Posts Tagged ‘ Polska ’

Dear LOT, I wish you a lot!

Probably everybody reading my blog knows that I love traveling… Traveling for traveling… for knowing new people, new circumstances, solving problems etc..

Lot_wsiadamy

At the same time, I hate traveling – I am in complete panic, when it concerns flying.. I get a bit crazy, knowing that there is no stability under my feet…

A few of my happiest moments in life are when I am:

– on time at the Airport

– checked in

– having coffee (or something different…)

– waiting for boarding

Check-In

All of this happened today – more than that!!! – at the airport I met a very good friend of mine – a musician/singer/soprano – Iwona – the beautiful Diva with her wonderful daughter… – they were flying to Florida (USA). I hadn’t seen them for such a long time!!!

Luck, more luck, more and more luck…

Boarding and … I don’t remember any more, as I fell asleep before take-off !!! Fantastic !!!

sen_w_samolocie

I woke up one hour before landing, very happy and very thirsty.

My short conversation with the flight attendant:

– Good morning…

– Good morning!

– I gust woke up..

– Good, no problem.. Would you like something to drink, or eat?

– Yes.. with pleasure.. could I have a glass of tomato juice, please?

tomato_juice

– Sure. It costs 5 EURO..

– EXCUSE ME?????

– Oh, I am sorry.. this is Polish Airlines (LOT).. If you would like something to drink – you have to pay…

(I did’t ask about food…)

Well, I had some money in my pocket, still, I was so annoyed, that I decided to wait until landing, for having something to drink!

thirsty

Dear Polish Airlines,

As a Polish citizen, I would very much like to fly LOT, but…

The way to success usually goes through QUALITY, punctuality, responsibility, proper service on board, competitive prices etc…

A glass of tomato juice, a cup of coffee, or a small snack should not be such a big deal…

Don’t forget that your passengers are also intelligent and almost always can choose between Airlines… and the competition is quite good!

Dear LOT, I wish you a lot!

Your biggest FAN

lot_Dreamliner

Stephen D. Mull – Ambasador, ktory mi … zaimponowal

jest faktem powszechnie znanym, ze w pazdzerniku 2012 roku nowym Ambasadorem USA w Polsce, nastepca Lee Feinstaine, zostal Stephen D. Mull.

Stephen D. Mull – Ambasador USA w Polsce

Foto: Ambasada USA w Warszawie

To, ze Stephen D. Mull pracowal juz w Polsce, pomagajac m.in w przystapieniu Polski do NATO – zostawiam na poziomie hisoryczno-politycznym jako fakt bezwzglednie pozytywny – jednak ja – muzyk i pedagog, ktory na wielkiej polityce sie nie zna, zwrocilem uwage na kilka jego wystapien, wypowiedzi i udeklaracji na poziomie … ogolnym.

Zainteresowala mnie w szczegolnosci sfera spoleczna, dotyczaca ponownego rozpoczecia przez Pana Ambasadora pracy w Polsce – a przede wszystkim fakt, ze z niezwykla otwartoscia mowil o Polsce i Polakach, wykazal sie znajomoscia klimatu spolecznego-politycznego jak rowniez ogromnym wyczuciem w swoich komentarzach.

Chyba niczyjej uwadze nie umknelo to, ze zanim w pazdzierniku 2012 Ambasador Mull przyjechal do Polski, nawiazal kontakt z Polakami na portalu spolecznosciowym Twitter, pytajac m.in o mozliwosc poruszania sie po Polsce na rowerze…

Ten wlasnie przyslowiowy “rower” jest czyms bardzo “nowym” i “swiezym” w sposobie postrzegania wysokiej rangi politykow przez przecietnego “Mikulskiego”. Mnie kojarzyli sie oni dotachczas jako osoby, do ktorych nie mozna w zaden sposob dotrzec – nie wspominajac juz o tym, aby ich spotkac czy wymienic uwagi badz spostrzezenia… Wysokie mury, ciemne szyby, listy bez odpowiedzi, “grube” limuzyny – to mniej wiecej obraz, ktory do tej pory mialem w glowie myslac o przedstawicielach klasy politycznej…

A tu nagle zjawia sie Pan Stephen D. Mull – nowy Ambasador najpotezniejszego panstwa na swiecie – ktory jezdzi na rowerze, szuka kontaktu z Polakami i z Polska, chodzi do Teatru, Opery, na koncerty; przemawia w sposob nie dajacy ukryc jego sympatii do naszego kraju; nie wstydzi sie uzywac publicznie – w mowie i pismie, swojego – jeszcze nie konca perfekcyjnego jezyka polskiego – zaskarbiajac sobie tym oczywiscie ogromna sympatie 🙂 🙂 🙂

Swoista “wisinka na torcie” sa zyczenie, ktore bez zbednej pompatycznosci (charakterystycznej dla polskiej kultury politycznej) – pracownicy Ambasady USA w Polsce przekazali Polakom z okazji zblizajacych sie Swiat Bozego Narodzenia i Nowego Roku, nagrywajac teledysk do piosenki M. Carey:

“…U.S. Ambassador to Poland Stephen Mull and all the American and Polish staff at the United States Embassy in Warsaw wish you Happy Holidays and a Joyous New Year!…”

@Mariah Carey performing All I Want For Christmas Is You. (C) 1994 SONY BMG MUSIC ENTERTAINMENT

Na koniec jeszcze jeden, moim zdaniem, bardzo wazny watek – Pan Ambasador wykorzystuje madia i portale spolecznosciowe nie tylko do tego tego aby informowac o swojej pracy, ale rowniez utrzymuje kontakt z osobami do niego piszacymi – moja korespondencja na jego adres na portalu Twitter

@SteveMullUSA

nigdy nie pozostala bez odpowiedzi… !!!

Zyczylbym sobie, aby inni politycy wzieli z niego przyklad i nie traktowali swoich witryn internetowych tylko i wylacznie jako miejsca politycznego LANSU i bezosobowej tablicy informacyjnej… Nada im to “ludzka twarz” – a nam, obywatelom – swiadomosc egzystencji w spolecznosci demokratycznej, gdzie politycy nie beda tylko aktorami znanymi z przekazow medialnych, ale przede wszystkim ludzmi pelniacymi funkcje spoleczne, z ktorymi bedziemy w stanie sie kontaktowac, udzielac im naszego wsparcia, badz tez, dzielic sie slowami konstruktywnej krytyki…

Pan Ambasador USA w Polsce – Stephen D. Mull – Dariuszowi Mikulskiemu … zaimponowal… 🙂

PS. Przy okazji skladam Panu Ambasadorowi, pracownikom Ambasady USA w Polsce jak i na rece Pana Ambasadora – wszystkim Amerykanom – Najlepsze Zyczenia Zdrowych i Pogodnych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku!!!

A ja sie bardzo ciesze z Dreamliner’a!!!

jak wiekszosci z WAS, rowniez i mnie nie umknela wczorajsze, MEGA-reklamowana informacja medialna o wyladowaniu na Warszawskim Okeciu pierwszego polskiego (i poki co pierwszego europejskiego) Dreamliner’a.

Skala promocji tego zdarzenia moze troche zaskakiwac – przerwane programy informacyjne, relacje “na zywo” prawie we wszystkich mediach – komentarze licznie przybylych na bankiet do hangaru oficjeli i celebrytow etc. – przywolywac moze na mysl jakies wielkie swieto wagi co najmniej SWIATOWEJ… – no coz, z ta promocja to moze troche przesadzono ale w koncu Polska moze sie pochwalic czyms, co w chwili obecnej jest (jeszcze) PIERWSZE i NAJNOWSZE w Europie…

Oczywiscie stwierdzenia, ze Polska flota lotnicza (moim zdaniem nie slusznie nazywana “narodowa”) posiada najnowoczesniejsze maszyny lotnicze w Europie jest grubo przesadzone – np: Airbus A 330 (ktorych Polska nie posiada…) wcale nie ustepuje tak bardzo pod wzgledem technologicznym czy ekonomicznym Dreamliner’owi – “jedna jaskolka wiosny nie czyni”… – to jednak wydaje mi sie, ze po trosze rozumien zachwyt i troche na wyrost kierowane do opini publicznej slowa reporterow, przedstawicieli LOT-u i komentatorow.

Przyzwyczajeni przez dziesiatki lat do przyslowiowej, polskiej bylajakosci czy trzecioligowosci – tak bardzo kibicujemy jednak naszemu Malyszowi, Wlodarczyk, Radwanskiej, czy Blachaczowi – tu, w Warszawnie na Lotnisku im. Fr. Chopina, w barwach Polskich Linii Lotniczych LOT – mamy w koncu nasza technologiczna “JEDYNKE” 🙂

Nie zapominajac oczywiscie o naszych polskich “NIE – CZYNIACYCH – WIOSNY – JASKOLKACH” swiadomy jestem tego, ze permanentny brak SUKCESU w swerach spolecznej, ekonomicznej, kulturowej, technologicznej, naukowej, poziomu PKB, ilosci orkiestr symfonicznych (np: Polska – 26, Niemcy – 400), ilosci teatrow dramatycznych, poziomu teatrow operowych, miejsca zajmowanego w renomowanych rankingach przez wyzsze uczelnie, wydatkow na ochrone zdrawia na glowe mieszkanca, kilometrach autostrad, kilometach szybkich linii kolejowych, pozycji polskiej pilki noznej na pozikomie zarowno klubowym jak i narodowym, licznych aferach i swiadomosci ogolnego “kolesiostwa” czy “kumoterstwa” i braku profesjonalizmu na poziomie sprawowania wladzy panstwowej czy sluzby urzedniczej etc, etc – powoduje prawie automatycznie wprost euforyczne szczescie i niezwykla radosc z (przynajmniej) ZAPACHU tegoz SUKCESU…

Bardzo ciesze sie z Dreamliner’a!!! – byc moze tylko nieliczna grupa czytajacych ten blog bedzie miala w najblizszym czasie okazje do tego aby nim poleciec – uwazam jednak, ze kazdy krok, nawet ten pierwszy, nawet ten najmniejszy jest niezwykle wazny – to krok w dobra strone – krok w strone poprawy jakosci, komfortu, wizerunku a przede wszystkim bezpieczenstwa podroznych.

…Tym bardziej nie rozumiem malkontetow krytykujacych tylko i wylacznie po to aby (na sile) krytykowac cos co jest po prostu DOBRE 🙂

Na koniec zycze polskiemu rzadowi z Prezydentem i Premierem na czele aby na przekor i tak wiecznie niezadowolonej opozycji zakupili w koncu PORZADNE – nowoczesne, wygodne i bezpieczne (nie NAJTANSZE!!!) samoloty rzadowe!!!

Bo nijak sie ma do JAKOSC, POZIOM i KLASA DREAMLINER’A do swiadomosc tego, ze “najwyzsze glowy” w Panstwie Polskim podrozuja podstarzalymi “liniowkami”…

POWODZENIA!!!

KUPA (W) GAZET(Y)

dzis wielki dzien!!! – ja, ze reguly sledzacy wiadomosci tylko w elektronicznych mediach w internecie – (to nie moje skapstwo, ale wymogi praktyczne – nie mam do nich dostepu w Berlinie a bedac w PL mam dom na TAKIEJ wsi, ze w najblizszym sklepie oddalonym o nie mniej niz 2 km – do nabycia droga kupna jest tylko lokalny tygodnik i kilka rozrywek dla poddajacych sie na codzien czarowi telewizyjnych seriali – naszym kochanym rodakom… i ekscytujacym sie najnowszym doniesieniom opiniotworczych dziennikow takich jak “FAKT” czy “SUPEREXPRESS” albo na odwrot… – do tej grupy rowniez nie naleze…) –

– wspomoglem finansowo kilka koncernow prasowych – zarowno polskich jak i zagranicznych – wzbogacilem swoja swiadomosc o KUPE PRASY…

Ech, jakiez elektryzujace bylo moje pelne napiecia oczekiwanie na to, az nastapi ta wspaniala chwila i otworze pachnaca gazete;

– przeczytam jakis pelen optmizmu, piekna, cichej reflekcji czy zadumy artykul;

– kiedy poczuje zauroczenie dziennikarza wybranym przez niego tematem, poznam jego tezy czy antytezy, zastanowie sie nad sposobem i kierunkiem jego argumentacji;

– kiedy dowiem sie o pramierze teatralnej, poznam blizej jakiegos autora spektaklu operowego;

– przyblizona mi zostanie sylwetka solisty czy dyrygenta koncertu symfonicznego;

– przeczytam wywiad z poeta ktory wlasnie wydal tomik swoich wierszy;

– dowiem sie o odkryciach i pracy polskich naukowcow;

– poczytam o przelomie w medycynie i nowym rewolucyjnym i wyjatkowo skutecznym, wprowadzonym na masowym skale sposobie leczenia bardzo groznej, do tej pory, w przewazajacej mierze – smiertelnej choroby

– bede dumny z kolegow lekarzy za stworzenie do tej pory nieznanej szczepionki groznej choroby wirusowej

– o nowo skomponowanej polskiej operze;

– o polskich koncernach, ktore podbijaja wlasnie swiatowe rynki i zatrudniaja coraz wiecej pracownkow;

– o nowej marce polskiego samochodu, ktory staje sie europejskim hitem ze wzgledu na swoja innowacyjnosc, pryktycznosc, solidnosc, jakosc etc;

– gdzie poczytam o tym jak w W-wie buduje sie 6-sta linie metra, we Wroclawiu 3-cia sie odkopuje (malo kto wie, ze przed wojna kolej poddziemna we Wroclawiu bardzo dobrze funkcjonowala – m.in. ze wzgledu na ten fakt Festung Breslau mogl tak dlugo opierac sie sowieckeij ofensywie), w Poznaniu i w Gdansku 2-gie etc;

– gdzie dowiem sie o tym, ze bezrobocie osiagnelo wlasnie poziom bledu statystycznego;

– gdzie pozycja Polski w Europie gwarantuje to, ze “nic o EUROPIE bez NAS”;

– gdzie marzeniem wiekszosci mlodych ludzi w Europie jest to aby studiowac przynajmiej na trzecioligowej polskiej uczelni wyzszej, gdzie zajecia odbywaja sie w roznych jezykach, gdzie zakwaterowanie i warunki do nauki i uprawiania sportu w domach studenckich sa na swiatowym poziomie;

– gdzie szpiedzy znanych koncernow “poluja” na absolwentow polskich uczelni wyzszych aby ofiarowac im najlepsze i “pewne” warunki zatrudnienia

etc, etc…

… Jak sie domyslacie moja inwestycja okazala sie …OFIARA…FLOP-em…

Nie bede Was zanudzal tym co przeczytalem – wiecie sami… Najwazniejsze jest to, ze nie bylo tam TEGO, na co czekalem i w co zainwestowalem…

(O tabloidyzacji pisalem TUTAJ – “Na przekor TABLOIDOWEMU SPOLECZENSTWU”)

Na zakonczenie i na “gut mood” pragne sie podzielic z Wami “szklanka do polowy pelna” – Polska sie bardzo rozwinela przez ostatnie 20 lat!!!

Stwierdzam to z pelna odpowiedzialnoscia jako osoba, ktora przewozila przez Polsko-Niemiecka granice w Zgorzelcu malutkie – spiace dziecko (moje wlasne oczywiscie) i bezczelny urzednik widzac tyle paczek (wracalismy do Niemiec po spedzonych w Polsce Swietach Bozego Narodzenia) postanowil “przetrzepac” nam samochow, zagladac do paczek, toreb, (do pieluche zajzec sie nie odwazyl), postraszyc, kazac czekac na mrozie z placzacym w nieboglosy (wcale sie nie dziwilem…) malutkim dzieckiem – kiedy to ON – Pan i Wladca w czapce (celnik – nie bylo znaczenie z ktorej strony Odry – zalezalo od “szczescia”) mial swoje pol godziny – nudzil sie “skurczony byk…” – a na jego nude wplywalo dodatkowo to, ze dalem mu dokumenty “bez wkladki”…

Dzis malo kto w te historie chce wierzyc – “…a ci ZLI to na pewno nie byli nasi…”!!! – chcialyby wykrzyczec niektore polskie ugrupowania polityczne – odpowiedzia na to jest niestety TA 3-cia prawda (1. moja prawda, 2. Twoja prawda, 3. g…. prawda – to wlasnie TA!!!)

Ze swojej perspektywy zareczam, ze bez inwestycji w nauke, kulture (artystyczna, fizyczna, zywieniowa, spoleczna), etyke (nie RELIGIE – RELIGIA to sprawa OSOBISTA kazdego czlowieka i drugiemu NIC do tego – zakladajac oczywiscie ze Panstwo dopuszcze te religie jako legalnie wyznawana), swiadomosc spoleczna, wiare w sukces, prawde, dobro, przyjazn – nigdy nie uda mi sie kupic gazety, ktora dalaby mi swiadomosc dobrze zaiwestowanych srodkow…

Inaczej dojdzie do tego, ze tolerowane i premiowane beda postawy kombinatorskie, kumoterskie, skurczono-bykowskie, skorawo-synowskie itp… a tego nie chce przeciez nikt z NAS…

Nastepna inwestycje planuje wykonac w KUPE PRASY za 3 tygodnie.

Myslicie, ze do tej pory cos sie zmieni? Ja wierze ze TAK!!!

A teraz – SMACZNEGO i dobrej niedzieli !!!

PS. mam nadzieje, ze zaliczyliscie juz dzis codzienna przebiezke i/albo gimnastyke, jestescie w przewazajacej mierze wegetarianami – nie jecie zupy z plywajacym “okiem” i nie pijecie alkoholu – jest niezdrowy!!!

Wiem- bo probowalem… 🙂

W kolejce po … VISA

Generalnie nie powinno nas to dziwic, ze aby pojechac do jakiegos kraju, ktory nie jest TYM krajem ktorego paszportem sie legitymujemy, powinnismy posiadac odpowiednia wize.

A jednak…

Jesli sie nad tym “fenomenem” zastanowic to dla wiekszosci z nas – ludzi ktorzy podrozuja po Europie z dowodem osobistym i nie pamietaja czasow (ja jeszcze pamietam) kiedy paszport dostawalo sie na czas wyjazdu i oddawalo po powrocie jest w tym cos dziwnego i niezrozumialego.

Do wielu krajow, ktore ostatnio odwiedzalem kupuje sie “VISA on arrival”  – na lotnisku badz nie potrzeba jej w ogole. Sa jednak takie jak Rosja, USA, Japonia czy Kazachstan, gdzie o VISA musimy prosic w konsulacie danego panstwa w Polsce albo odpowiednim konsulacie w innym kraju – dla mnie bardzo czesto sa to Niemcy i Berlin.

I niby nie ma w tym nic dziwnego, to taka procedura… – oddasz paszport z odpowiednimi dokumentami na tydzien, przy czym dodac nalezy, ze zostawiajac paszport z reguly nie otrzymasz zadnego potwierdzenia ani zadnego swistka, ktory uprawnialby cie do zgloszenia sie po jego odbior…

W nudnej literze prawa VISA jest prawem a nie obowiezkiem; tzn panstwo o ktorego VISA sie starasz ma prawo ci ja udzielic ale nie ma takiego obowiazku i moze ci tego prawa odmowic nie wyjasniajac obsolutnie zadnych przyczyn tejze odmowy.

Wiekszosc przecietnych Mikulskich wyjezdza za granice na wakacje albo w celach dyplomatyczno-sluzbowych; w tym przypadku takie zalatwianie VISA to sprawa nalezaca do biura podrozy albo odpowiedniej jednostki administracyjnej – nawet tego nie zauwazymy… Jest jednak, wcale nie mala grupa tych, ktorzy podrozuja w celach artystycznych – to takie pomieszane cele sluzbowe, prywatne i turystyczne – potrzebne jest specjalne pozwolenie, poniewaz z reguly zarabiamy przy okazji jakies honoraria badz “zadoscuczynienia”… I tu zaczynaja sie “schody” – poniewaz zarabiasz – potrzebujesz VISA do pracy i uwierzcie mi – malo ktory urzednik w konsulacie ma ochote wydac VISA na tydzien “do pracy”…

Ale to tez mozna jeszcze przezyc gdyby nie fakt, ze prawie wszystkie konsulaty “wojujacych narodow” maja wiele wspolnych cech: wszedzie czeka sie na ulicy bez zadaszenia pod ktorym moznaby sie schronic przed deszczem; nigdzie nie mozna usiasc; ciezko w okolicy zaparkowac samochod; czekajace towarzystwo zapomnialo co to mydlo ale w zamian za to jest zupelnie swiadome tego, iz aby przezyc trzeba dziennie wypalic co najmniej 60 papierosow nie robiac miedzy jednym a drugim przerw dluzszych niz 3 minuty; rozmawiac notorycznie przez telefon (albo pisac sms-y), nie golic sie od kilku dni; chetnie zabrac na rece glosno placzace dziecko etc – wszyscy zas, z zazdroscia godna podziwowi wspanialej baleriny (co najmniej tanczacemu “Czarnemu Labedziowi” z “Jeziora” Piotra Czajkowskiego) wpatruja sie w tego PIERWSZEGO w kolejce, ktory z uchem przycisnietym do malego glosniczka przy domofonie oczekuje na cichy i niewyrazny glos od czasu do czasu sie z niego wygobywajacy:  “…jedna osoba…” – i nie pomylilem sie nie piszac PROSZE…

Jakaz to wielka nasza radosc, kiedy ten tajemniczy glos przemow do NAS… ech…

I z tym jakos sobie poradzilem…

Moje najwieksze jednak niezrozumienie, mimo swiadomosci historycznie uksztaltowanemu podzialowi Europy dotyczyl mojego pobytu i koncertu na Ukrainie, ktory mialem przyjemniosc prowadzic z Filharmonia we Lwowie (Lviv). Otorz okazalo sie, o czym wczesniej nie wiedzialem, ze mimo iz ja na Ukraine wizy nie potrzebowalem to obywatele Ukrainy aby wjechac do Polski juz TAK.

To bylo okropne uczucie… Spytalem muzykow w jakim jezyku zycza sobie abym prowadzil proby – moglem to zrobic w kilku – odpowiedzieli mocniej niz energicznie, z wyrazem nieudolnie ukrywanego oburzenia ze “… oczywiscie po polsku!!!”

I tak – mowilismy tym samym jezykiem, pracowalismy nad ta sama muzyka, wspolnie tworzylismy sztuke – mimo to, w swietle obowiazujacego prawa bylismy ludzmi (obywatelami) roznej kategorii…

Nie jestem politykiem, nie znam sie na kononach wspolczesnych kulisowych badz zakulisowych standartow europejskich ale wiem jedno – po tym co przezylismy, co odczuwamy i co wspoltworzymy – nie ma ani miejsca ani czasu na antagonizm. Prowadzi on do kulminacji zlej energii i zlych uczuc ktore niec nie buduja…

TAK!!! – Chetnie ustawie sie jeszcze raz w kolejce po VISA – VISA jako przepustka do wspolnego tworzenia, wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Dobranoc

Debata przedwyborcza w USA

nie wiem, kto z was sledzil debate przedwyborcza w USA: Barack Obama – Mitt Romney…

Ja sledzilem i jestem zafascynowany 🙂

Ogromna kultura i swiadomosc debatujacych, wzajemny szacunek, poczucie zeczywistosci (i humoru), slowa “pojedynek” czy “walka” to tylko publicystyczne czy prasowe grypsy…

Zycze, aby w polskiej polityce, wypowiadajacy sie posiedli wiedze na temat konstruktywnej dyskusji, niewchodzenia sobie w slowo, braku klamstw i nabrania wzajemnego szacunku…

A tak juz najkrocej – to aby nie torzyc PARARZECZYWISTOSCI, PSEUDOPREMIEROW i zaczac debatowac w ogole… jak Premier z Prezesem

Dobrego wieczoru 🙂

“Koko, koko EURO spoko…” – czyli Shakira po Polsku

Polacy, czyli my, wybrali(smy) w glosowaniu sms-owym hymn Mistrzostw Europy w Pilce Noznej EURO 2012 – “koko, koko EURO spoko”

Czy naprawde trzeba bylo robic to w taki sposob? Ta prosta, aby nie powiedziec prostacka, kiepsko napisna – zarowno jezeli chodzi o tekst jak i o strone muzyczna przyspiewko-piosenka bedzie reprezentowac nas, czyli wszystkich Polakow, podczas jednej z najwiekszych i najwazniejszych imprez sportowych na swiecie…

Zeby to jeszcze jakies specjalnie oryginalne bylo… Czy potrzeba (i to jeszcze kiepsko) “kopiowac” z rosyjskich “Babuszek”? Tam jest przynajmniej etnicznie, kolorowo i “na glosy”…

W pierwszej chwili pomyslalem, ze wybor piosenki – polskiego hymnu EURO 2012 – tej niudanej mieszanki “Shakiry i Babuszek” to jakis zart… Ale dzis nie jest niestety 1 kwietnia…

Generalnie, to nigdy nie mielismy zbyt duzo szczescia z ocena wybranej muzyki na waznych imprezach sportowych o miedzynarodowym znaczeniu – wielu z nas pamieta jeszcze wspaniale zaspiewany i bardzo oryginalnie zinterpretowany przez Edyte Gorniak Hymn Polski podczas Mistrzostw Swiata w Korei i Japonii i jego druzgocaca krytyke. Podczas, gdy caly swiat rozplywal sie w zachwytach nad talentem pani Edyty – my, Polacy, nie szczedzilimy jej w mediach i “na ulicy” epitetow zarezerwonych zwyczajowo dla zgola odmiennych grup spolecznych i przeznaczonych na zupelnie inne okazje…

Przypomina mi sie tu stary rosyjski dowcip:

na zebraniu partyjnym pierwszy sekretarz partii pyta:

– tawarisc Kafelnikow, pociemu Wy nie zyjete za swoju zenoj?

– potomu, szto menia ona nie podchodit…

– nu kak eto? wsem podchodit a Wam nie podchodit?

Co innego “Entliczek, petliczek co zrobi Piechniczek…” – to sie narodowi podobalo – proste, na 3, – sprytny tekst – sukces polskiej reprezantacji – narod zadowolony 🙂

W koncu przyszla mi do glowy inna refleksja – bo przeciez POLSKA to moj kraj, to moje spoleczenstwo, to moja ojczyzna.

To kraj, w ktorym na czas EURO nie ma zadnej polityki kulturalnej, gdzie zawiesza sie ten czas dzialalnosc wielu teatrow, kiedy kosztem kultury finansuje sie strefy kibica, gdzie ucina sie dotacje jedynej instytucji kultury majacej w repertuarze wszystkie dziela sceniczna najgenialszego kompozatora w historii muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta – Warszawska Opere Kameralna, gdzie ponad 20% spoleczenstwa NIENAWIDZI jazzu (to typowe dla naszej kultury rowniez politycznej okreslenie uczucia) – nie pisze, ze nie zna jazzu badz sie nim nie interesuje – po prostu NIENAWIDZI (bo go nie zna i sie nim nie interesuje)…

Kompletna ignorancja, nieswiadomoscia badz zwyczajnym klamstwem jest propagowanie tezy o “potedze kulturalnej narodu polskiego” – kraju, gdzie brak jest elementarnej edykacji muzycznej na poziomie podstawowym (nie wspomne juz o ponadpodstawowym) – bez niego, jeszcze przez dziesieciolecia bedziemy narodem, ktoremu za rozrywke intelektualna wystarcza “zono moja…” i “goralu…”

“Polacy – nie gesi i…” swoja kure maja… Jaka kure? – kazdy widzi… i niestety jeszcze uslyszy… “koko, koko…”

%d bloggers like this: