Archive for November 6th, 2012

Warto sie uczyc kochani…!!!

cwiczyc, trenowac, poswiecac, medytowac, rozwijac, poznawac, testowac, przezywac, kochac, lubic, sluchac, dyskutowac, bronic merytocznie zdania odmiennego, isc na spacer z Mozartem, poprzezywac z Beethovenem, Brahmsem czy Schumannem, ladnie sie ubrac, zadbac o siebie, isc na stadion albo do lasu pobiegac, wiedziec wiecej, widziec dalej, slyszec wyrazniej etc etc.

Choc w chwili obecnej doswiadczamy okresu w PL gdzeie te wszystkie cechy zdaja sie nie miec zadnego znaczenia – nie mozna odpuszczac.

Historia uczy, ze u zmierzchu kazdego rzadu czy rzadzacego ukladu politycznego – tzw. nepotyzm albo lepiej pasujace do polskich warunkow KUMOTERSTWO zdaja sie nad wszystkim panowac i jakikolwiek jakze niezbedny w sztuce idealizm i sluzba filzofii dobra, rozwoju i piekna nie maja racji bytu – to jednak NIE DAJMY SIE OMAMIC!!! – ten caly chlam, blichtr, arogancja, impertynencja i ignorancja maja KROTKIE NOGI.

Wyobrazcie sobie, ze calkiem niedawno rozmawialem z przedstawicielem jadnej z polskich placowek dyplomatycznych poza granicam PL oczywiscie. Od slowa do slowa odrzucilismy z naszej konwesacji sztuczne konwenanse i skupilismy sie na faktach – okazalo sie, ze w tym roku 2012 po raz pierwszy od daty powolania do zycia nie bedzie obchodzone Swito 11-tego listopada bo … jakze prozaicznie – pieniedzy nie ma… Gdzie sie podzialy pieniadze? Poszla podobno na “haratanie w gale” podczas EURO 2012.

Uwierzcie, jestem ostatnim, ktory mialby cos przeciwko rozwojowi jakiejkolwiek dziedziny kultury (zaliczam sport do kultury fizycznej) – ale ma milosc Zeusa – nie kosztem kultury!!! Pomijam juz to, ze W-wie na czas dzialania strefy kibica zamkniete zostaly teatry z racji na braku mozliwosci dotarcia do nich… – to jeszcze wyglada na to, ze myto futbolowe (EURO 2012) zostalo nalozone na inne, mniej widoczne i “cichsze” instytucje…

Pisalem w jednym z wczesniejszych felietonow o Tabloidyzacji polskich mediow – na podstawie wydarzen medialnych ostatniego tygodnia, dochodze do wniosku, ze moj artykul staje sie coraz bardziej aktualny…

Artykul: “Na przekor tabloidowemu spoleczenstwu”

Aby mozna bylo zachuwujac zdrowy dystans do przepychanek politycznych, pseudopatriotyzmu, pseudoprawdy, pseudo ojcow duchownych, pseudopremierow i jeszcze bardzo wielu roznego rodzaju pseudo dyrektorow oper bez pojecia o muzyce czy pseudoministrow bez swiadomosci swojej branzy…

Kabaret Moralnego Niepokoju w roku chyba 2003 za czasow rzadow krytykujacego w chwili obecnej wszystkich i kazdego Leszka Millera, ktory moim zdaniem, nie zostawil jakiejkowiek plaszczyzna na ktorej podczas swojej kariery politycznej nie zdazylby sie skompromitowac – stworzyl skecz, ktory mialem nadzieje juz nie jest aktualny…  a jednak – obejzyjcie, wysluchajcie a jestem pewiem, ze znajdziecie wiele analogii…

Kabaret Moralnego Niepokoju – “Nepotyzm czyli praca przez protekcje”

A teraz juz do tematu:

oczywiscie nie wszystko jest takie smutne jak mogloby sie wydawac czytajac moj tekst do tej pory – wezmy przyklad naszego wspaniale zapowiadacjacego sie mlodego lodzkiego tenisisty JERZEGO JANOWICZA…

Ten zawodnik, chociaz pozbawiony jakiegos gigantycznego wsparcia jest na ustach wszystkich – dzieki swojej ogromnej pracy, wierze w sukces, poswieceniu i talentowi udowodnil wszystkim ze jezeli bedziemy wierzyli, pracowali i niepoddawali sie tzw. “CHWILOWEMU BRAKU ZAMIERZONYCH EFEKTOW” to sukces moze byc i bedzie NASZ – czyli WASZ :))))

Warto sie uczyc aby nie byc obywatelem ktorejstam kategorii, aby porozmawiac z Wlochem, Francuzem, Anglikiem, Niemcem czy Rosjaninem nie tylko “jak sie nazywasz” i jak wypijemy LITRA we dwoch to “wszystkie jezyki k…wa zrozumiemy”…

Pisze troche nieskladnie… wiem, ale siedzi obok mnie w samolocie taki wlasnie HRABIA, ktory juz kocha – niestety bez wzajemnosci – wszystkie stewardessy i coraz czesciej zaczna palac uczuciem – bardzo smierdzycym – do mnie…

Uwierzcie mi prosze (to juz chyba ostatnie zdanie…) – nie wszedzie i nie w kazdym kraju i spoleczenstwie jest tak jak w tej chwili w PL  – jesli bedziecie naprawde swietni to zareczam WAM, ze nie bedziecie siedziec w domu z mina na kwinte, mniej lub bardziej podniecajac sie niezdrowo coraz wieksza bezczelnoscia, dyletanctwem, arogancja i ignorancja reprezentujacych spoleczenstwo polskie czyli ciebie i mnie politykow. Nie bedziesz godzic sie na brak kompetencji prowadzacych z TOBA zajecia wykladowcow, pracujacych na 3 – ech uczelniach dorabiajacych na “chalturach” magistrow kazacego tytulowac sie profesorem…

Do tego potrzebna CI WIEDZA i SWIADOMOSC moj nieznany PRZYJACIELU – blogoczytaczu 🙂 – i tej wiedzy, swiadomosci i w koncu sily i charakteru Ci z calego serca zycze 🙂

Dobrego tygodnia

Advertisements

Mozart in Karaganda / Kazakhstan

for etwa zwei Jahren war ich zum ersten Mall in Kazakhstan – wie es schon öfters im Laben passiert – hatte es sich durch einem Zufall ergeben…

Mein, sehr gute freund, der eigentlich nach Astana/Kazakhstan kommen sollte ist krank geworden und hatte mich an seine Stelle empfohlen – so begann meine Geschichte mit Kazakhstan.

Währen meiner Besuch in Astana bei der International “Shabyt” Festival und Wettbewerb, außer der Arbeit in der Jury hatte ich auch ein Konzert mit der Sinfonieorchester Astana geleitet und eine Meisterkurs geführt.

Das wiederholte sich auch letztes Jahr, wonach hatte ich noch eine Einladung nach Karaganda bekommen – wo ich mich gerade befinde und diesen Artikel schreibe…

Wir haben uns lange überlegt was für ein Programm mit der Sinfonie Orchester in Karaganda ich machen sollte…

Natürlich, mit so einem großem Orchester hätte man Lust auf ein großen Werk – Mahler, Bruckner, Brahms oder Shostakovich…

Ich habe mich doch für Mozart entschieden… Warum? – es gibt für mich kein genialer Komponist – die, die mich kennen wissen das schon – außerdem, ich konnte dieses Orchester (noch) nicht und hatte Angst, dass man bei einem zu schwerem Werk leicht ins Boxhorn jagen könnte…

Von der anderen Seite gibt es kaum ein Komponist, der so hohe Ansprüche an den Interpret stellt wie Mozart…

Nach zirka 22-stündiger Reise war im Hotel in Karaganda. Erst die Landung in Astana, Passkontrolle und dürften wir weiter etwa 200 km mit dem Auto nach Karaganda fahren.

Es war ein Erlebnis!!! – noch nie hatte ich ein Steppe gesehen – einfach eine unvorstellbare ewige gar nichts auf dem Horizont… Der Sonnenaufgang, die Weite und das Gefühl von Unendlichkeit…

Um ehrlich zu sein, nach der ersten Probe war ich ein wenig verzweifelt… Die Noten wurden mehr oder weniger richtig gespielt, aber das was ich dabei gehört habe, hatte eigentlich mit (meinem) Mozart nichts zu viel gemeinsam gehabt…

Hatte angefangen mir Gedanken zu machen ob ich vielleicht Etwas falsch gemacht habe – aber Was?

Nach einer unruhiger Nacht, wo ich viel nachgedacht habe, käme ich zu Entscheidung weniger zu taktieren und viel mehr zu lächeln, tanzen und erzählen.

Es hatte funktioniert – vom Probe zu Probe war es besser und besser – Heute bin wirklich erstaunt was für eine Entwicklung hat das Orchester während der Probephase geleistet… BRAVO!!!

Jetzt, kurz vor dem Konzert weiß ich schon – es war eine richtige Entscheidung. Die Musiker haben Spaß am Mozart entdeckt. Mir ist es auch gelungen, Sie davon zu überzeugen, dass die Musik vom Mozart eine Opernmusik ist – man darf es nicht künstlich steif interpretieren – als ich zur Besuch im Mozarts Kinderhaus in Salzburg war, als ich seine Spielzeuge gesehen hab’, als ist mir es klar geworden, dass der kleine Bub über Alles die Rollenspiele liebte – wusste ich, dass es kein steife und humorlos Genie sein musste – so ist auch seine Musik!!! Aufgrund der kindlicher Ehrlichkeit – für jeden gut und leicht anzunehmen – aufgrund der Genialität auch für Profis eine unendliche Quelle der interpretatorischen Möglichkeiten.

Vielen herzlichen Dank der Musiker der Karaganda Philharmonic Orchestra für die Zusammenarbeit, Eure Mühe und Engagement.

Ihr seid SUPER!!!

%d bloggers like this: