Posts Tagged ‘ opera ’

Gdzie się podział “Straszny Dwór”?

od wielu lat nie udawało mi się spędzić Świąt Bożego Narodzenia w Polsce – w tym roku było inaczej – bez napięcia, terminów i prób, spędziłem Święta w gronie rodziny, z rodzicami, rodzeństwem i ich pociechami. To był dla mnie fantastyczny czas – taki, o którym już zapomniałem że istnieje…

Chcąc – nie chcąc, u mojej rodziny oglądałem kilka programów w tv , na co-dzień nie posiadam takich luksusów w postaci telewizora z bogatą ofertą programów i nie mam dostępu do tylu “atrakcji”… – ku mojemu zdziwieniu okazuje się że żyjąc w telewizyjnym celibacie niczego nie tracę…

Program TVP na Święta mnie rozczarował – na dobrą sprawę nie warto było mu poświęcić więcej, niż tyle ile potrzeba aby zapoznać się z wiadomościami…

Filmy w większości już ludzie w moim wieku widzieli – bądź w kinie, bądź w poprzednich latach w TVP.

Politycy na szczęście na okres Świąt ograniczyli się do okolicznościowych życzeń bądź w sposób dla nich mało naturalny, tonowali swoje wypowiedzi, chowając codzienną mowę nienawistną pod świąteczny obrus… – niezobaczenie ich na szklanym ekranie nie powodowało żadnych wartości ujemnych…

Niecodziennie często natomiast mieliśmy okazje zobaczyć na ekranie przedstawicieli Kościoła Katolickiego, którzy moim zdaniem, poprzez swoje bądź nieprecyzyjne bądź kłamliwe wypowiedzi dotyczące np. “przemocy wobec kobiet” robili wszystko aby odstraszyć swoich wiernych od czynnego uczestnictwa w życiu i polityce kościoła..

Myślę, że przywództwo Kościoła Katolickiego w Polsce przespało trochę czas reformy społeczeństwa, które w dużej mierze, z zastraszonego i zgnębionego poprzez ustrój komunistyczny, ewoluowało do miana ludzi światłych, myślących – nie wierzących już ślepo we wszystko co słyszy z ust panów w sutannach – obojętnie czy z kościelnej ambony czy ze szklanego ekranu…

To jednak, czego osobiście mnie najbardziej brakło w telewizyjnym programie świątecznym był choćby cień kultury przez trochę większe “K”.

Jeżeli reprezentują ten rodzaj sztuki, nikomu oczywiście nie umniejszając, tylko przedstawiciele sceny kabaretowej czy zespoły (im dziwniej tym lepiej) wykonywujące kolędy to … nic tylko ręce załamać… albo zdać sobie sprawę z tego że albo JA mam coś z głową albo zawiadujący polską TVP i mający wpływ na społeczny przekaz, traktują naród jak … niedorozwiniętych emocjonalnie i nieświadomych kulturalnie pół-mózgowców…

Nie doszukałem się, w przecież misyjnej, telewizji publicznej żadnego spektaklu operowego, koncertu symfonicznego czy premiery teatralnej – jest przecież mnóstwo dzieł najwybitniejszych kompozytorów, którzy uświetnili TEN CZAS swoimi arcydziełami, niech wspomnę chociaż takich jak Bach, Mozart, Beethoven czy Vivaldi…  – ale nie szukając po lewej stronie Odry, znajdziemy polskich kompozytorów, którzy specjalnie na TEN okres tworzyli swoje arcydzieła – nie sposób tu nie wspomnieć o naszym narodowym wieszczu sztuki operowej – Stanisławie Moniuszce

Stanisław Moniuszko

i jego operze “Straszny Dwór”…

Straszny Dwor

Nie piszę tego artykułu z myślą o sobie, umiem większość dziel Moniuszki na pamięć… – żal mi po prostu, że pomimo tak wielu wypowiedzi polityków w sprawie znaczenia polskiej kultury i jej dziedzictwa (nawiasem mówiąc, dziedzictwo to bardzo nieszczęśliwe sformułowanie – jest bowiem w historii Polski wiele wątków o których wspominać bardzo by się nie chciało…) – to tak mało robi się w kierunku jej propagowania nie wspominając już o jej rozwoju… Bo jak tu mówić o rozwoju kultury bez jej dostępu do mediów…???

W tym miejscu pytam jeszcze raz: – gdzie się podział “Straszny Dwór”?

Nie wiem.. ale mam szczerą nadzieję, że w przyszłości, również na ekranach TVP, doczekamy się programów, koncertów i spektakli, które będą trafiały w gusta nie tylko tych, którzy włączając odbiornik, oczekują tylko i wyłącznie (taniej) rozrywki…

Bo w przeciwnym razie po co placic abonament…???

PS. Przed kilkoma laty, wspólnie ze Sławomirem Pietrasem, Orkiestrą Filharmonii Sudeckiej i solistami Opery Poznańskiej zrealizowaliśmy koncertową wersję tego dzieła – jest to niestety zapis niestudyjny… – jestem jednak przekonany, że dostarczy WAM emocji i wrażeń których moim zdaniem bardzo zabrakło w tegorocznym Świątecznym programie Polskiej Telewizji Publicznej…

Zapraszam do obejrzenia 🙂

Stephen D. Mull – Ambasador, ktory mi … zaimponowal

jest faktem powszechnie znanym, ze w pazdzerniku 2012 roku nowym Ambasadorem USA w Polsce, nastepca Lee Feinstaine, zostal Stephen D. Mull.

Stephen D. Mull – Ambasador USA w Polsce

Foto: Ambasada USA w Warszawie

To, ze Stephen D. Mull pracowal juz w Polsce, pomagajac m.in w przystapieniu Polski do NATO – zostawiam na poziomie hisoryczno-politycznym jako fakt bezwzglednie pozytywny – jednak ja – muzyk i pedagog, ktory na wielkiej polityce sie nie zna, zwrocilem uwage na kilka jego wystapien, wypowiedzi i udeklaracji na poziomie … ogolnym.

Zainteresowala mnie w szczegolnosci sfera spoleczna, dotyczaca ponownego rozpoczecia przez Pana Ambasadora pracy w Polsce – a przede wszystkim fakt, ze z niezwykla otwartoscia mowil o Polsce i Polakach, wykazal sie znajomoscia klimatu spolecznego-politycznego jak rowniez ogromnym wyczuciem w swoich komentarzach.

Chyba niczyjej uwadze nie umknelo to, ze zanim w pazdzierniku 2012 Ambasador Mull przyjechal do Polski, nawiazal kontakt z Polakami na portalu spolecznosciowym Twitter, pytajac m.in o mozliwosc poruszania sie po Polsce na rowerze…

Ten wlasnie przyslowiowy “rower” jest czyms bardzo “nowym” i “swiezym” w sposobie postrzegania wysokiej rangi politykow przez przecietnego “Mikulskiego”. Mnie kojarzyli sie oni dotachczas jako osoby, do ktorych nie mozna w zaden sposob dotrzec – nie wspominajac juz o tym, aby ich spotkac czy wymienic uwagi badz spostrzezenia… Wysokie mury, ciemne szyby, listy bez odpowiedzi, “grube” limuzyny – to mniej wiecej obraz, ktory do tej pory mialem w glowie myslac o przedstawicielach klasy politycznej…

A tu nagle zjawia sie Pan Stephen D. Mull – nowy Ambasador najpotezniejszego panstwa na swiecie – ktory jezdzi na rowerze, szuka kontaktu z Polakami i z Polska, chodzi do Teatru, Opery, na koncerty; przemawia w sposob nie dajacy ukryc jego sympatii do naszego kraju; nie wstydzi sie uzywac publicznie – w mowie i pismie, swojego – jeszcze nie konca perfekcyjnego jezyka polskiego – zaskarbiajac sobie tym oczywiscie ogromna sympatie 🙂 🙂 🙂

Swoista “wisinka na torcie” sa zyczenie, ktore bez zbednej pompatycznosci (charakterystycznej dla polskiej kultury politycznej) – pracownicy Ambasady USA w Polsce przekazali Polakom z okazji zblizajacych sie Swiat Bozego Narodzenia i Nowego Roku, nagrywajac teledysk do piosenki M. Carey:

“…U.S. Ambassador to Poland Stephen Mull and all the American and Polish staff at the United States Embassy in Warsaw wish you Happy Holidays and a Joyous New Year!…”

@Mariah Carey performing All I Want For Christmas Is You. (C) 1994 SONY BMG MUSIC ENTERTAINMENT

Na koniec jeszcze jeden, moim zdaniem, bardzo wazny watek – Pan Ambasador wykorzystuje madia i portale spolecznosciowe nie tylko do tego tego aby informowac o swojej pracy, ale rowniez utrzymuje kontakt z osobami do niego piszacymi – moja korespondencja na jego adres na portalu Twitter

@SteveMullUSA

nigdy nie pozostala bez odpowiedzi… !!!

Zyczylbym sobie, aby inni politycy wzieli z niego przyklad i nie traktowali swoich witryn internetowych tylko i wylacznie jako miejsca politycznego LANSU i bezosobowej tablicy informacyjnej… Nada im to “ludzka twarz” – a nam, obywatelom – swiadomosc egzystencji w spolecznosci demokratycznej, gdzie politycy nie beda tylko aktorami znanymi z przekazow medialnych, ale przede wszystkim ludzmi pelniacymi funkcje spoleczne, z ktorymi bedziemy w stanie sie kontaktowac, udzielac im naszego wsparcia, badz tez, dzielic sie slowami konstruktywnej krytyki…

Pan Ambasador USA w Polsce – Stephen D. Mull – Dariuszowi Mikulskiemu … zaimponowal… 🙂

PS. Przy okazji skladam Panu Ambasadorowi, pracownikom Ambasady USA w Polsce jak i na rece Pana Ambasadora – wszystkim Amerykanom – Najlepsze Zyczenia Zdrowych i Pogodnych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku!!!

W przedswiatecznym zamieszaniu przed koncem swiata…

zapach gotowanego grochu z kapusta, pieczonych ciast – sernik, makowiec, ciasteczka, zmazone ryby, barszcz, zupa grzybowa, pierogi z kapusta i grzybami, barszcz czerwony, karp w galarecie, sledz w oleju, makielki, bakalia, kasza gryczana; szybkie wycieczki do najblizszego sklepu bo “cos sie zawsze jeszcze zapomnialo”; nieprawdobodobny rozgardiasz w domu – poszukiwanie ozdob choinkowych, sprawdzanie choinkowego oswietlenia – zawsze brakuje jakiejs zaroweczki…

Za chwile dzwiek muzyki, Mozart, koledy, spokojne tony, podniosly nastroj… Nie sposob w tym calym zamieszaniu nie wyjac z futeralu waltornii i “pomoc” w budowaniu nastroju… Kiedy miny domownikow wskazuja jednoznacznie na to, iz “kochaja waltornie” przesiadam sie do klawiatury – a co tam – nie mozna przeciez myslec tylko o sobie 🙂

Na ulicach jakis dziwny pospiech… Nikt nie stoi, nie rozmawia – wszyscy skoncentrowani na zadaniach do realizacji… miesny, warzywniak, 1001 drobiazgow, Baby World…

W mieszkaniu ekipa remontowa – mala awaria.. Na szczescie juz usunieta… ale trzeba murowac, kleic, poprawiac, naprawiac – przyszedl szef ekipy – konsternacja… – oni tez sie spiesza – chca zdazyc…

Kochani zdazymy!!!

Konca swiata nie bedzie jeszcze bardzo dlugo – a przynajmniej kompletnie NIC na to nie wskazuje. Nie ma zadnej globalnej wojny, w gniazdku jest prad, pieknie pachnie z kuchni – jak zwykle przygotowane jest o wiele za duzo jedzenia jak dla jednej rodziny…

Do Ziemii nie zbliza sie zadna kometa ani duzy asteroid, Slonce swieci spokojnie i regularnie…

Pani w TV pieknie ubrana, Pan zalozyl krawat, Premier sklada zyczenia…

Kochani zdazymy!!! – znajdzmy czas na spacer i rozmowe 🙂

Lampki na choinke sie znajda, ozdob choinkowych nie zabraknie a z upominkow wszyscy beda przeszczesliwi 🙂

Jedyny mozliwy koniec swiata, to ten, ktory sami sobie moglibysmy sobie zafundowac…

Maya prophecy

Zdazymy Kochani!!!

Pieknego piatku!!!

Nie dajmy sie zwariowac Kochani :)

moi drodzy,

okres przedswiateczny to juz tradycyjnie czas przygotowan do TEGO – jednego z najwazniejszych w tradycji kultury polskiej – okresu Boronarodzeniowego – kolacji wigilijnej, choinki, prezentow, wspolnego biesiadowania etc.

Czas cudowny – wspominamy czas narodzenia Jezusa w Nazarecie, zwierzeta mowia ludzkim glosem, przychodzi Mikolaj (w niektorych regionach Polski Gwiazdor), spiewamy koledy, lamiemy sie oplatkiem, skladamy sobie zyczenia, robimy postanowienia, obdarowujemy prezentami, pieknie ubieramy, wspominamy – czujemy sie “wspolnota”.

choinka

Jest to rowniez okres przygotowywania specjalnie na te okolicznosc specjalnej dwunastodaniowej kolacji (tradycyjnie nikt nie jest w ten wieczor glodny…), swiatecznych wypiekow – makowcow, lazanek, ciast, ciastek, piernikow

PIERNICZKI

czy (nie)miesnego karpia…

Jak sie tamu glebiej przyjrzec to latwo mozna sie zestresowac… – stresuja sie Ci, ktorzy aby odwiedzic rodzine musza czesto przebywac dlugie kilometry; Ci, ktorzy musza te uroczystosci przygotowac – zastanawiajac sie czy zupa nie jest za slona, karp za bardzo oscisty, kompot za slodki, prezenty nietrafione, obrus na stole nie za bardzo bialy…

Mam propozycje: NIE DAJMY SIE ZWARIOWAC KOCHANI 🙂

– jezeli nie mamy pomyslu (albo srodkow) na fajny (albo drogi) prezent – zawsze mozna napisac list, wiersz, piosenke albo zrobic laurke…

mozart_aria_cherubina_wesele_figara_650

– jezeli nie jestesmy pewni wlasnych talentow kuchennych – nie przyprawiajmy potraw zbyt mocno…  – zawsze mozna kilka z nich (przypraw) postawic na stole… poza tym – uwierzcie – nikt nie siada do kolacji wigilijnej glodny – przynajmnie mnie sie to jeszcze nigdy nie zdarzylo:)

– jezeli nie mamy czasu aby napisac do wszystkich znajomych kartki swiateczne – nie piszmy – wystarczy tylko kilka – tych najwaznieszych

– nie wysylajmy sms-ow alla “wyslij do wszystkich”. Nikt tego nie czyta – a jezeli juz, to nie traktuje ich powaznie

– niezmiennie super pomyslem jest wspolny SPACER

– przy stole zamiast otwierac coraz nowe trunki fajniej jest wymyslec jakas wspolna gre albo zabawe

– poswiecmy czas dzieciom – to w koncu one maja z okresu Swiat najwieksza radosc

– nie rozmawiajmy o polityce – ani przez duze ani przez male “p”

Mozna wymieniac jeszcze bardzo dlugo – nie chce przynudzac 🙂

Bede przewdzieczny za WASZE sugestie i komentarze do mojego tekstu 🙂 🙂 🙂

Dobrego wieczoru

O rogach naturalnych dla “kochanych waltorniowych maniakow”…

Róg naturalny – to ogólne określenie dla zbudowanych w formie podobnej do współczesnego rogu wentylowego instrumentów dętych blaszanych albo innych, z których dźwięk wydobywa sie za pomocą ustnika bądź innej ustnikobodobnej formie, gdzie grający wdmuchuje powietrze na podobieństwo fajki – wdmuchiwane powietrze dostaje się cieńszą stroną, a na końcu wydobywa stroną masywniejszą, często zakończona czarą rezonansowa.

Róg naturalny nie posiada ani otworów, klap, wentyli ani na kształt puzonu suwaka  – użycie tych udogodnień technicznych powodowało by w sposób mechanicznym srócenie bądź przedłużenie strumienia powietrza a poprzez to zmianę wysikości dźwięku.

Na takim instrumencie możliwe są do wydobycie tylko dźwięki naturalne – z naturalną, nie temperowaną intonacją, układające się zgodnie z łańcuchem alikwotów.

Wyjątkiem od tego są instrumenty w których grający ma możliwość zmiany wysokości dźwięku poprzez odpowiednią technikę zatykająca badź przytykającą strumień powietrza w czarze rezonansowej rogu naturalnego.

Materiały używane do budowy:

Rogi naturalne budowane były, jak opisałem wcześniej, z najróżniejszych materiałów. Te które znamy i używamy do dzisiaj wykonane są najczęściej z miedzi lub stopów miedzi z innymi materiałamie np: złotem, a następnie lakierowane bądź polerowane. Możemy spotkać też różnego rodzaju zdobienia. Najczęściej znajdują się one na rancie czary dźwiękowej (tzw. roztrąb) bądź na początku rurki ustnikowej, w miejscu gdzie wkłada się do niej (rurki ustnikowej) ustnik. Krągliki zaś (służące do dostrajania i wylewania z instrumentu skraplającej się podczas grania wody) wykonane sa ze stopów stalowych.

Formy budowy rogu naturalnego:

Forma rogu jako instrumentu w kształcie owalnym wynika w dużej mierze z przyczym praktycznych. Do odpowiedniej wysokości i miekkiej barwy dźwięku niezbędna jest odpowiednia długość rurki akustycznej. Powietrze wdmuchiwane i intonowane przez grającego pokonuje długą drogę poprzez wiele zakrętów i załamań. Poprzez to dźświęk nigdy nie jest tak jasny i ostry jak np: na trąbce lub puzonie.

Owalna budowa ma też charakter praktyczny. Metal z którego wykonany jest instrument daje sie po wcześniejszym podgrzaniu wyginać. Dzięki temu instrument może być możliwy do stosunkowo łatwego transportu.

W zależności od rodzaju instrumentów (rogów naturalnych), trdycji historycznych i potrzeb akustycznych spotykamy się z różnym zestawieniem i pogrupowaniem instrumentów. Spotykamy rogi naturalne jako instrumenty solowe, w grupach takich samych instrumentów zestawienia unisono, wielogłosowo bądź w grupach rogów o różnych formach budowy i stroju.

Typowe rogi naturalne podzielić możemy na następujące grupy:

a)    Alphorn (róg alpejski)

Waltornia_Alphorn

 Ze względu na technikę zadęcia należy on (jak wszystkie instrumenty dęte) do grupy Aerofonów i jest wykonany ze specjalnego drewna. Nie posiada ani klap, suwaków, ani wentyli – dlatego też możliwe jest wydobycie na nim tylko dźwięków naturalnych.

Alphorn posiada specyficzny (podobny do współczesnego ustnika stosowanego w rogach wenylowych) ustnik, dzieki któremu możliwe jest kształtowanie wysokości i barwy dźwięku. Jego długość to  trzy do siedmiu metrów w zależności od stroju i barwy instrumentu.

Alphorn w zależności od ukształtowania terenu słyszalny jest już z odległości 5-10 kilometrów. Zwany też często rogiem górskim, występuje on w wielu krajach, często o bardzo odmiennych kulturach: Alpy, Karpaty, Tybet, Pireneje, Kirgizja. Należy dodać, że największą popularność wynikającą w równym stopniu z zamiłowania i tradycji zadobył / zachował Alphorn w Szwajcarii.

Pierwsza znana nam i sprawdzona dokumentacja o tym instrumencie pochodzi z roku 1527. W książce rachunkowej klasztoru Świętego Urbana znajduje się zapis o wypłaceniu honoraium dwóm waltornistom grającym na rogach górskim podczas uroczystości odpustowych z okazji czczenia Świąt Świętego Bonifacego.

W muzyce klasycznej tylko niewielu kompozytorów tworzylo dzieła na Alphorn. Do najbardziej znanych należą: Leopolda Mozarta  – SINFONIA PASTORELLA na Alphorn o orkiestrę smyczkową G-Dur i Jiri’ego Druzecky’ego (Georg Druschetzky) PARTITA NA INSTRUMENTY CHŁOPSKIE.

Do dnia dzisiejszego spotkać możemy w Szwajcarii i Bawarii warsztaty specjalizujące sie wytwarzaniu Alphorn’ów. Wspólczesne instrumenty mogą posiadać otwory strojnicze i są wykonane nie jak przed wiekami z jednego tylku z kilku, połączonych ze soba kawałków drewnianych części.

Długości Alphorn’ów z podziałem na stroje:

ES – 405 cm (Szwajcaria), E – 389 cm (Szwajcaria), F – 366 cm (Niemcy), FIS/GES – 347 cm (Szwajcaria).

Największy, do tej pory zbudowany Alphorn został zbudowany w Szwajcarii w roku 1994 i ma długość 46 metrów. Jest on utrzymany w stroju „B“.

 b)   Parafecehorn

 Parafecehorn

powstał z niego w dalszym etapie rozwoju róg myśliwski i róg książęcy – instrument dęty blaszany z rodziny aerofonów jest zwoją budową i funkcjonalnością bardzo zbliżony do rogu myśliwskiego. Jego historyczne zastosowanie to przede wszystkim polowania, gdzie na tymże instrumencie grane były sygnały myśliwskie porządkujące ceremonię polowań i organzujące ruchy polujących.

Forma budowy z dużym otworem w środku służy po to, aby grający mógł przełożyc sobie instrument przez ramie i głowę – miał wtedy obie ręce wolne do jazdy na koniu.

Instrument ten zbudowany był w stroju ES lub B. W póżniejszym czasie budowano też instrumenty z wentylem zmieniającym strój z ES na B.

Grający trzymał instrument tylko w prawej ręce. Lewa ręka służyła ewentualnie do lekkiego podtrzymania intrumentu. W przeciwieństwie do współczenej waltorni grający nie trzymał prawej ręki w czarze głosowej (roztrąbie) – grający grał na instrumencie otwartym.

Orginalny ustnik do Parforcehornu jest w formie lejkowatej z bardzo cienkim rantem co charakteryzuje bardzo przenikliwy i ostry dźwiek – słyszlny w naturalnych warunkach już z bardzo dużej odległości. Podczas polowań nie chodziło o romantyczne piekno barwy dźwięku tylko o dynamike i efekt związany zestawieniem i równoczesnym graniem na jednym bądź większej ilości instrumentów.

W muzyce klasycznej użycie tychże instrumentów miało podobny charakter. Ich pojawienie się bądź na scenie, bądź w orkiestronie symbolizowało sceny związane z polowaniem. Do najpopularniejszych należą: Carl Maria von Weber „Chór myśliwych“ z opery „Wolny strzelec“; Josef Haydn; Oratorium „Pory roku“; Giaccino Rossini: Opera „Wilhelm Tell“.

Wilhelm Tell

 

 c)    Lura 

Lura

 Lura jest jednym z najstarszych i najbardzij szlachetnych intrumentów z rodziny rogów. Zwana też często Krigstrompette – trąbka wojenna – składa się z ustnika w kielichowej formie i kilku złączonych ze sobą, polutowanych rurek. Dłudość Lury to 1,5 do 2 metrów ukształtowanych w formie litery „S“.

Najstarsze odnalezione Lury pochodzą z Norwegii, Danii, poludniowej Szwecji i północnych Niemiec – zbudowane w 13 – 7 wieku przed Chrystusem – we wczesnej epoce brązu. Do tej pory odnaleziono około 60 orginalnych instrumentów z tego okresu.

Większość Lur zostało odnazionych jako pary, które były charmonicznie zestrojone, co pozwala zakladać iż muzykowano na nich w parach, po dwa instrumenty.

Chistoryczna Lura miała bardzo duże znaczenie – dowodem na to jest fakt, że wiele z nich odnalezionych zostało w grobach ówczesnych władców. Poza tym na wielu malowidłach i rycinach z okresu brązu znaldziemy postacie lurników, zawsze podwójne symblolizujące zwyciestwo, dostatek i chwałę.

d)   Róg zimowy

 Rog zimowy

 znany też pod nazwą Róg Adwentowy. Tłumaczenie pochodzi z języka niemieckigo i oznacza (Middewinterhorn, Mittewinterhorn, Mirrewinterhorn, Midwinterhorn, Mittwinterhorn, Dewertshorn, Adventshorn) wzięte z dialektu plattdeutsch „In der Mitte des Winters“ – „W środku zimy“. Środek zimy to tradycyjnie, w ludowej gwarze ludów północnogermańskich okres Świąt Bożego Narodzenia.

To właśnie tradycyjnie podczas tych Świąt, w środku zimy używany był ten instrument jako kulminacja doniosłości związanej z tradycją religijną.

W przeciwie do Alphorn’u grający na nim nie opierał go na ziemii tylko trzymał na wyciągniętych rękach. Instrument o długości 1,3 do 1,8 metra wymagał od grającego nie tylko umiejętności technicznych ale również sporej siły.

Można wydobyć z niego osiem dźwięków o różnej wysokości. Wykonany jest z drewna i jest instrumentem solowym – grało się na nim pojedynczo – różne egzamplarze miały różne rozmiary co uniemożliwiało zestrojenie ich a tym samych stworzenie grup instrumentów o tej samej intonacji.

e)    Róg Pocztowy 

 Rog pocztowy

to jeden z najpopularniejszych rogów naturalnych. Używany już przez od czasów Średniowiecza jako istrument sygnałowy. Zbudowany w owalnej formie, z mosiądzu posiada bardzo charakterystyczny, ostry, przenikliwy, słyszalny często z bardzo dużej odległości ton. Pozbawiony wentyli róg pocztowy umożliwia wykonywanie tylko dźwieków skali naturalnej.

Długo zanim zaczęła działac zorganizowana poczta, prierwszymi, którzy zaczęli używać rogi pocztowe jako instrumentu sygnałowego byli chodowcy bydla. Dmiąc w rogi wykonane z rogów bawolich sygnalizowali oni wyruszenie ze stadem na nowe, gorskie pastwiska co było sygnałem do tego iż byli oni gotowi do przyjęcia przesyłek i listów od pozostałych mieszkańców pozostających we wiosce w celu przekazania ich sąsiadą, krewnym lub innym adresatom w sąsiednich osadach.

Pierwsze rogi pocztowe z metalu pochodzą z XV wieku. Już od XVI wieku instrument ten stał się nieodłącznym elementen pocztyliona, sygnalizującym przyjazd i odjazd kuczy. Pocztylion używał rogu myśliwskiego w sposób w jaki my współcześni używamy sygnału samochodowego – klaksonu. Trnsporty pocztowe byłu pojazdami uprzywilejowanymi i pocztylion zobowiązany był torowac sobie drogę poprzez sygnały akustyczne wydobywane przy pomocy właśnie rogu myśliwskiego. W Szwajcarii usłyszymy do tej pory klasyczny pasarz kiedy żółty samochód pocztowy przeciskał sie będzie zatłoczoną uliczką bądź niewygodną i niebezpieczną do jazdy ze względu na słabą widoczność serpentyną górską.

Gioaccino Rossini wykorzystał ten motyw w części ANDANTE swojej uwertury do opery „Willhelm Tell“

Do dnia dzisiejszego RÓG POCZTOWY jest symbolem Poczty, Znaczka listowego, Taxi, w swoich różnych formach także herbem wielu miast.

Poczta

f)     Róg Muszlowy

 Muszelka

– zwany też inaczej „Muszelka“, „Muszla“, „Trąbka Ślimakowa“ należy do najstarszych znanych instrumentów dętych. Wykonany jest on z dużych, naturalnych muszli morskich bądź muszli ślimaczych, gdzie wąski koniec zostaje spiłowany bądź zastąpiony metalowym ustnikiem o charakterystycznych dla waltornii bądź trąbek kielichowatym ustnikiem. W czasie grania na tym instrumencie powstaje specyficzny, typowy dla grupy instrumentów waltorniopodobnych przenikliwy dźwięk.

Róg muszlowy znalazł swoje odzwierciedlenie w wielu kulturach, gdzie przypisywane zostały mu przeróżne znaczenia.

W kulturze Tybetańskiego Buddyzmu znany jest on pod nazwa SANKHA albo DUNG KAR. Zestawia sie tu obok siebie dwóch grających po to, aby móc produkować nieprzerwany ton – podczas nabierania oddechu przez jednego z grających drugi zastępuje go – przez to mamy wrażenie nieskończoności dźwięku. Poza tym w kulturze tej używany jest on jako narzędzie odpychania złych energii i oprócz PARASOLA SŁONECZNEGO, WAZY, RYBY, KWIATU LOTOSU, FLAGI ZWYCIĘZCY, NIEKOŃCZĄCEGO SIĘ WĘZŁA, KOŁA – Róg Muszlowy jest ósmym symbolem szczęśliwych znaków.

Podobnie w kulturze Japonii znajdziemu ogromne znaczenie tych instrumentów szczególnie w Buddyjskiej YAMABUSHI. W wielu częściach tego kraju Rogi Muszlowe do dnia dzisiejszego są akompaniamentem rytuałów religijnych, a w rejonach wysokogórskich sygnałem oznaczającym różne, charakterystyczne dla poszczególnych regionów wartości.

W Hinduiźmie Róg Muszlowy jest oprócz Koła i Lotosu jednym z głównych symboli VISHNU – Boga Ochrony i Przetrwania. W Hinduiźmie postrzegany jest jako dziewiąte wcielenie VISHNU – dlatego też w Buddyjskich malowidłach spotykamy często charakterystyczna scenę gdzie Stary Bóg INDRA przekazuje Buddzie Róg Muszlowy jako symbol prawdy, prawości i wiary.

W Oceanii Rogi Muszlowe miały znaczenie przede wszystkiem jako instrumenty sygnałowe.

Najstarsze odnalezione instrumenty pochadzo z terenu ówczesnej Syrii, gdzie używane były jako instrumenty kulturowe już 2.000 lat przed Chrystusem.

Znane nam są także dowody na to, że Róg Muszlowy miał zastosowanie także w obrzędach religijnych w Ameryce Południowej – w kulturze Meksyku znany jest on pod nazwą TECCIZTLI, PUTUTU albo QUIQUIZTLI i używany był podzczas modlitw i składania ofiar Bogom Deszczu.

 Muszelka2 

Dobrego weekendu 🙂

zniknal mi internet…

kochani, niesamowite – dzis na pol dnia zniknal mi internet… bez kontaktu, bez FB, TT, MS and Co…

Ku niedowiarkom – czulem sie bardzo  dobrze – bedac w PL, na zapomnianej przez tzw. Boga wsi dotarlo do mnie, ze jestem naprawde ZAPOMNIANY – i co? i NIC…

Nic sie nie stalo – bylem w lesie, pobiegalem, pocwiczylem na waltornii, poczytalem listy Mozarta i internet wrocil – nie wiem czy sie cieszyc czy smucic…

Zycie nasze i tworczosc to wynik wielu zdarzen – niemieckie przyslowie “Mann weisst nich wofür es gut ist” sprawdza sie jak malowanie – politycy niech sobie gadaja ale dla nas, zwyklych zjadadczy chleba nie ma to zbyt wielkiego znaczyenia…

Jutro bedzie znowu o Beethovenie 🙂

Dobrego wieczoru !!!

Mozart und Beethoven – cosi, cosi :)

vor ein Paar Wochen hatte ich ein Buch über Beethoven fertig gelesen, und zum meiner Freude war dort (in diesem Buch) die gegenseitige Verhältnis zwischen Beethoven und Mozart (oder umgekehrt) von einer sehr interessanter Seite beschrieben – die beiden Herrschaften haben selbstverständlich von sich gehört und angeblich auch getroffen – der junge Beethoven hatte Mozart vorgespielt – ein oder zweimal – so super genau kennen wir das nicht feststellen.

Und, auch wenn die Mozart-Biografen beschäftigt das Thema BEETHOVEN nicht so sehr, umso mehr Platz und Bedeutung geben die Beethoven´s Biografen Herrn Mozart…

Fast zur Legende ist schon die Geschichte geworden, wonach Beethoven auf einem Spaziergang mit seinem pariser Freund – einem sehr bekannten damals Klaviervirtuosen – sehr gut gelaunt auf einmal die Töne vom Mozart´s Piano Concerto No 22 Es-Dur, K. 482, dem II Satz Andante gehört hatten.

Beethoven anhielt sofort und swingte seinem Freund zuzuhören. In der Mitte der zweiten Satz, komponiert in c-Moll gibt es einen Teil, wo Mozart ganz plötzlich ein “liebes Duet” in C-Dur eingewickelt hat – im Orchester das “duettino” vom Flöte und Fagott  – dann kommt wieder das nachdenkliche Erzählen der Klavier mit Begleitung des Orchesters.

Finale des Konzertes ist das typische für Mozart Rondo in einem 6/8 Takt – aber das haben die Herrschaften nicht mehr gehört… Wie die Biografen vom Beethoven bestätigen, sollte sich Ludwig ziemlich geärgert haben – zur Anfang seiner Zeit in Wien war der junge Beethoven noch sehr “klassisch” – und SO EINEN plötzlichen Tonart- und Charakterwechsel war ihm vielleicht etwas zu viel gewesen…

In diesem Konzert gibt es noch Etwas wovon Beethoven nicht wissen könnte – nämlich in den dritten Satz gibt es eine mittlere Teil, wo Mozart für seine “Cosi fan tutte”  K. 588 studierte. Mit der Holzbläsern und Hörnern, 6/8 Takt fügt ein Cantus-firmus ein, was wir auch in dem selben Besetzung, Tonart und Art-und Weise am Schluss vom Ersten Akt “Cosi fan tutte” sowie im zweiten Akt: “Duetto Con Coro Guglielmo, Ferrando “Secondate, Aurette Amiche” oder von der berühmten “Arie – Rondo” der Fiordiligi “Per Pietà, Ben Mio, Perdona” hören können.

Zweifellos werden wir nie eine Antwort wagen, wonach zu erkennen wird unsere Sympathie zu einem oder anderen Komponisten – die Meistern sind einfach nicht zu vergleichen. Meine Meinung nach bleibt es aber sehr interessant, wie die Meisterwerke sich mit der Zeit und mit der Entwicklung der musikalischer Stilrichtung ändern…

Immerhin ist es Beethoven nie gelungen von seinen Opern zu 100 % zufrieden zu sein – bestimmt nicht ohne Bedeutung war seine Krankheit… Von der anderen Seite, war Beethoven der erste, der in der Geschichte der Musik so fantastisch mit einem Motiv arbeiten könnte, und nur mit ein Paar Töne die ganzen Sinfonien komponieren könnte ohne einen Kompromiss auf der Seite der Dramaturgie angehen zu wollen – wie wir auf dem Beispiel der Neunten oder noch genauer der Fünften Sinfonie sehen, oder besser gesagt – hören können.

Mozart und Beethoven – cosi, cosi 🙂

Freedom without independent internet?

could we imagine to live in a democratic country, with a parliament, president, free choice of school, profession, religion and no independent internet?

I couldn’t…

But, during my last stay in Kazakhstan, in Karaganda, I was very surprised about that – first, the internet was extremely slow; second, it was not possible to open any internet pages on american servers – for example WordPress, Blogger, iTunes and much more what was not available…

And? – I can see a big develop between now and Kazakhstan 2 years ago. Now, without any problem I could by a prepaid SIM to my Ifone and could have a contact via internet and Viber, Facebook or Twitter to my family and friends.

When I talk to my Kazakh friends, with lives there, in Karaganda or Astana – they have no problem with this case at all. They are using a Russian “quasi-Facebook” (sorry… I forgot the name of this social network…), also email with the ending “@xxxxxxx.ru” – and feel fry and happy.

Is the freedom connected with a “free internet” only our imagination? – Of course not, but one thing is for me clear after being there – the happiness is not dependent from internet!!!

If You have friends, job, hobby and some money to live – you don’t need to many internet tipicall informations, comments unknown people, and opinions more ore less intelligent politicians…

In this case – it’s really possible to be free without independent internet…

Wie die Zigeuner…

eigentlich hatte ich immer Angst vom Fliegen – und überhaupt, vom Reisen – es kann doch immer so viel passieren…
Das unberechenbare und nicht vorhersehbare…

Jeder Mensch, jeden Musiker braucht irgendeine Stabilisation, einen Plan, ein Kalender – so, dass man durch eine gewisse Erfahrung weißt ob das Projekt klappen kann oder auch nicht…

Das schlimmste, zumindest am Anfang ist es, die Routine zu brechen – so haben wir das Gefühl, als die ganze Welt zusammen brechen wird – was selbstverständlich nicht der Fall ist…

Ein Beispiel dafür könnte sein ein Konzert in einer anderen Zeit- und Klimazone. Es ist nicht
genug, dass der Körper hat keine Ahnung wie Spät ist es, dann noch entweder die Kälte (Kazakhstan, Russland) oder die Wärme (Bangkok, Singapur).

Als junge Student dachte mir immer – es muss immer geübt werden, täglich, 3-4 Stunden mit dem Instrument – um sich richtig einspielen, aufwärmen, später ein Paar Tonleiter, Teile Etüden und endlich am Schluss die Repertoire-Stücke.
Damals dachte ich mir, dass ich keine Zeit zum üben habe – lächerlich, aber ECHT!!!

Jetzt Nachhinein, kommt ja ein bisschen mehr Erfahrung, was natürlich noch lange nicht bedeutet, dass man nicht üben musste – ohne zu üben geht es gar nicht aber… jetzt arbeitet man viel viel mehr mit dem Kopf, denkt nach, träumt über der Phrase etc.
Und es sieht eigentlich genau gleich aus beim Hornspielen oder beim dirigieren – mit dem Unterschied dass man für Horn sehr viel mehr Ruhe braucht… Als Dirigent so kann man sich mehr bewegen, die Schultern ein Wenig bewegen etc… Mit dem Horn geht es SO NICHT…

Mit der Zeit gesehen, habe ich immer mehr Angst vom Ausreisen… – aber gleichzeitig spüre ich, wie sehr ich es brauche… Musiker sind wie ein Marine oder der Zigeuner: wenn weit vom Zuhause ist, spürt eine grosse Sehnsucht aber… nach ein Paar Tagen Zuhause die einzige Gedanke ist: Auf eine kleine Tournee auszureisen… und schaut mit eine grosse Liebe auf den wartenden Koffer…

Ein Musiker ist doch wie ein “Zigeuner”!

Mozart and … Ladies

before a couple of years, when I was much younger then now…,  I had an idea to make a concert program about Mozart.

For the persons with knows me it’s nothing new… I love Mozart music and if it’s possible I always do Mozart…

This time it should be a spacial program with “The Lady” like a special character – like a person with is described with the music. I don’t know any other composer, with could make it so perfect like Wolfgang Amadeus.

We begin with “Le nozze di Figaro” KV 492

Could You imagine better music description for a “Countess” (Gräfin, Contessa) from the “Wedding of Figaro” (Figaros Hochzeit, La nozze di Figaro)? A Countess – a Lady, with know exactly about her position like a wife – maybe no more so attractive like Susanna (her maid, fiancee of Figaro), but still loves her husband (The Count) and trying to win his love back…

Roma Handke – Jakubowska (Countess): Aria “Porgi amor”

Or later, the famous letter-scene “Su L’Aria” from the third Act, where this two ladies – Countess and Susanna are planning an intrigue for the Count…

Roma Handke – Jakubowska (Countess) and Agnieszka Hauzer (Susanna): Duet “Su L’Aria”

Or this very characteristic portrait of Susanna from the 4-th Act, where is she dressed in Countess clothes, waiting for the Count and dreaming about to be in a better life – the life of the Countess…

Agnieszka Hauzer (Susanna): Aria “Giunse alfin il momento”

“Don Giovanni” KV 572

In this genius Opera, Mozart shows us a drama of Don Giovanni, who such sure about his power want to with the God and His rules… Of course Don Giovanni can not win, but before he loses, he made a lot of bad things – one of that is killing the father of Donna Anna. In this moment, when she learns about Don Giovanni’s crime, promises him revenge – “vendetta”…

Agnieszka Hauzer (Donna Anna): Aria “Or sai chi l’onore”

“La Clemenza di Tito” KV 621

Since Annio and Servilia, unbeknownst to Tito, are in love, this news is very unwelcome to both…

Aleksandra Resztik (Annio) and Agnieszka Hauzer (Servilia): Duet “Ah, perdona al primo affetto”

And now two operas in German:

“Entführung aus dem Serail”

Blonde repulses the rough lovemaking attempts of Osmin, and threatens to scratch out his eyes.

Aleksandra Resztik (Blonde): Aria: “Durch Zärtlichkeit und Schmeicheln” – “With smiles and kind caresses”

“Die Zauberflöte” (“Magic flute”)

The opera was the culmination of a period of increasing involvement by Mozart with Schikaneder’s theatrical troupe, which since 1789 had been the resident company at the Theater auf der Wieden. Mozart’s participation increased with his contributions to the 1790 collaborative opera Der Stein der Weisen (The Philosopher’s Stone), including the duet (“Nun liebes Weibchen”, K. 625/592a) and perhaps other passages. Like The Magic Flute, Der Stein der Weisen was a fairy-tale opera and can be considered a kind of precursor; it employed much the same cast in similar roles.

The Queen of the Night now appears. She tells Tamino that the girl in the portrait, Pamina, is her daughter, who has been captured by her enemy, Sarastro. She demands that Tamino go to Sarastro’s temple and rescue Pamina, promising that he can marry Pamina in return.

Anna Terlecka (Quin of the night) Recitative and aria: “O zittre nicht, mein lieber Sohn” (“Oh, tremble not, my dear son! You are innocent, wise, pious”)

Monostatos approaches and gazes upon Pamina with rapture. (Aria: “Alles fühlt der Liebe Freuden”) He is about to kiss her sleeping face, when the Queen of the Night appears and frightens him away. She wakes Pamina and gives her a dagger, ordering her to kill Sarastro with it.

Anna Terlecka (Quin of the night): Aria: “Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen” (“Hell’s vengeance boils in my heart”).

And now, like an encore, the most difficult things for sopranos – Concert arias

Apart from only denoting loose arias for singer and orchestra, the term is also used to indicate arias which were specifically composed for insertion into already-existing operas, either as additions to the score or as substitutions for other arias. These are sometimes performed in concerts because they are no longer required for their original purpose, though they were not, strictly speaking, composed for performance in concert.

The concert arias which are most commonly performed today were written of course by Wolfgang Amadeus Mozart…

Popoli di Tessaglia! , KV 316, for soprano, with its two famous G6’s (ie, the G above high C, or 1568 Hz by modern concert pitch – according to the Guinness Book of Records the highest musical note ever scored for the human voice) that come shortly before the end. This aria was composed in order to be inserted into Gluck’s opera, Alcesteand also specifically to showcase the superlative vocal skills of Mozart’s sister-in-law, Aloysia Weber who was only 18 at the time. However sopranos who are able to cope with the aria’s demands have been few and far between, and the aria is usually omitted from performances of Alceste . It has been therefore redesignated a concert aria, to be presented in concerts by such rare singers as are able to deliver its fiendishly difficult coloratura.

And now really the last encore:

Hope You enjoyed… 🙂

%d bloggers like this: