Posts Tagged ‘ wolnosc ’

Ruszamy sie!!! – opuszczamy “skorupe”

jakze czesto, bedac zamkietym w kregu codziennosci albo przyslowiowej machanicznosci wykonywanych – mniej albo bardziej waznych – obowiazkow dnia codziennego, mam (mialem) swiadomosc powtarzalnosci – skonczonosci wykreowanego przeze mnie i okolicznosci swiata w ktorym przyszlo mi zyc i funkcjonowac…

Jakze ciezko jest sie z tego swiata “wyrwac” – zmienic otoczenie, sposob myslenia, przwyczajenia – zburzyc swoje (pozorne oczywiscie) bezpieczenstwo i zaczac TWORZYC…

Czasami wystarczy tylko rozmowa z kims (dla nas) waznym – dyskusja merytoryczna,co nie znaczy nieemocjanalna – niestety to “czasami” zdarza sie bardzo zadko…

Znacznie czesciej potrzebujemy czegos innego – wazniejszego, wiekszego, bardziej ekstremalnego, intrygujacego… – czegos, co pozwoli zostawic “plecak” niepotrzebnych codziennosci i pozwoli wyrwac sie myslom z zamknietej orbity i powedrowac tam, gdzie sluchac bedziemy tylko naszej intuicji, nie zmaconej przyziemnoscia stereotypow…

Jako male dziecko ogladalem czasami w tv program o znanej parze polkich podroznikow – niestety nie pamietam jak sie nazywali… – zastanawialem sie wtedy nad tym “jak im sie chce”? Czy nie maja nic innego (lepszego) do roboty? Jak mozna spedzac zycie jezdzac po swiecie? Fotografowac i filmowac ludzi, zwierzeta, plemienia, kultury, cuda natury etc.

Wtedy nie rozumialem…

Dzis wiem, ze przywiazanie do skonczonej codziennosci jest ogromnym ciezarem. Zycie wg. stereotypow, gdzie pozycja, statut spoleczny czy wykonywany zawod i wynikajaca z tego iluzja bezpieczenstwa jest kompletna utopia…

Energia i sila tworcza ktore sa w NAS, podczas naszej pozycji podleglej (komus, czemus, urzednikowi, bankowi, tesciowej, toksycznemu partnerowi etc) jest tlamszona, duszona, zabijana i przestaje byc tworcza. Nie jestesmy w stanie tworzyc kiedy jestesmy BRUDNI – nasza tworczosc, praca, rodzina czy zwiazek tez takie beda – BRUDNE i SKREPOWANE.

To nie tworzenie tylko walka o zgnily kompromis – ktory na poziomie tworzenia zawsze jest porazka…

Szczypta goryczy, ktora przemawia przeze mnie w tym artykuje jest tylko i wylacznie odzwierciedleniem odrobiny zalu, ktory wynika z tego, ze tak pozno dane bylo mi to dostrzec… Tym bardziej, czuje sie zobowiazany aby o tym napisac – byc moze pozwoli to komus z Was moi blogoczytacze zastanowic sie nad niektorymi faktymi ktore spotkaly Was w zyciu i sobie wszystko na nowo poukladac…

Tworzmy wiec swobodnie, latajmy wysoko, badzmy dobrzy – szczegolnie dla tych, ktorzy nas nie rozumieja, wystrzegajmy sie zlych mysli i zlych emocji, kochajmy naszych antagonistow – to jedyna droga aby poczuc sie wolnymi i tworzyc rzeczy PIEKNE.

I tego wlasnie, z calego serca WAM zycze 🙂

W kolejce po … VISA

Generalnie nie powinno nas to dziwic, ze aby pojechac do jakiegos kraju, ktory nie jest TYM krajem ktorego paszportem sie legitymujemy, powinnismy posiadac odpowiednia wize.

A jednak…

Jesli sie nad tym “fenomenem” zastanowic to dla wiekszosci z nas – ludzi ktorzy podrozuja po Europie z dowodem osobistym i nie pamietaja czasow (ja jeszcze pamietam) kiedy paszport dostawalo sie na czas wyjazdu i oddawalo po powrocie jest w tym cos dziwnego i niezrozumialego.

Do wielu krajow, ktore ostatnio odwiedzalem kupuje sie “VISA on arrival”  – na lotnisku badz nie potrzeba jej w ogole. Sa jednak takie jak Rosja, USA, Japonia czy Kazachstan, gdzie o VISA musimy prosic w konsulacie danego panstwa w Polsce albo odpowiednim konsulacie w innym kraju – dla mnie bardzo czesto sa to Niemcy i Berlin.

I niby nie ma w tym nic dziwnego, to taka procedura… – oddasz paszport z odpowiednimi dokumentami na tydzien, przy czym dodac nalezy, ze zostawiajac paszport z reguly nie otrzymasz zadnego potwierdzenia ani zadnego swistka, ktory uprawnialby cie do zgloszenia sie po jego odbior…

W nudnej literze prawa VISA jest prawem a nie obowiezkiem; tzn panstwo o ktorego VISA sie starasz ma prawo ci ja udzielic ale nie ma takiego obowiazku i moze ci tego prawa odmowic nie wyjasniajac obsolutnie zadnych przyczyn tejze odmowy.

Wiekszosc przecietnych Mikulskich wyjezdza za granice na wakacje albo w celach dyplomatyczno-sluzbowych; w tym przypadku takie zalatwianie VISA to sprawa nalezaca do biura podrozy albo odpowiedniej jednostki administracyjnej – nawet tego nie zauwazymy… Jest jednak, wcale nie mala grupa tych, ktorzy podrozuja w celach artystycznych – to takie pomieszane cele sluzbowe, prywatne i turystyczne – potrzebne jest specjalne pozwolenie, poniewaz z reguly zarabiamy przy okazji jakies honoraria badz “zadoscuczynienia”… I tu zaczynaja sie “schody” – poniewaz zarabiasz – potrzebujesz VISA do pracy i uwierzcie mi – malo ktory urzednik w konsulacie ma ochote wydac VISA na tydzien “do pracy”…

Ale to tez mozna jeszcze przezyc gdyby nie fakt, ze prawie wszystkie konsulaty “wojujacych narodow” maja wiele wspolnych cech: wszedzie czeka sie na ulicy bez zadaszenia pod ktorym moznaby sie schronic przed deszczem; nigdzie nie mozna usiasc; ciezko w okolicy zaparkowac samochod; czekajace towarzystwo zapomnialo co to mydlo ale w zamian za to jest zupelnie swiadome tego, iz aby przezyc trzeba dziennie wypalic co najmniej 60 papierosow nie robiac miedzy jednym a drugim przerw dluzszych niz 3 minuty; rozmawiac notorycznie przez telefon (albo pisac sms-y), nie golic sie od kilku dni; chetnie zabrac na rece glosno placzace dziecko etc – wszyscy zas, z zazdroscia godna podziwowi wspanialej baleriny (co najmniej tanczacemu “Czarnemu Labedziowi” z “Jeziora” Piotra Czajkowskiego) wpatruja sie w tego PIERWSZEGO w kolejce, ktory z uchem przycisnietym do malego glosniczka przy domofonie oczekuje na cichy i niewyrazny glos od czasu do czasu sie z niego wygobywajacy:  “…jedna osoba…” – i nie pomylilem sie nie piszac PROSZE…

Jakaz to wielka nasza radosc, kiedy ten tajemniczy glos przemow do NAS… ech…

I z tym jakos sobie poradzilem…

Moje najwieksze jednak niezrozumienie, mimo swiadomosci historycznie uksztaltowanemu podzialowi Europy dotyczyl mojego pobytu i koncertu na Ukrainie, ktory mialem przyjemniosc prowadzic z Filharmonia we Lwowie (Lviv). Otorz okazalo sie, o czym wczesniej nie wiedzialem, ze mimo iz ja na Ukraine wizy nie potrzebowalem to obywatele Ukrainy aby wjechac do Polski juz TAK.

To bylo okropne uczucie… Spytalem muzykow w jakim jezyku zycza sobie abym prowadzil proby – moglem to zrobic w kilku – odpowiedzieli mocniej niz energicznie, z wyrazem nieudolnie ukrywanego oburzenia ze “… oczywiscie po polsku!!!”

I tak – mowilismy tym samym jezykiem, pracowalismy nad ta sama muzyka, wspolnie tworzylismy sztuke – mimo to, w swietle obowiazujacego prawa bylismy ludzmi (obywatelami) roznej kategorii…

Nie jestem politykiem, nie znam sie na kononach wspolczesnych kulisowych badz zakulisowych standartow europejskich ale wiem jedno – po tym co przezylismy, co odczuwamy i co wspoltworzymy – nie ma ani miejsca ani czasu na antagonizm. Prowadzi on do kulminacji zlej energii i zlych uczuc ktore niec nie buduja…

TAK!!! – Chetnie ustawie sie jeszcze raz w kolejce po VISA – VISA jako przepustka do wspolnego tworzenia, wzajemnego szacunku i zrozumienia.

Dobranoc

%d bloggers like this: