wszystkim na rozbudowanym do niespotykanych gdzie indziej rozmiarow metodach sprawdzania – egzaminow, kolokwiow, przesluchan, testow etc jest tym, ktory sprawdza sie w praktyce? – jak pokazuja statystyki – JUZ NIE…

Czy przypadkiem fakt, ze aby uzyskac w Polsce tytul PROFESORA trzeba ukonczyc lat 50, gdzie nie sa wazne umiejetnisci, wiedza i osiagniecia wykladajacychw kontekscie ich awansu akademickiego nie sa czynnikiem demotywujacym? – Znam w innych krajach euopejskich doktorow i profesorow w wieku lat dwudziestu kilku… – jakos nikomu to nie przeszkadza – jezli sa DOBRZY i maja OSIAGNIECIA to dlaczego ich blokowac…???

Zastanowmy sie rowniez nad teza czy przypadkiem SWIAT naukowy nie wyprzedzil Polski w podejsciu do STUDENTA? – to przeciez ON powinien byc podmiotem STUDIOW… Czy przypadkiem nie byloby zasadne zastanowic sie nad struktura zarzadzania, organizowania i finansowania polskiego szkolnictwa? Sposobem rozdzielania dostepnych srodkow? Slynne jez wystapienie Premiera D. Tuska i wspolna z Kanclerz A. Merkel konferencja prasowa na ktorej wypowiedzial teze “MADRZE WYDAWAJ” wyrazona w kontekscie gospodarowania przez Polsce srodkami unijnymi nie powinna miec zastosowania rowniez w kontekscie EDUKACJI?

Bede bardzo wdzieczny za Panstwa komentarze i zabranie glosu w dyskusji – przeciez tylko dzieki wspolnym pomyslom i zaangazowanej pracy jestesmy w stanie spelniac godnie nasza misje sluzenia spoleczenistwu i pracy na rzecz jak najlepszego ksztalcenia mlodych pokolen…

Dobrej soboty WAM zycze i serdecznie pozdrawiam 🙂

A ja sie bardzo ciesze z Dreamliner’a!!!

jak wiekszosci z WAS, rowniez i mnie nie umknela wczorajsze, MEGA-reklamowana informacja medialna o wyladowaniu na Warszawskim Okeciu pierwszego polskiego (i poki co pierwszego europejskiego) Dreamliner’a.

Skala promocji tego zdarzenia moze troche zaskakiwac – przerwane programy informacyjne, relacje “na zywo” prawie we wszystkich mediach – komentarze licznie przybylych na bankiet do hangaru oficjeli i celebrytow etc. – przywolywac moze na mysl jakies wielkie swieto wagi co najmniej SWIATOWEJ… – no coz, z ta promocja to moze troche przesadzono ale w koncu Polska moze sie pochwalic czyms, co w chwili obecnej jest (jeszcze) PIERWSZE i NAJNOWSZE w Europie…

Oczywiscie stwierdzenia, ze Polska flota lotnicza (moim zdaniem nie slusznie nazywana “narodowa”) posiada najnowoczesniejsze maszyny lotnicze w Europie jest grubo przesadzone – np: Airbus A 330 (ktorych Polska nie posiada…) wcale nie ustepuje tak bardzo pod wzgledem technologicznym czy ekonomicznym Dreamliner’owi – “jedna jaskolka wiosny nie czyni”… – to jednak wydaje mi sie, ze po trosze rozumien zachwyt i troche na wyrost kierowane do opini publicznej slowa reporterow, przedstawicieli LOT-u i komentatorow.

Przyzwyczajeni przez dziesiatki lat do przyslowiowej, polskiej bylajakosci czy trzecioligowosci – tak bardzo kibicujemy jednak naszemu Malyszowi, Wlodarczyk, Radwanskiej, czy Blachaczowi – tu, w Warszawnie na Lotnisku im. Fr. Chopina, w barwach Polskich Linii Lotniczych LOT – mamy w koncu nasza technologiczna “JEDYNKE” 🙂

Nie zapominajac oczywiscie o naszych polskich “NIE – CZYNIACYCH – WIOSNY – JASKOLKACH” swiadomy jestem tego, ze permanentny brak SUKCESU w swerach spolecznej, ekonomicznej, kulturowej, technologicznej, naukowej, poziomu PKB, ilosci orkiestr symfonicznych (np: Polska – 26, Niemcy – 400), ilosci teatrow dramatycznych, poziomu teatrow operowych, miejsca zajmowanego w renomowanych rankingach przez wyzsze uczelnie, wydatkow na ochrone zdrawia na glowe mieszkanca, kilometrach autostrad, kilometach szybkich linii kolejowych, pozycji polskiej pilki noznej na pozikomie zarowno klubowym jak i narodowym, licznych aferach i swiadomosci ogolnego “kolesiostwa” czy “kumoterstwa” i braku profesjonalizmu na poziomie sprawowania wladzy panstwowej czy sluzby urzedniczej etc, etc – powoduje prawie automatycznie wprost euforyczne szczescie i niezwykla radosc z (przynajmniej) ZAPACHU tegoz SUKCESU…

Bardzo ciesze sie z Dreamliner’a!!! – byc moze tylko nieliczna grupa czytajacych ten blog bedzie miala w najblizszym czasie okazje do tego aby nim poleciec – uwazam jednak, ze kazdy krok, nawet ten pierwszy, nawet ten najmniejszy jest niezwykle wazny – to krok w dobra strone – krok w strone poprawy jakosci, komfortu, wizerunku a przede wszystkim bezpieczenstwa podroznych.

…Tym bardziej nie rozumiem malkontetow krytykujacych tylko i wylacznie po to aby (na sile) krytykowac cos co jest po prostu DOBRE 🙂

Na koniec zycze polskiemu rzadowi z Prezydentem i Premierem na czele aby na przekor i tak wiecznie niezadowolonej opozycji zakupili w koncu PORZADNE – nowoczesne, wygodne i bezpieczne (nie NAJTANSZE!!!) samoloty rzadowe!!!

Bo nijak sie ma do JAKOSC, POZIOM i KLASA DREAMLINER’A do swiadomosc tego, ze “najwyzsze glowy” w Panstwie Polskim podrozuja podstarzalymi “liniowkami”…

POWODZENIA!!!

%d bloggers like this: