Posts Tagged ‘ sztuka ’

Japan and Europe – my first impression

When asked about the differences between Japan and Europe, I really don’t know where to start from. There are so many particularities in every aspect, which create a feeling of being in another planet!

IMG_2371

My first impressions from this time’s visit were as soon as I landed. Tokyo Haneda airport: thousands of people, huge spaces, all quiet and clean! Same conditions at the streets: traffic, many pedestrians, but still, almost no sound of it at all! Feels like watching a movie on mute mode!

All is calm, stress-free, at peace, slow. Which brings me to another peculiarity that I noticed: slow traffic, but, very fast cars. The fastest on the market, actually! It was confusing, to see the streets’ impeccable conditions – no holes, no bumps, good visibility, signs everywhere – and to see all these fast cars driving so slowly! I can understand that the speed limit in the city is low, but I was dazzled to discover that the speed limit on highways is just 80 Klm/h!!

What runs superfast is the Internet! Most people are using their smartphones or tablets, when they were commuting, eating, and even when they are walking. Internet reception works fine in the Metro, which can be 40 meters underground.

This slideshow requires JavaScript.

 Tokyo is so far the cleanest place I have ever been. All public spaces are regularly cleaned, even if they are already spotless! Trash bins don’t exist at the streets and smoking is allowed only in designated areas, indoors or outdoors. It is not allowed to smoke out on the street, but there are smoking areas in several places, also permitted in some restaurants.

Design and care for detail is everywhere! In how people dress, how food is ornamented, how shops take care of their windows.

This slideshow requires JavaScript.

What touched me the most in Japan, is the character of humbleness and the sense of respect. When a person is talking, even if you don’t agree in the full, you stay quiet and listen carefully – there is always a possibility to learn something new, and the urge to prove that you know everything is just useless!

IMG_2015

Respect between colleagues, in the family, towards a guest or a customer, but most of all, respect for Sensei – the Teacher. The literal translation of Sensei is “person born before another”, making absolute sense in this way, to esteem someone who is older than yourself, obviously being more experienced, probably possessing more knowledge and information! How is this so indisputable in Japan and so hard to find in most of Europe in our times? A Professor, a Conductor, a Lecturer or a Soloist is a Sensei and the authority that this person has is simply undeniable.

IMG_2030

All of my Japanese experience was for me a Sensei, teaching me new things and reminding me of old important values, for which I am truly grateful!

Dariusz

I had a dream..

dear Friends, all of us, from time to time, have dreams – nothing new..

For sure, You can remember nights and dreams, they where like.. real, colorful…

That real, that after You woke-up, you could see the dream-picture, remember the voices, colors of voices, words, situation, smell, temperature etc..

I just had such dream, a very beautiful one…

Valis_night

I could remember the whole “story” and, what more important, get the meaning of my dream..

Of course, I’ll not tell You whole the story – I have to much respect for You and Your time my Friends..

The most important was the meaning – I know that – it’s coming a wonderful time for the culture !!!

Time, where the “contemporary structure” of the society will no more working.. no more capitalism, no more communism, no more dictatorship etc…

It’s coming the time of the HUMANISM and CULTURE

sen

And for me?

Very clear.. – will find a completely NEW WAY of expression, emotion, friendship and creativity..

NEW partners, friends… maybe also a new Country…?

Valis_slonce

How it will be exactly? – don’t know yet… but – I / we will do a lot of good Music, Opera, Dance, Painting, Sculpting and a we will have lot of FUN !!

Together we will safe the WORLD my Friends!!!

And now… let’s have a Coffee !!

Happy Sunday 🙂

Gdzie się podział “Straszny Dwór”?

od wielu lat nie udawało mi się spędzić Świąt Bożego Narodzenia w Polsce – w tym roku było inaczej – bez napięcia, terminów i prób, spędziłem Święta w gronie rodziny, z rodzicami, rodzeństwem i ich pociechami. To był dla mnie fantastyczny czas – taki, o którym już zapomniałem że istnieje…

Chcąc – nie chcąc, u mojej rodziny oglądałem kilka programów w tv , na co-dzień nie posiadam takich luksusów w postaci telewizora z bogatą ofertą programów i nie mam dostępu do tylu “atrakcji”… – ku mojemu zdziwieniu okazuje się że żyjąc w telewizyjnym celibacie niczego nie tracę…

Program TVP na Święta mnie rozczarował – na dobrą sprawę nie warto było mu poświęcić więcej, niż tyle ile potrzeba aby zapoznać się z wiadomościami…

Filmy w większości już ludzie w moim wieku widzieli – bądź w kinie, bądź w poprzednich latach w TVP.

Politycy na szczęście na okres Świąt ograniczyli się do okolicznościowych życzeń bądź w sposób dla nich mało naturalny, tonowali swoje wypowiedzi, chowając codzienną mowę nienawistną pod świąteczny obrus… – niezobaczenie ich na szklanym ekranie nie powodowało żadnych wartości ujemnych…

Niecodziennie często natomiast mieliśmy okazje zobaczyć na ekranie przedstawicieli Kościoła Katolickiego, którzy moim zdaniem, poprzez swoje bądź nieprecyzyjne bądź kłamliwe wypowiedzi dotyczące np. “przemocy wobec kobiet” robili wszystko aby odstraszyć swoich wiernych od czynnego uczestnictwa w życiu i polityce kościoła..

Myślę, że przywództwo Kościoła Katolickiego w Polsce przespało trochę czas reformy społeczeństwa, które w dużej mierze, z zastraszonego i zgnębionego poprzez ustrój komunistyczny, ewoluowało do miana ludzi światłych, myślących – nie wierzących już ślepo we wszystko co słyszy z ust panów w sutannach – obojętnie czy z kościelnej ambony czy ze szklanego ekranu…

To jednak, czego osobiście mnie najbardziej brakło w telewizyjnym programie świątecznym był choćby cień kultury przez trochę większe “K”.

Jeżeli reprezentują ten rodzaj sztuki, nikomu oczywiście nie umniejszając, tylko przedstawiciele sceny kabaretowej czy zespoły (im dziwniej tym lepiej) wykonywujące kolędy to … nic tylko ręce załamać… albo zdać sobie sprawę z tego że albo JA mam coś z głową albo zawiadujący polską TVP i mający wpływ na społeczny przekaz, traktują naród jak … niedorozwiniętych emocjonalnie i nieświadomych kulturalnie pół-mózgowców…

Nie doszukałem się, w przecież misyjnej, telewizji publicznej żadnego spektaklu operowego, koncertu symfonicznego czy premiery teatralnej – jest przecież mnóstwo dzieł najwybitniejszych kompozytorów, którzy uświetnili TEN CZAS swoimi arcydziełami, niech wspomnę chociaż takich jak Bach, Mozart, Beethoven czy Vivaldi…  – ale nie szukając po lewej stronie Odry, znajdziemy polskich kompozytorów, którzy specjalnie na TEN okres tworzyli swoje arcydzieła – nie sposób tu nie wspomnieć o naszym narodowym wieszczu sztuki operowej – Stanisławie Moniuszce

Stanisław Moniuszko

i jego operze “Straszny Dwór”…

Straszny Dwor

Nie piszę tego artykułu z myślą o sobie, umiem większość dziel Moniuszki na pamięć… – żal mi po prostu, że pomimo tak wielu wypowiedzi polityków w sprawie znaczenia polskiej kultury i jej dziedzictwa (nawiasem mówiąc, dziedzictwo to bardzo nieszczęśliwe sformułowanie – jest bowiem w historii Polski wiele wątków o których wspominać bardzo by się nie chciało…) – to tak mało robi się w kierunku jej propagowania nie wspominając już o jej rozwoju… Bo jak tu mówić o rozwoju kultury bez jej dostępu do mediów…???

W tym miejscu pytam jeszcze raz: – gdzie się podział “Straszny Dwór”?

Nie wiem.. ale mam szczerą nadzieję, że w przyszłości, również na ekranach TVP, doczekamy się programów, koncertów i spektakli, które będą trafiały w gusta nie tylko tych, którzy włączając odbiornik, oczekują tylko i wyłącznie (taniej) rozrywki…

Bo w przeciwnym razie po co placic abonament…???

PS. Przed kilkoma laty, wspólnie ze Sławomirem Pietrasem, Orkiestrą Filharmonii Sudeckiej i solistami Opery Poznańskiej zrealizowaliśmy koncertową wersję tego dzieła – jest to niestety zapis niestudyjny… – jestem jednak przekonany, że dostarczy WAM emocji i wrażeń których moim zdaniem bardzo zabrakło w tegorocznym Świątecznym programie Polskiej Telewizji Publicznej…

Zapraszam do obejrzenia 🙂

Nie dajmy sie zwariowac Kochani :)

moi drodzy,

okres przedswiateczny to juz tradycyjnie czas przygotowan do TEGO – jednego z najwazniejszych w tradycji kultury polskiej – okresu Boronarodzeniowego – kolacji wigilijnej, choinki, prezentow, wspolnego biesiadowania etc.

Czas cudowny – wspominamy czas narodzenia Jezusa w Nazarecie, zwierzeta mowia ludzkim glosem, przychodzi Mikolaj (w niektorych regionach Polski Gwiazdor), spiewamy koledy, lamiemy sie oplatkiem, skladamy sobie zyczenia, robimy postanowienia, obdarowujemy prezentami, pieknie ubieramy, wspominamy – czujemy sie “wspolnota”.

choinka

Jest to rowniez okres przygotowywania specjalnie na te okolicznosc specjalnej dwunastodaniowej kolacji (tradycyjnie nikt nie jest w ten wieczor glodny…), swiatecznych wypiekow – makowcow, lazanek, ciast, ciastek, piernikow

PIERNICZKI

czy (nie)miesnego karpia…

Jak sie tamu glebiej przyjrzec to latwo mozna sie zestresowac… – stresuja sie Ci, ktorzy aby odwiedzic rodzine musza czesto przebywac dlugie kilometry; Ci, ktorzy musza te uroczystosci przygotowac – zastanawiajac sie czy zupa nie jest za slona, karp za bardzo oscisty, kompot za slodki, prezenty nietrafione, obrus na stole nie za bardzo bialy…

Mam propozycje: NIE DAJMY SIE ZWARIOWAC KOCHANI 🙂

– jezeli nie mamy pomyslu (albo srodkow) na fajny (albo drogi) prezent – zawsze mozna napisac list, wiersz, piosenke albo zrobic laurke…

mozart_aria_cherubina_wesele_figara_650

– jezeli nie jestesmy pewni wlasnych talentow kuchennych – nie przyprawiajmy potraw zbyt mocno…  – zawsze mozna kilka z nich (przypraw) postawic na stole… poza tym – uwierzcie – nikt nie siada do kolacji wigilijnej glodny – przynajmnie mnie sie to jeszcze nigdy nie zdarzylo:)

– jezeli nie mamy czasu aby napisac do wszystkich znajomych kartki swiateczne – nie piszmy – wystarczy tylko kilka – tych najwaznieszych

– nie wysylajmy sms-ow alla “wyslij do wszystkich”. Nikt tego nie czyta – a jezeli juz, to nie traktuje ich powaznie

– niezmiennie super pomyslem jest wspolny SPACER

– przy stole zamiast otwierac coraz nowe trunki fajniej jest wymyslec jakas wspolna gre albo zabawe

– poswiecmy czas dzieciom – to w koncu one maja z okresu Swiat najwieksza radosc

– nie rozmawiajmy o polityce – ani przez duze ani przez male “p”

Mozna wymieniac jeszcze bardzo dlugo – nie chce przynudzac 🙂

Bede przewdzieczny za WASZE sugestie i komentarze do mojego tekstu 🙂 🙂 🙂

Dobrego wieczoru

“…Raz na wozie – raz na wozie…”

na dobra sprawe wszystko jest bardzo proste – “raz na wozie – raz pod wozem…”

Kazdy z nas “przerabia” to kazdego dnia…

I nie byloby w tym nic dziwnego – oprocz tego, ze sprobuje WAS namowic do potrzegania w znaczenieu “raz na wozie – raz na wozie” 🙂 – poniewaz wszystko co nas spotaka jest bardzo pozytywne i bardzo tworcze.

Chwilowy brak osiagania (siagniecia) zamierzonych efektow nie jest, nie powinien byc byc, nie moze byc spostrzegany jako porazka badz kleska! – to tylko swoisty zart losu 🙂 –

Jest w niemczech takie przyslowie: “Man weisst nicht wofür es gut ist” – sprawdza sie jak najbardziej rowniez w polskiej mentalnosci – czasami po prostu nie wiemy “dlaczego jest to dobre…”

Nos do gory – wszystko ma swoj sens – a to, ze dzisiaj tego nie rozumiemy o niczym nie swiadczy 🙂

Nasze sukcesy sa tak samo wazne jak nasze porazki – cialo czlowieka stworzone jest w ponad 70-ciu procentach z wody – woda dazy do rownowagi – im wiecej w nas i naszym zyciu sukcesow – tym wiecej bedzie porazek – wszystkiego po rowno 🙂

Przezywacie? radujecie sie? smucicie? – nikt WAS nie rozumie? – BRAWO!!! tak ma byc – dajcie sie poniesc emocjom i uczuciom – wzloty i upadki sa naturalne – nie wstydzcie sie Waszych porazek i swietujcie sukcesy – w obu przypadkach jestem z WAMI 🙂

Moi drodzy blogoczytacze – zecze WAM pieknego wieczoru i dobrego nastroju na reszte tygodnia

Komentujmy kochani – komentujmy IMIENNIE…

od jakiegos czasu zaczalem spisywac swoje przemyslenia na blogu – dostaje wiele Waszych opinii i komentarzy na privat – dziekuje 🙂 – ale mam ogromna prosbe: komentujcie kochani i piszcie o swoich (rowniez niezgodach) oficjalnie!!!

Zyjac w “kieracie” – zamurowanym wielometrowym murem  – srodowisku – mamy wrazenie, ze nie mamy na nic wplywu – wykonujemy nasze codzienne zadania majac wrazenie “dobrze spelnionego obowiazku”…

Prawdopodobnie JA, bardziej niz ktokolwiek z WAS, wiem co to znaczy szantaz realny, szantaz emocjonalny, szantaz spoleczny czy jeszcze jakis inny… szantaz…

Nie bojmy sie wypowiadac naszych mysli – nasz glos nie tylko sie LICZY ale jest KLUCZOWY!!!

Tak dlugo jak NIC nie mowimy, nie piszemy, nie publikujemy, nie komentujemy – tak dlugo nie zabieramy glosu w debacie publicznej…

Dlatego prosze 🙂 – nos do gory!!! pioro w dlon!!!

Niech NAS widza, niech NAS slysza!!!

A C-Dur podane przez waltornie w pierwszej symfonii Brahmsa jest CZADEM!!!

Kocham Muzyke, Sztuke, Mozarta i WAS 🙂

Ruszamy sie!!! – opuszczamy “skorupe”

jakze czesto, bedac zamkietym w kregu codziennosci albo przyslowiowej machanicznosci wykonywanych – mniej albo bardziej waznych – obowiazkow dnia codziennego, mam (mialem) swiadomosc powtarzalnosci – skonczonosci wykreowanego przeze mnie i okolicznosci swiata w ktorym przyszlo mi zyc i funkcjonowac…

Jakze ciezko jest sie z tego swiata “wyrwac” – zmienic otoczenie, sposob myslenia, przwyczajenia – zburzyc swoje (pozorne oczywiscie) bezpieczenstwo i zaczac TWORZYC…

Czasami wystarczy tylko rozmowa z kims (dla nas) waznym – dyskusja merytoryczna,co nie znaczy nieemocjanalna – niestety to “czasami” zdarza sie bardzo zadko…

Znacznie czesciej potrzebujemy czegos innego – wazniejszego, wiekszego, bardziej ekstremalnego, intrygujacego… – czegos, co pozwoli zostawic “plecak” niepotrzebnych codziennosci i pozwoli wyrwac sie myslom z zamknietej orbity i powedrowac tam, gdzie sluchac bedziemy tylko naszej intuicji, nie zmaconej przyziemnoscia stereotypow…

Jako male dziecko ogladalem czasami w tv program o znanej parze polkich podroznikow – niestety nie pamietam jak sie nazywali… – zastanawialem sie wtedy nad tym “jak im sie chce”? Czy nie maja nic innego (lepszego) do roboty? Jak mozna spedzac zycie jezdzac po swiecie? Fotografowac i filmowac ludzi, zwierzeta, plemienia, kultury, cuda natury etc.

Wtedy nie rozumialem…

Dzis wiem, ze przywiazanie do skonczonej codziennosci jest ogromnym ciezarem. Zycie wg. stereotypow, gdzie pozycja, statut spoleczny czy wykonywany zawod i wynikajaca z tego iluzja bezpieczenstwa jest kompletna utopia…

Energia i sila tworcza ktore sa w NAS, podczas naszej pozycji podleglej (komus, czemus, urzednikowi, bankowi, tesciowej, toksycznemu partnerowi etc) jest tlamszona, duszona, zabijana i przestaje byc tworcza. Nie jestesmy w stanie tworzyc kiedy jestesmy BRUDNI – nasza tworczosc, praca, rodzina czy zwiazek tez takie beda – BRUDNE i SKREPOWANE.

To nie tworzenie tylko walka o zgnily kompromis – ktory na poziomie tworzenia zawsze jest porazka…

Szczypta goryczy, ktora przemawia przeze mnie w tym artykuje jest tylko i wylacznie odzwierciedleniem odrobiny zalu, ktory wynika z tego, ze tak pozno dane bylo mi to dostrzec… Tym bardziej, czuje sie zobowiazany aby o tym napisac – byc moze pozwoli to komus z Was moi blogoczytacze zastanowic sie nad niektorymi faktymi ktore spotkaly Was w zyciu i sobie wszystko na nowo poukladac…

Tworzmy wiec swobodnie, latajmy wysoko, badzmy dobrzy – szczegolnie dla tych, ktorzy nas nie rozumieja, wystrzegajmy sie zlych mysli i zlych emocji, kochajmy naszych antagonistow – to jedyna droga aby poczuc sie wolnymi i tworzyc rzeczy PIEKNE.

I tego wlasnie, z calego serca WAM zycze 🙂

Warto sie uczyc kochani…!!!

cwiczyc, trenowac, poswiecac, medytowac, rozwijac, poznawac, testowac, przezywac, kochac, lubic, sluchac, dyskutowac, bronic merytocznie zdania odmiennego, isc na spacer z Mozartem, poprzezywac z Beethovenem, Brahmsem czy Schumannem, ladnie sie ubrac, zadbac o siebie, isc na stadion albo do lasu pobiegac, wiedziec wiecej, widziec dalej, slyszec wyrazniej etc etc.

Choc w chwili obecnej doswiadczamy okresu w PL gdzeie te wszystkie cechy zdaja sie nie miec zadnego znaczenia – nie mozna odpuszczac.

Historia uczy, ze u zmierzchu kazdego rzadu czy rzadzacego ukladu politycznego – tzw. nepotyzm albo lepiej pasujace do polskich warunkow KUMOTERSTWO zdaja sie nad wszystkim panowac i jakikolwiek jakze niezbedny w sztuce idealizm i sluzba filzofii dobra, rozwoju i piekna nie maja racji bytu – to jednak NIE DAJMY SIE OMAMIC!!! – ten caly chlam, blichtr, arogancja, impertynencja i ignorancja maja KROTKIE NOGI.

Wyobrazcie sobie, ze calkiem niedawno rozmawialem z przedstawicielem jadnej z polskich placowek dyplomatycznych poza granicam PL oczywiscie. Od slowa do slowa odrzucilismy z naszej konwesacji sztuczne konwenanse i skupilismy sie na faktach – okazalo sie, ze w tym roku 2012 po raz pierwszy od daty powolania do zycia nie bedzie obchodzone Swito 11-tego listopada bo … jakze prozaicznie – pieniedzy nie ma… Gdzie sie podzialy pieniadze? Poszla podobno na “haratanie w gale” podczas EURO 2012.

Uwierzcie, jestem ostatnim, ktory mialby cos przeciwko rozwojowi jakiejkolwiek dziedziny kultury (zaliczam sport do kultury fizycznej) – ale ma milosc Zeusa – nie kosztem kultury!!! Pomijam juz to, ze W-wie na czas dzialania strefy kibica zamkniete zostaly teatry z racji na braku mozliwosci dotarcia do nich… – to jeszcze wyglada na to, ze myto futbolowe (EURO 2012) zostalo nalozone na inne, mniej widoczne i “cichsze” instytucje…

Pisalem w jednym z wczesniejszych felietonow o Tabloidyzacji polskich mediow – na podstawie wydarzen medialnych ostatniego tygodnia, dochodze do wniosku, ze moj artykul staje sie coraz bardziej aktualny…

Artykul: “Na przekor tabloidowemu spoleczenstwu”

Aby mozna bylo zachuwujac zdrowy dystans do przepychanek politycznych, pseudopatriotyzmu, pseudoprawdy, pseudo ojcow duchownych, pseudopremierow i jeszcze bardzo wielu roznego rodzaju pseudo dyrektorow oper bez pojecia o muzyce czy pseudoministrow bez swiadomosci swojej branzy…

Kabaret Moralnego Niepokoju w roku chyba 2003 za czasow rzadow krytykujacego w chwili obecnej wszystkich i kazdego Leszka Millera, ktory moim zdaniem, nie zostawil jakiejkowiek plaszczyzna na ktorej podczas swojej kariery politycznej nie zdazylby sie skompromitowac – stworzyl skecz, ktory mialem nadzieje juz nie jest aktualny…  a jednak – obejzyjcie, wysluchajcie a jestem pewiem, ze znajdziecie wiele analogii…

Kabaret Moralnego Niepokoju – “Nepotyzm czyli praca przez protekcje”

A teraz juz do tematu:

oczywiscie nie wszystko jest takie smutne jak mogloby sie wydawac czytajac moj tekst do tej pory – wezmy przyklad naszego wspaniale zapowiadacjacego sie mlodego lodzkiego tenisisty JERZEGO JANOWICZA…

Ten zawodnik, chociaz pozbawiony jakiegos gigantycznego wsparcia jest na ustach wszystkich – dzieki swojej ogromnej pracy, wierze w sukces, poswieceniu i talentowi udowodnil wszystkim ze jezeli bedziemy wierzyli, pracowali i niepoddawali sie tzw. “CHWILOWEMU BRAKU ZAMIERZONYCH EFEKTOW” to sukces moze byc i bedzie NASZ – czyli WASZ :))))

Warto sie uczyc aby nie byc obywatelem ktorejstam kategorii, aby porozmawiac z Wlochem, Francuzem, Anglikiem, Niemcem czy Rosjaninem nie tylko “jak sie nazywasz” i jak wypijemy LITRA we dwoch to “wszystkie jezyki k…wa zrozumiemy”…

Pisze troche nieskladnie… wiem, ale siedzi obok mnie w samolocie taki wlasnie HRABIA, ktory juz kocha – niestety bez wzajemnosci – wszystkie stewardessy i coraz czesciej zaczna palac uczuciem – bardzo smierdzycym – do mnie…

Uwierzcie mi prosze (to juz chyba ostatnie zdanie…) – nie wszedzie i nie w kazdym kraju i spoleczenstwie jest tak jak w tej chwili w PL  – jesli bedziecie naprawde swietni to zareczam WAM, ze nie bedziecie siedziec w domu z mina na kwinte, mniej lub bardziej podniecajac sie niezdrowo coraz wieksza bezczelnoscia, dyletanctwem, arogancja i ignorancja reprezentujacych spoleczenstwo polskie czyli ciebie i mnie politykow. Nie bedziesz godzic sie na brak kompetencji prowadzacych z TOBA zajecia wykladowcow, pracujacych na 3 – ech uczelniach dorabiajacych na “chalturach” magistrow kazacego tytulowac sie profesorem…

Do tego potrzebna CI WIEDZA i SWIADOMOSC moj nieznany PRZYJACIELU – blogoczytaczu 🙂 – i tej wiedzy, swiadomosci i w koncu sily i charakteru Ci z calego serca zycze 🙂

Dobrego tygodnia

Freedom without independent internet?

could we imagine to live in a democratic country, with a parliament, president, free choice of school, profession, religion and no independent internet?

I couldn’t…

But, during my last stay in Kazakhstan, in Karaganda, I was very surprised about that – first, the internet was extremely slow; second, it was not possible to open any internet pages on american servers – for example WordPress, Blogger, iTunes and much more what was not available…

And? – I can see a big develop between now and Kazakhstan 2 years ago. Now, without any problem I could by a prepaid SIM to my Ifone and could have a contact via internet and Viber, Facebook or Twitter to my family and friends.

When I talk to my Kazakh friends, with lives there, in Karaganda or Astana – they have no problem with this case at all. They are using a Russian “quasi-Facebook” (sorry… I forgot the name of this social network…), also email with the ending “@xxxxxxx.ru” – and feel fry and happy.

Is the freedom connected with a “free internet” only our imagination? – Of course not, but one thing is for me clear after being there – the happiness is not dependent from internet!!!

If You have friends, job, hobby and some money to live – you don’t need to many internet tipicall informations, comments unknown people, and opinions more ore less intelligent politicians…

In this case – it’s really possible to be free without independent internet…

W kolejce po … VISA

Generalnie nie powinno nas to dziwic, ze aby pojechac do jakiegos kraju, ktory nie jest TYM krajem ktorego paszportem sie legitymujemy, powinnismy posiadac odpowiednia wize.

A jednak…

Jesli sie nad tym “fenomenem” zastanowic to dla wiekszosci z nas – ludzi ktorzy podrozuja po Europie z dowodem osobistym i nie pamietaja czasow (ja jeszcze pamietam) kiedy paszport dostawalo sie na czas wyjazdu i oddawalo po powrocie jest w tym cos dziwnego i niezrozumialego.

Do wielu krajow, ktore ostatnio odwiedzalem kupuje sie “VISA on arrival”  – na lotnisku badz nie potrzeba jej w ogole. Sa jednak takie jak Rosja, USA, Japonia czy Kazachstan, gdzie o VISA musimy prosic w konsulacie danego panstwa w Polsce albo odpowiednim konsulacie w innym kraju – dla mnie bardzo czesto sa to Niemcy i Berlin.

I niby nie ma w tym nic dziwnego, to taka procedura… – oddasz paszport z odpowiednimi dokumentami na tydzien, przy czym dodac nalezy, ze zostawiajac paszport z reguly nie otrzymasz zadnego potwierdzenia ani zadnego swistka, ktory uprawnialby cie do zgloszenia sie po jego odbior…

W nudnej literze prawa VISA jest prawem a nie obowiezkiem; tzn panstwo o ktorego VISA sie starasz ma prawo ci ja udzielic ale nie ma takiego obowiazku i moze ci tego prawa odmowic nie wyjasniajac obsolutnie zadnych przyczyn tejze odmowy.

Wiekszosc przecietnych Mikulskich wyjezdza za granice na wakacje albo w celach dyplomatyczno-sluzbowych; w tym przypadku takie zalatwianie VISA to sprawa nalezaca do biura podrozy albo odpowiedniej jednostki administracyjnej – nawet tego nie zauwazymy… Jest jednak, wcale nie mala grupa tych, ktorzy podrozuja w celach artystycznych – to takie pomieszane cele sluzbowe, prywatne i turystyczne – potrzebne jest specjalne pozwolenie, poniewaz z reguly zarabiamy przy okazji jakies honoraria badz “zadoscuczynienia”… I tu zaczynaja sie “schody” – poniewaz zarabiasz – potrzebujesz VISA do pracy i uwierzcie mi – malo ktory urzednik w konsulacie ma ochote wydac VISA na tydzien “do pracy”…

Ale to tez mozna jeszcze przezyc gdyby nie fakt, ze prawie wszystkie konsulaty “wojujacych narodow” maja wiele wspolnych cech: wszedzie czeka sie na ulicy bez zadaszenia pod ktorym moznaby sie schronic przed deszczem; nigdzie nie mozna usiasc; ciezko w okolicy zaparkowac samochod; czekajace towarzystwo zapomnialo co to mydlo ale w zamian za to jest zupelnie swiadome tego, iz aby przezyc trzeba dziennie wypalic co najmniej 60 papierosow nie robiac miedzy jednym a drugim przerw dluzszych niz 3 minuty; rozmawiac notorycznie przez telefon (albo pisac sms-y), nie golic sie od kilku dni; chetnie zabrac na rece glosno placzace dziecko etc – wszyscy zas, z zazdroscia godna podziwowi wspanialej baleriny (co najmniej tanczacemu “Czarnemu Labedziowi” z “Jeziora” Piotra Czajkowskiego) wpatruja sie w tego PIERWSZEGO w kolejce, ktory z uchem przycisnietym do malego glosniczka przy domofonie oczekuje na cichy i niewyrazny glos od czasu do czasu sie z niego wygobywajacy:  “…jedna osoba…” – i nie pomylilem sie nie piszac PROSZE…

Jakaz to wielka nasza radosc, kiedy ten tajemniczy glos przemow do NAS… ech…

I z tym jakos sobie poradzilem…

Moje najwieksze jednak niezrozumienie, mimo swiadomosci historycznie uksztaltowanemu podzialowi Europy dotyczyl mojego pobytu i koncertu na Ukrainie, ktory mialem przyjemniosc prowadzic z Filharmonia we Lwowie (Lviv). Otorz okazalo sie, o czym wczesniej nie wiedzialem, ze mimo iz ja na Ukraine wizy nie potrzebowalem to obywatele Ukrainy aby wjechac do Polski juz TAK.

To bylo okropne uczucie… Spytalem muzykow w jakim jezyku zycza sobie abym prowadzil proby – moglem to zrobic w kilku – odpowiedzieli mocniej niz energicznie, z wyrazem nieudolnie ukrywanego oburzenia ze “… oczywiscie po polsku!!!”

I tak – mowilismy tym samym jezykiem, pracowalismy nad ta sama muzyka, wspolnie tworzylismy sztuke – mimo to, w swietle obowiazujacego prawa bylismy ludzmi (obywatelami) roznej kategorii…

Nie jestem politykiem, nie znam sie na kononach wspolczesnych kulisowych badz zakulisowych standartow europejskich ale wiem jedno – po tym co przezylismy, co odczuwamy i co wspoltworzymy – nie ma ani miejsca ani czasu na antagonizm. Prowadzi on do kulminacji zlej energii i zlych uczuc ktore niec nie buduja…

TAK!!! – Chetnie ustawie sie jeszcze raz w kolejce po VISA – VISA jako przepustka do wspolnego tworzenia, wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Dobranoc

%d bloggers like this: